sobota, 30 listopada 2013

Chapter 5

-To w co się ubierasz na tę całą randkę? - zapytała Soph, wychylając głowę znad swojej książki, aby spojrzeć na mnie.
-To nie jest randka tylko spotkanie - poprawiłam ją.
-Nazywaj to jak chcesz.
-Soph, nie rozumiem o co ci chodzi - powiedziałam.
-Słuchaj, swoje od Louisa wiem i z moich domysłów coś się kroi. Może ty i on tego nie widzicie, bo jesteście za blisko sytuacji, ale ja widzę - stwierdziła.
-Nic się nie święci - orzekłam.
-Skoro tak twierdzisz...
-Nie podważaj w ten sposób mojego zdania! -  zabroniłam jej.
-Okej, okej - przytaknęła i wróciła do lektury.
-Idę się ubrać, miej oko na małą - poprosiłam.
-Jasne - przytaknęła i odłożyła książkę na bok.
Zeskoczyła z kanapy i usiadła na podłodze, gdzie mała bawiła się moimi starymi pluszowymi lalkami. W jakiś sposób wolała te od tych nowych, które dostała od rodziny.
Weszłam do korytarza i skierowałam się do małej pracowni, która obecnie była moją sypialnią. Szafę zastępowała mi walizka i obrotowe krzesło. Nie miałam dużo ubrań, więc takie zastępstwo było wystarczające.
Uklękłam przy walizce i wyjęłam z niej czerwone shorty sięgające za połowę ud, luźną, niebieską koszulką na krótki rękaw i jeansową cienką kurtkę oraz czarnego full capa z ćwiekami. Nie chciałam się ubierać jakoś za ciepło, zwłaszcza, że w Londynie tego dnia było naprawdę parno. Termometry wykazywały jakieś 23 stopnie Celsjusza, a na noc zapowiadali burze.
Przebrałam się w dosyć szybkim tempie, a potem chwyciłam kosmetyczkę i poszłam do łazienki. Włosy wyczesałam w kłosa na bok, natomiast jedynym makijażem na jaki się zdecydowałam, to grube kreski zrobione eyelinerem, wytuszowane rzęsy oraz lekko różowy błyszczyk. Zanim jednak wyknałam trzecią czynność, porządnie wyszczotkowałam zęby.
Kiedy w końcu byłam gotowa, poszłam odnieść kosmetyczkę i zabrać z pokoju czarną torebkę, full capa i kurtkę. Potem wróciłam do salonu, gdzie Sophie bawiła się z moją małą córeczką.
-Wychodzisz już? - zapytała.
-Ta, tak sądzę. Już osiemnasta, Niall pewnie za chwilę by dzwonił - powiedziałam. - Daj jej coś do jedzenia o 19:40, a połóż ją spać tak wpół do 9, ok?
-Tak, tak, wiem. Powtarzasz mi to tysięczny raz. Dam sobie radę - zapewniła mnie. - Idź już do tego swojego... przyjaciela - ostatnie słowo dodała dopiero po chwili namysłu, czym mnie trochę zirytowała, ale nie skomentowałam tego.
-Do zobaczenia później - rzuciłam.
-Pa - odparła, a ja wyszłam.
Zeszłam schodami na dół, przegrzebując torebkę, aby sprawdzić czy na pewno wzięłam wszystko co potrzebne. Utrudniała mi to trochę kurtka, którą trzymałam w ręku, ale udało mi się wykonać zadanie. Kiedy wyszłam z klatki schodowej, rozejrzałam się, aby sprawdzić, czy nikogo nie ma, kto przypadkiem chciałby mi zrobić zdjęcie lub ze mną porozmawiać. Nie dostrzegłam w okolicy nikogo takiego, ale mimo wszystko wyjęłam z torebki przyciemniane okulary i natknęłam je na nos.
Usiadłam na ławeczce przed budynkiem, oczekując blondyna. Jakąś minutę później, pod kamieniczkę podjechało białe BMW i zatrąbiło. Nie bardzo wiedząc co robić, podeszłam do samochodu i zajrzałam przez szybkę. Za kierownicą siedział chłopak z kapturem na głowie i okularami na nosie. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Wtedy rozpoznałam, że to Niall.
Otworzyłam drzwi i wsiadłam do środka.
-Co to za cyrk z samochodem? - zapytałam.
-Mówiłem ci, że wezmę coś z wypożyczalni. Gdybym tak nie zrobił już bym miał paparazzi na ogonie.
-No tak, zapomniałam. To dokąd jedziemy?
-A jak bardzo jesteś ciekawska? - zapytał.
-Średnio.
-W takim razie, pozwolisz, że cię sprawdzę? - zapytał, posyłając mi ten swój Niallowaty uśmiech.
Jechaliśmy jakieś 10 minut. Oczywiście starałam się być cierpliwa i nie pytać dokąd się kierujemy, ale ciekawość jest chyba naturą człowieka. Jakoś po połowie drogi zaczęłam go wypytywać o nasz cel, a on tylko się śmiał.
Czułam się dziwnie jadąc z nim w samochodzie, słysząc jego śmiech i patrząc na niego. Było to takie odległe od rzeczywistości, takie nie prawdziwe, a jednocześnie sprawiające, że na sercu robiło mi się cieplej. Brakowało mi Nialla. Był moim przyjacielem. Jak mogłam tego nie zauważyć pamiętnego dnia grudnia? Byłam taka głupia. Mogłam być szczęśliwa, ale wszystko zniszczyłam. Teraz już nigdy nie będę mogła zamieszkać w Londynie.
W końcu dojechaliśmy pod wielką bramę, nad którą widniał napis "Pole Golfowe Williams". Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Nialla, który akurat sięgał z tyłów auta swój plecak.
-A to nie jest zamknięte o tej porze? - zapytałam.
-Jest, ale ja mam klucz - powiedział i wyskoczył z samochodu, a następnie podszedł aby otworzyć drzwi mi.
Wysiadłam, przez cały czas wpatrując się w szyld zamieszczony nad bramą.
-Nie możemy tam wejść - stwierdziłam.
-Jasne, że możemy - odparł i wyjął z kieszeni pęk kluczy, a potem podszedł aby otworzyć kilka zamków w bramie.
Patrzyłam z niedowierzaniem na to co robił chłopak. W pewnym momencie, przestraszona, podbiegłam do niego i zaczęłam go odciągać, co tylko wywołało u niego śmiech. Boże. On właśnie nielegalnie wchodził na pole golfowe po zamknięciu. I skąd miał ten klucz?
-Niall, nie możemy... Przecież tu na bank są kamery! - krzyczałam.
-Weź się uspokój - powiedział, starając się powstrzymać śmiech. - Znam się z właścicielem. Jest moim dobrym kumplem i gadałem z nim. To on dał mi klucze - wyjaśnił mi. - Wszystko okej.
-Boże! Nie stresuj mnie więcej tak! Myślałam, że się włamujemy - krzyknęłam na niego i uderzyłam go w ramię, co wywołało jeszcze więcej śmiechu z jego strony. Po chwili nie wytrzymałam i mu zawtórowałam.
Niall otworzył bramę, a potem, kiedy weszliśmy do środka, ponownie ją za nami zamknął.
-A co z alarmami? - zapytałam.
-Luke wszystko powyłączał, ale o 24 system ponownie zacznie działać. Mamy sporo czasu - powiedział, obejmując ramieniem moje i przyciągając mnie do siebie by zmierzwić moje włosy. Skorzystał z okazji, że akurat zdjęłam czapkę!
-Ej! - zawołałam rozbawiona i wyrwałam się z jego uścisku. - Zniszczysz mi kłosa!
-Tobie i tak najlepiej w rozpuszczonych, więc jestem za - odparł, a ja poczułam się trochę dziwnie. Niall chyba pierwszy raz w życiu komplementował mnie w taki sposób... w taki sposób, że czułam się no... inaczej.
Zwolniłam kroku, jakby w reakcji na jego słowa, podczas gdy on szedł swoim stałym tempem. Złapałam z gumkę i ściągnęłam ją ze swoich włosów, a potem palcami przeczesałam je, aby splątane w kłosa kosmyki się rozplątały. Frotkę schowałam do kieszeni, a potem zrównałam się z blondynem.
-Lepiej? - zapytałam, a on spojrzał na mnie szeroko się uśmiechnął.
-O niebo - przyznał.
Doszliśmy do niedużego, jednopiętrowego budynku. Niall ponownie użył jednego z pęku kluczy i wpuścił mnie do środka, gdzie panowała prawdziwa ciemność. Szybko jednak została od nas odegnana, gdyż blondyn zapalił światło.
-Widzisz? Przygotował nam nawet kije - powiedział wskazując na worek stojący przy małej wysepce, która zapewne była informacją.
Blondyn podszedł do podłużnego plecaka z rzeczami i zarzucił go sobie na drugie ramię. Po czym kiwnięciem głowy, kazał mi iść za sobą. Doszliśmy do tylnego wyjścia, które Niall również otworzył. Wyszliśmy z powrotem na zewnątrz i zobaczyliśmy przed sobą pole olbrzymich rozmiarów.
-Grałaś w ogóle kiedyś? - zapytał mnie.
-W golfa? Coś ty! W Polsce chyba nawet nie ma pola - powiedziałam.
-To zbliża się twój pierwszy raz - rzucił i poprowadził mnie w kierunku tych śmiesznych samochodzików, które widziałam jedynie na filmach.
-Masz klucz? - zapytałam.
-Jasne, że mam - odparł i zaprosił mnie do pierwszego z brzega czteroosobowego autka.
Zajęłam swoje miejsce, a Niall rzucił oba plecaki na tylne siedzenie, a potem usiadł z przodu. Wsadził jeden z kluczyków do stacyjki i pojazd ruszył.

Graliśmy chyba z godzinę. Oczywiście nie obeszło się bez uczenia mnie. Czułam się dość dziwnie, kiedy Niall obejmował mnie od tyłu, aby pomóc mi ułożyć ręce w odpowiedni sposób. Tak inaczej. Jakbyśmy byli na randce, a nie na spotkaniu przyjacielskim. Miałam też wrażenie, że jemu to odpowiada.
Niall podszedł do autka, którego nazwy wciąż nie poznałam, i wziął z niego swój plecak. Pierw wyjął z niego jakiś koc czy coś takiego, a potem rozłożył go na ziemi.
-Proszę usiąść, madame - rzucił do mnie żartobliwie.
-Och, dziękuję, milordzie! - odparłam i zachichotałam.
Usiadłam na niebieskim, jak oczy blondyna, kocyku po turecku, a Niall zaczął wywalać wszystko co miał w plecaku. Okazało się, że w środku były same słodycze. Babeczki, ciastka, cukierki, żelki i różne inne pyszności, na których widok aż ślinka cieknie. Kiedy już wyjął wszystko usiadł na kocyku na przeciwko mnie i zaczął się wpatrywać we wszech otaczającą nas zieleń.
-Bierz co chcesz - powiedział.
-Nie poznaje cię. Zazwyczaj nie dzielisz się jedzeniem - zaczepiłam go, a on tylko się zaśmiał.
-Dbam o twoje przetrwanie, bo wyglądasz jak skóra i kości - odparł, po czym sięgnął po paczkę delicji, a następnie ją otworzył i poczęstował mnie pierwszą.
-Ta... Schudłam trochę ostatnio...
-Trochę? Wyglądasz jak połowa ciebie - stwierdził.
-Błagam cię. 10 kilogramów to jeszcze nie połowa. Nie ważyłam 20 - odparłam chichocząc, a następnie ugryzłam ciastko.
-10 kilogramów?! - spojrzał na mnie zszokowany. - Teraz to masz zjeść to wszystko! - powiedział i podsunął mi pod nos resztę opakowania delicji.
-Niall, spokojnie. Powoli wrócę do normy. To ciąża mnie trochę wyczerpała. Miałam podejrzenie anoreksji, ale już jest okej - chciałam go uspokoić.
-Jak to podejrzenie anoreksji?
-Podczas ciąży... Nie czułam się najlepiej. Byłam dobita tym wszystkim. Nie mogłam jeść, więc kiedy Anne już się urodziła, straciłam wszelkie siły i kilogramy. Dostałam trochę leków, przeszłam na specjalną dietę i teraz naprawdę jest w porządku - powiedziałam.
-Ile ważyłaś po urodzeniu dziecka? - zapytał.
-43 kilogramy - doprałam kładąc się powoli na kocu.
Słońce już prawie zaszło, a na niebie pojawiały się pierwsze gwiazdy. To nieprawdopodobne widzieć je w Londynie. Myślałam, że tu ich nigdy nie ma.
-Ile przytyłaś od tego czasu? - zapytał.
-7 kilogramów - przyznałam.
-Jesteś ode mnie wyższa o jakiś centymetr, ale jesteś kobietą, więc powinnaś ważyć tylko trochę mniej niż ja!
-Spokojnie Niall. Jadam już normalnie, niebawem będę taka, jaką mnie zapamiętałeś - zapewniłam go. - Nie rozmawiajmy już o tym, okej?
-Jasne - zgodził się, a potem pochwycił swój plecak i zaczął w jednej z kieszeni jeszcze czegoś szukać.
Wyjął z niej mały odtwarzacz muzyki i włączył go. Z głośników popłynęła delikatna melodia, którą doskonale znałam. Chyba każdy ją przynajmniej kojarzył.
-Mogę prosić panią do tańca? - zapytał, a ja się zaśmiałam, ale podniosłam się z koca.
-Mam nadzieję, że założyłeś jakieś gorsze buty, bo nie tańczę najlepiej - ostrzegłam go.
-Och, nie będzie tak źle - stwierdził.
Jedna z jego dłoni znalazła się na moich plecach, a drugą pochwyciła moją. Ja natomiast swoją umiejscowiłam na jego ramieniu. I naprawdę zaczęliśmy tańczyć. Jakimś cudem w ogóle nie myliłam kroków i szło nam naprawdę świetnie.
-Wow, gdzie się tego nauczyłeś? - skomplementowałam chłopaka.
-A różnie to bywało. Przede wszystkim uczyli mnie kiedyś w szkole, no i... wiesz jak to bywa z matkami.
Zaśmiałam się i oparłam podbródek na jego ramieniu. Niebo prawie całkiem przygasło, więc było już bardziej granatowe niż różowe. Widziałam na nim znacznie więcej gwiazd, niż kiedykolwiek spodziewałam się zobaczyć w Londynie.
-Czujesz to? - spytałam szeptem.
-Co? - mówił równie cicho co ja.
-Tę... magię.
-Yhym - przymruknął, a ja zabrałam głowę z jego ramienia, aby mieć dostęp do jego oczu. Wpatrywał się we mnie z pół przymrożonych powiek i wydawał się taki spokojny.
Biło od nas ciepło, sprawiające, że chłodny wiatr nawet na nas nie wpływał. Dzięki temu mogliśmy tańczyć spokojnie przy przyjemnej dla ucha melodii oraz pięknie przyrody i naturze jakiej mi brakowało. To było właśnie to, czego przy Harrym nie miałam. Brak przepychu.
-Once more you open the door and you're here, in my heart and my heart will go on and on... / Tł. Jeszcze raz otwierasz drzwi i jesteś tu, w moim sercu i moje serce będzie trwać i trwać...- zanucił blondyn pod nosem, nie odrywając swoich oczu od moich.
-Never give up /Nigdy się nie poddawaj - zacytowałam słowa wybranka Rose z Tytanica i zaśmiałam się delikatnie.
-Never - przytaknął mi i uśmiechnął się jeszcze szerzej o ile w ogóle było to możliwe.
Kiedy piosenka dobiegła końca, ponownie ułożyliśmy się na kocu. Podjadaliśmy słodycze i wpatrywaliśmy się w gwiazdy, podczas gdy muzyka cały czas grała, a wiatr wiał. I było cudownie. Jakbym to wyśniła. Tylko, że czegoś mi brakowało, sama do końca nie wiem czego. Jestem taka niezdecydowana.
-Julia? Mogę ci zadać pytanie? - poprosił nie odrywając wzroku od gwiazd, natomiast ja spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
-Yhym - przytaknęłam.
-Czy gdybyś mogła cofnąć czas i wrócić do dnia tej ucieczki... Zostałabyś? - zapytał.
-Tak - odparłam od razu, nie zastanawiając się nad tym, że jego słowa mogą mieć swoje drugie odbicie.
Niall położył głowę na boku i nasze oczy się spotkały. Widziałam uśmiech na jego twarzy, ale oczy wydawały mi się takie smutne. Nie za bardzo rozumiałam o co chodzi i nie jestem pewna czy chciałam wiedzieć.
-To cieszę się... - powiedział, ale zabrzmiało to jakby urwał w połowie zdania.
Znów spojrzał w niebo, przerywając kontakt wzrokowy między nami.
-Spadająca gwiazda - szepnął i wskazał palcem na punkt przecinający ciemność. - Pomyśl życzenie.
Zamknęłam oczy i pomyślałam. Właściwie nie do końca świadomie. To przepłynęło przeze mnie samo.
-Zbierajmy się. Chciałbym cię jeszcze gdzieś zabrać - oznajmił mi nagle.

_____________________________________________________
Wiem, że w Londynie nie ma pola golfowego, ale wyobraźcie sobie, że w ciągu tych dwóch lat powstało, ok?

18 komentarzy:

  1. aww <3 jak randka ;0; trochę żal mi Nialla, jednak wolałabym zeby była z Harrym... ;c
    jestem ciekawa gdzie Niall ją zabierze c;
    @Just_love_xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww no przyznam,że było słodko ale Niall i tak zachowuje sie strasznie nie fair wobec Harrego..
    Ja tam kibicuje dla Harrego
    Czekam na następny rozdział :) x

    OdpowiedzUsuń
  3. Bosz! Bosz! Bosz!
    Kit z początkiem, który był wspaniałym wstępem do tej randki!
    Co za romantyzm!!! Niall umie myśleć i nieźle wykorzystał sytuację z tym golfem ;) Ech, czytało mi się to tak miło. Tak mi się ciepło robiło na sercu, że po prostu nie mogę... Poryczałam się! Autentycznie zaczęłam płakać, bo cała ta scena była taka... Taka magiczna. Taka... Taka wymarzona, wyśniona... Nie wiem jeszcze jaka, ale to było naprawdę piękne. I ta myśl "Cholera, ja prawdopodobnie nigdy nie pójdę na randkę..." Gdzieś tam mózg mówił mi, że Niall ją okłamał. Gdzieś mówił, że szkoda Harry'ego. Gdzieś mówił, że te kłamstwa Nialla muszę wyjść na jaw, a Julia jakoś go opieprzy i straci do niego zaufanie. Gdzieś mam jeszcze w głowie myśl, że będzie walka o Anne.
    Ten opis zapamiętam do końca życia!!! Angie, naprawdę kawał wspaniałej roboty!
    To było przepiękne! To było... nie wiem jeszcze jakie, bo słów mi brakuje, kochana!!!
    Przepraszam, że nie skomentowałam. Cały tydzień w książkach i teraz piszę nowe opowiadanie, które jest... hmm... o wiele lepsze od obecnego? Nie wiem... Zobaczę co z tego wyjdzie, ale mocno nad tym pracuję.
    Pozdrawiam cieplutko! :)
    Gratuluję świetnego rozdziału! :D :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże jakie to słodkie! *-*
    Ehh ja ja bym chciała wybrać się z Niallem na taką randkę xD
    Czekam na kolejny rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za romantyzm ale i tak wole Harrego. Przyznam sie nawet ze pomyslalam ze Niall moze zabrac ja do domu chlopakow ze pokazac ja Harremu po tych slowach co powiedziala ze cofnelaby czas. Moze w Niallu odezwaly sie wyrzuty sumienia za te klamstwa i moze pomyslal ze ona tak powiedziala bo gdyby nie wyjechala to Harry by nie ulozyl sobie zycia z kims innym. Tak tylko sobie fantazjuje mam nadzieje ze mnie zrozumialas ;-) @SandraJakubows3

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny rozdział, wspaniała randka i w ogóle AWW ... *.*
    Kocham Niallera, ale i tak kibicuje Harremu :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju jak slodziutko....super rozdział;-) czekam na nn!!!!
    Kocham twoje opowiadanie!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. super <3 ciekawe czy Niall wkońcu wyzna prawdę Juli :D

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG! Jakie to piękne <3. Ten rozdział jest taki.... kuźwa piękny! A ta piosenka do niego pasuję.
    Ale nie podoba mi się zachowanie Niall'a. Ja jestem wciąż wierna Harry'emu. Zachowuję się strasznie nie fair, a Harry cierpi. Z resztą Julii też go brakuję, a on ją tak oszukał. Mam nadzieje, że to się wyjaśni. Nie mogę doczekać się spotkania Julii i Harry'ego.
    Pozdrawiam :*

    Zapraszam: http://everythinghaschanged-1d-fanfiction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award.
      Szczegóły u mnie na blogu.
      http://everythinghaschanged-1d-fanfiction.blogspot.com/

      Usuń
  10. Uroczy, ale i tak nie moge sie doczekac spotkania Julii z Harrym . :)

    OdpowiedzUsuń
  11. cześć <3 super rozdział <3 Najlepszy ; * Randka Nialla i Julii po prostu przeboska <3 Życzę weny i czekam na następny ; ******

    OdpowiedzUsuń
  12. *u* zobaczymy co dalej xx

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękny rozdział !!!!
    O jeju taki talent że aż zazroszczę :D
    Pisz szybciutko nexta ;)
    K.C. :********* <33333
    Koffam twego bloga :****** <333333 ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. CUDO! Kocham! Bardzo bym chciała, żeby była z Niallem... są cudowni! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojeeeej jaki świetny <3
    Czekam na spotkanie z Hazzą ;3
    Czekam na nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny! Na początku serio myślałam że się przyznał ale niestety... kibicuje Harryemu <3333 ♥♥♥♥ Gabrysia Kubala

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K