środa, 18 grudnia 2013

Chapter 11

Obudziło mnie dzwonienie telefonu. Przestraszyłam się, więc zerwałam się jak głupia i zaczęłam szukać w pościeli telefonu. Kiedy go znalazłam, przycisnęłam go do ucha bez sprawdzania, kto dzwoni.
-Boże, Julia! Miałaś zadzwonić! - usłyszałam głos Sophie, chyba była zmartwiona.
-Przepraszam, zapomniałam.
-Jesteś w Londynie? Louis.... - zaczęła, ale po chwili jej głos przemienił się w szept. - Louis kazał mi wypytać cię o to, gdzie jesteś i dlaczego zostałaś. Co mam mu powiedzieć?
-To nie ważne dlaczego. Musiałam zostać. Nie mogę ci nic powiedzieć, Soph, nie chcę, aby on znów miał do ciebie o coś pretensje. Jak się spotkamy, któregoś dnia to pogadamy - powiedziałam. - Muszę kończyć - skłamałam i pożegnałam się zanim zdążyła jeszcze cokolwiek powiedzieć.
Nie miałam ochoty się teraz przed nią tłumaczyć i jeszcze myśleć o Michale, i tak czekał mnie bardzo ciężki dzień z Niallem. Wybrałam dosyć dziwny scenariusz na dalszy ciąg mojego życia, ale wiedziałam, że tak musi się stać. Przemyślałam słowa Kasi i doszłam do takich, nie innych, wniosków.
Wygrzebałam się z łóżka, a następnie zabrałam za słanie go. Rozsunęłam walizkę by znaleźć w niej cokolwiek, co potrzebne jest do codziennej higieny. Znalazłam pastę do zębów, nową szczoteczkę do zębów, szczotkę, szampon do włosów o zapachu granatu oraz żel pod prysznic - kokosowy. Zabrałam te wszystkie rzeczy i poszłam do łazienki się lekko odświeżyć. Po skończeniu czesać swoje włosy w koka, opuściłam ubikację i przegrzebałam całą walizkę w poszukiwaniu jakichś ubrań, które byłby odpowiednie na spotkanie z Niallem. W końcu zdecydowałam się na prosty zestaw. Jakoś nie miałam specjalnej ochoty wyglądać rewelacyjnie.
Podeszłam do stolika i wzięłam z niego moją podręczną torbę. Tam miałam tusz i błyszczyk do ust. Użyłam obu tych rzeczy, a potem zadzwoniłam do Nialla. Odebrał dopiero po piątym sygnale.
-Halo? - usłyszałam jego zaspany głos.
-O Boże, obudziłam cię?
-Tak trochę - przyznał, a ja zerknęłam na zegarek zawieszony na ścianie.
Dochodziła 12, więc musiał długo siedzieć w nocy, skoro jeszcze spał.
-Ale miło słyszeć twój głos o poranku - wyszeptał chyba się przeciągając.
-Chciałabym zauważyć, że mamy prawie południe - powiedziałam.
-To która jest godzina? - zapytał, a jego głos nagle stał się bardziej pobudzony.
-Prawie dwunasta, geniuszu - rzuciłam ze szczyptą sarkazmu. - Mieliśmy się spotkać.
-Daj mi 30 minut, okej? W ogóle gdzie mam po ciebie podjechać? - wypytywał, a ja słyszałam przez telefon jak gwałtownie zrywa się z łóżka. Zachichotałam, słysząc, że się spieszy.
-Może ja podjadę autobusem do ciebie? Ogarnij się spokojnie, ja muszę jeszcze skoczyć gdzieś zjeść śniadanie - powiedziałam.
-Dobra, dobra, tylko... Wiesz gdzie mieszkam?
-Pewnie, przecież tam mieszkałam przez jakiś czas - przypomniałam mu.
-No tak, to... Do zobaczenia - pożegnał mnie i rozłączył się.
Zgarnęłam najpotrzebniejsze rzeczy rzeczy do małej torebki i wyszłam z pokoju. Zamknęłam go na klucz i zeszłam na dół. Wychodząc z kamieniczki wpadłam na właściciela domu.
-Dzień dobry! - przywitałam się, starając wymusić najszczerszy uśmiech na jaki było mnie stać.
-Dzień dobry - odpowiedział i poszedł do czegoś na kształt garażu, który groził zawaleniem przy mocniejszym wietrze.
Skoczyłam do pobliskiego sklepu i kupiłam sobie jakąś drożdżówkę i soczek w kartoniku. Jedząc szłam na przystanek, który był oddalony jakieś pół kilometra od kamieniczki. Do tego czasu udało mi się skonsumować całe moje śniadanie. Wskoczyłam do pierwszego odpowiedniego autobusu i zakupiłam bilet, a następnie zajęłam miejsce najbardziej odległe od kierowcy.
Wyjęłam z torebki zwinięte słuchawki i rozplątawszy je, włączyłam sobie muzykę. Była to pierwsza lepsza piosenka na jaką trafiłam. Liczyło się tylko, żeby była dosyć wesoła. Naprawdę nie chciałam się teraz martwić.
Droga strasznie się dłużyła, autobus zatrzymywał się na wszystkich przystankach i światłach. Dojechałam pod dom blondyna dopiero o trzynastej i byłam wyczerpana tą monotonną podróżą.
Skierowałam się pod olbrzymia willę mojego przyjaciela i zadzwoniłam domofonem. Furtka od razu zapiszczała, sygnalizując, że jest otwarta, bez jakichkolwiek słów Nialla. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą wejście, a następnie skierowałam się do drzwi domu.
Kiedy tylko moje kostki zetknęły się z drewnianą powłoką, została ona prawie natychmiast otwarta, a moim oczom ukazał się wesoły blondyn. Miał rozczochrane włosy, a jego oczy błyszczały radością. Gdzieś w głębi duszy czułam, że cieszy się tak na mój widok.
-Co tak długo? - zapytał.
-Autobus - wyjaśniłam i weszłam do środka.
Czułam się bardzo dziwnie w jego domu. Tak dawno tu nie byłam, że miałam wrażenie, iż wchodzę to jakiegoś legendarnego zamku. Wnętrze nic się nie zmieniło. Widocznie blondyn nie remontował mieszkania.
-Skoczę tylko po telefon i możemy iść - powiedział.
-Chłopacy wiedzą, że ze mną wychodzisz? - zapytałam, idąc za nim.
-Um... Dopiero wstałem, a dzwoniłaś do mnie w nocy - próbował się usprawiedliwić. Był zdenerwowany, czułam to.
-Nie, to dobrze, że nie wiedzą. Wolę, abyś im powiedział po naszym spotkaniu - powiedziałam.
-Ach... Okej - chyba był zaskoczony moja postawą.
Znaleźliśmy się dużym salonie blondyna. Zatrzymałam się w progu, podczas gdy on ruszył do komody, gdzie leżał jego portfel i telefon. Chwycił obie rzeczy, by następnie wsunąć je do kieszeni swoich jeansów. Zwrócił się z powrotem do mnie, a następnie oboje ruszyliśmy ponownie do wyjścia. Niall wyjął klucz z zamka i wyszliśmy z wnętrza domu. Chłopak zamknął drzwi, a następnie skierowaliśmy się jego samochodu. Kulturalnie otworzył przede mną drzwi, a następnie zajął swoje miejsce.
-Co powiedziałeś chłopakom? - zapytałam, kiedy samochód już powoli sunął po jezdni.
-Cóż... prawdę. Może niekompletną, ale prawdę. Nie wspomniałem im o Michale jak coś - odparł koślawiąc imię mojego brata. Jeśli mogę go nazwać bratem. Chyba mogę, bo to określenie i tak straciło dla mnie na wartości. - Jesteś zła, że nie wymyśliłem czegoś?
-Nie - odparłam obojętnie, wpatrując się w okno. Miałam gorsze zmartwienia. Trzy sprawy nie wychodziły z mojej głowy. Oczy Anne. Michał. Uczucia Nialla i względem Nialla.
-A o czym chciałaś ze mną porozmawiać? - zaciekawił się.
-To może poczekać. Wolałabym, żebyś nie musiał skupiać się na drodze, kiedy będziemy o tym rozmawiać - powiedziałam i niemal poczułam jak się spina. Naprawdę się denerwował.
Oparłam głowę o szybę samochodową i odpłynęłam na moment w swoje rozmyślenia. Dotarło do mnie, że nie mam pojęcia, kiedy mama odwiedziła Michała w więzieniu. Jeśli wie o Anne może oznaczać to tyle, że gdziekolwiek jest, czy ze mną czy z dala ode mnie, nie jest bezpieczna. Moja mama nie zna Michała od tej strony, od której ja go poznałam. Owszem, ma jakąś tam świadomość jak mściwy jest jej syn, ale chyba nie podejrzewa go o to, że mógłby wyrządzić krzywdę nawet osobom, na których mi zależy. Może nawet jej. Michał to typowy sadysta, satysfakcjonowałby go ból nawet najbliższej jego sercu osobie. Jeśli w ogóle ma to serce.
Wstąpiło we mnie lekkie przerażanie. Co mógłby zrobić An? Przecież to jeszcze dziecko... Naprawdę byłby w stanie ją skrzywdzić? Bałam się pomyśleć, co mógłby jej zrobić, a mimo to okropne wizje jak wyrywa jej części ciała, napłynęły do mojej głowy. Aż wzdrygnęłam się na tę myśl. Na szczęście Niall tego nie zauważył.
Zmieniłam sobie temat myślenia. Nie mogłam zastanawiać się nad tym co może się wydarzyć, musiałam się na razie skupić na tym co na pewno będzie. A będzie się działo. Poczułam się przerażona na wspomnienie decyzji jaką podjęłam dzień wcześniej. Z jednej strony wiedziałam, że to co robię jest dobre, a z drugiej... Czułam jakbym popełniała jakiś cholerny błąd. Jakbym próbowała się oszukać.
Nawet się nie zorientowałam, kiedy samochód zatrzymał się przed wejściem do wesołego miasteczka. Otrząsnęłam się z rozmyśleń dopiero, gdy drzwi od mojej strony zostały otwarte. Odpięłam pośpiesznie pas bezpieczeństwa, a następnie wysiadłam z samochodu. Popatrzyłam na wielki szyld i wspomnienia napłynęły do mojej głowy. W tym samym wesołym miasteczku byłam kiedyś z Harrym.
Zdecydowaliśmy się na dom strachu, ale szczerze powiedziawszy wątpiłam, żeby mogło być w nim coś strasznego. Harry wykupił nam wejściówki i weszliśmy do środka. Wewnątrz panowała absolutna ciemność. Nic strasznego.
-Boisz się? - zapytał.
-A wyglądam?
-Nie widzę cię - zauważył i zachichotał.
-W takim razie: nie - odpowiedziałam i zawtórowałam mu.
Harry zacieśnił trochę uścisk swojej dłoni na mojej i ruszyliśmy ramię w ramię w mrok. Nie czułam się ani trochę jak w horrorze, a bardziej jak w jakiejś tandetnej komedii. Zaskakujące jak specyficzną jestem osobą.
Poczułam jak coś łaskocze mnie po kostkach, ale zamiast dreszczyku przerażenia, który zapewne miał się u mnie pojawiać, zaczęłam tylko chichotać. Harry nie zareagował na mój głupawy śmiech (choć prawdopodobnie wywrócił oczami, czego nie miałam szansy zobaczyć), tylko pociągnął mnie dalej. W pewnym momencie z sufitu zaczęło się strasznie kurzyć, a potem spadła na nas pajęczyna. Zaczęłam krzyczeć.
-Zdejmij to ze mnie, zdejmij to ze mnie! - krzyczałam otrzepując głowę z pajęczyny, podczas gdy on śmiał się z mojej reakcji. - I z czego się głupio śmiejesz?
-Bo to zabawne - powiedział, kiedy trochę się uspokoił.
-No rzeczywiście - przyznałam z ironią, a potem ruszyliśmy dalej.
W pewnym momencie Harry się zatrzymał, a ja odwróciłam się za nim, by zobaczyć o co chodzi, jednak w ciemności nie dostrzegłam jego twarzy. Jego dłoń nie była złączona z moją, odkąd spadła na mnie pajęczyna, więc nie miałam nawet najmniejszej orientacji, w którym miejscu się znajduje. Nie słyszałam jednak jego kroków, co pozwoliło mi myśleć, że stoi.
-Idziesz? - zapytałam, a mój głos rozniósł się lekko po pustej przestrzeni.
Odpowiedziała mi cisza.
-Harry? - zwołałam niepewnie.
Zaczęłam się cofać, trzymając asekuracyjnie ręce z przodu, by nie wejść na ścianę.
-To nie jest zabawne - skomentowałam, ale chłopak znów się nie odezwał.
Moje dłonie dotknęły metalowej ściany. Odwróciłam się do niej tyłem i rozejrzałam, ale w tej ciemności nic nie widziałam. Wyjęłam z kieszeni komórkę, aby oświetlić trochę korytarz, jednak nie dostrzegłam chłopaka.
-Harry? - zawołałam już szczerze zmartwiona. Zrobiłam kilka kroków do przodu. - Hazz?
Poczułam jak ktoś zatyka mi dłonią usta, aby krzyk nie mógł wydostać się z mojego gardła. Już po chwili zostałam przyparta do ściany, a dłoń została zsunięta z moich ust, jednak zaraz potem poczułam na nich czyjeś wargi. Od razu poznałam, że to Harry. Po za tym czułam jak kosmyki jego loków łaskoczą moje policzki i czoło. ~Chapter 51
-Co? - wyrwał mnie z rozmyśleń Niall. Musiałam wyglądać idiotycznie wgapiając się w ten szyld od dłuższego czasu.
-Nic, zamyśliłam się po prostu - odparłam. - Chodźmy.
Ruszyliśmy w kierunku wejścia. Podobnie jak dwa lata temu, wszędzie kłębili się ludzie, jednak chyba byli zbyt zajęci sobą, aby zwracać na nas uwagę. Wiedziałam, że to długo nie potrwa i zaraz rzucą się na blondyna jakieś fanki, dlatego powinnam skorzystać z okazji i przejść do rzeczy, ale nie mogłam. Chciałam odwlec tę chwilę jak tylko się dało.
-To może kolejka? - zaproponował, a ja się zgodziłam skinieniem głowy.
Niall wykupił dwie wejściówki. Podczas naszych oczekiwań na miejsce w wagoniku, oczywiście blondas został zauważony przez fanki. Zadawały mu rozmaite pytania i prosiły o podpisy, natomiast na mnie nie zwracały uwagi, co byłoby zaskakujące, gdybym nie wiedziała, że mają mnie za nikogo. Tak też się czułam.
Wsiedliśmy do wagonika na samym początku i odczekaliśmy chwilę, aż te za nami, też zostaną zajęte. W końcu kolejka zaczęła z wolna poruszać się w przód. Po jakimś czasie tempo znacznie wzrosło, ale ja jakoś nie byłam w stanie krzyczeć czy się śmiać. Wymusiłam jedynie delikatny uśmiech na ustach i modliłam się w duchu, żebyśmy nie musieli jeszcze wysiadać.
Atrakcja jednak szybko się skończyła. Wysieliśmy z wagonika i przez moment byliśmy jak pijani, co spowodowała zawrotna prędkość i różne piruety, jakie wyczyniała kolejka. Kiedy trochę się ogarnęliśmy, Niall zapytał mnie:
-Chcesz misia? - zapytał.
-Na co mi miś? - zdziwiłam się.
-Nie wiem, może dla Anne? Po prostu szukam pretekstu, żeby zagrać w to - powiedział i wskazał palcem stoisko, gdzie trzeba było strącić trzy piramidki stworzone z butelek. - Dobry w to jestem - zachwalał się.
-Jak już koniecznie ci tak zależy, to możesz wygrać misia dla An - odparłam wywracając oczami. Był taki dziecinny i taki jak go zapamiętałam. Zapamiętałam go też jako przyjaciela, więc pytanie czy przez te półtorej roku moje myślenie się zmieniło? Czy w ogóle mogło się zmienić, jeśli nie stało się to po sierpniowej nocy? Wmawiałam sobie, że tak.
Chłopak ucieszył się na moją zgodę i podbiegł do budki. Wykupił kilka piłek i zabrał się za celowanie w butelki. Byłam sceptycznie nastawiona do jego wygranej. Miałam prawie stu procentową pewność, że nie trafi, a nawet jeśli, to, że butelki pozostaną na swoich miejscach, dlatego mocno się zdziwiłam, gdy blondyn za pierwszym razem rozwalił pierwszą piramidkę. Zauważyłam, że ma jeszcze cztery piłeczki, a do zbicia jeszcze tylko dwie wieżyczki z butelek. Rozwalił obie piramidy za pierwszym razem, więc dwie piłki jeszcze oddał. Facet z namiotu patrzył na niego z prawdziwym podziwem.
-To którego chcesz miśka? - zapytał Niall, uśmiechając się do mnie triumfalnie. Doskonale wiedział, że nie uwierzyłam w to, że mu się uda.
Wywróciłam oczami i wskazałam na największego misia jakiego udało mi się zobaczyć. Pracownik bez zastrzeżeń zdjął go z półki i podał mi. Był naprawdę olbrzymi, także trzymanie go sprawiało mi problem. Po chwili zmagań zdecydowałam się wziąć go "na barana". Chwyciłam jego pluszowe ręce, żeby nie gibnął się do tyłu i nie spadł, a potem spojrzałam na Nialla.
-Do twarzy ci z nim - stwierdził, a ja uśmiechnęłam się delikatnie. Już całkiem zapomniałam o moim stresie. - No to ten... Powiesz mi w końcu o co chodzi? Stresuję się - powiedział.
-Um, okej, chodźmy - zgodziłam się, a my zaczęliśmy przemierzać między atrakcjami wolnym krokiem. Potrzebowałam chwilę aby się zebrać w sobie. - No więc myślałam o tym co mi wczoraj powiedziałeś...
-Słuchaj, ja nie chcę, żeby to psuło wszystko między nami - doszedł do mylnych wniosków, nim pozwolił mi dokończyć.
-Nie o to chodzi... Sądzę... Sądzę, że możemy spróbować. Znaczy... Uważam, że zasługujemy na szansę - plątałam się trochę.
-Czyli, że... Gdybym ci teraz zaproponował chodzenie, to byś się zgodziła? - zapytał, zatrzymując się i zastawiając mi drogę, więc ja również stanęłam.
-Tak - odparłam.
-Więc Julio Lewandowska - odezwał się trochę oficjalnie, koślawiąc moje nazwisko - czy zechciałabyś być w związku z kimś tak nieogarniętym jak ja, kimś kto jak skończy się jedzenie, obudzi cię nawet w środku nocy i zapyta czy może przyjechać coś wszamać i kimś kto... kto chce uczynić cię szczęśliwą?
Zaśmiałam się delikatnie na jego specyficzną wypowiedź i odpowiedziałam:
-Tak, Niallu Jamesie Horanie, zechciałabym - odparłam i momentalnie poczułam się strasznie okropnie. Jakbym nie tylko oszukiwała jego, ale i samą siebie. Wmówiłam sobie, że to przez strach przed zaangażowaniem. W końcu tyle czasu byłam sama.
-Czyli się zgadzasz? - był taki podekscytowany, aż przypomniało mi się jak Harry cieszył się, kiedy "rozpoczął" się nasz związek.
-Tak, przecież już powiedziałam - odrzekłam.
Myślałam, że mnie teraz pocałuje czy coś, ale nie. On tylko szerzej się uśmiechnął i wyciągnął do mnie jedną dłoń. Puściłam jedną rękę misia, który i tak opierał się już na tyle o moją głowę, żeby nie spaść i splotłam palce swojej dłoni z jego. Cieszyłam się, że nie zrobił od razu jakiejś spektakularnej sceny przed tymi wszystkimi ludźmi i wybrał jedynie mały gest, zamiast krzyków i całowania. Nie chciałabym znaleźć się od razu w gazecie - przynajmniej na jej głównej stronie, bo w środku i tak już na pewno byłam. Chodziło głównie pewnie o Michała, bo bałam się, że mógłby to zobaczyć (choć raczej nie w Polsce, tam z jakichś względów chyba nie ma tylu plotkarskich gazet, a na pewno nie z zagranicznymi sławami), przynajmniej tak sądziłam.
Kiedy szliśmy w kierunku karuzeli, parę ludzi na nas spojrzało, głównie dziewczyny. Niektóre zaczepiły nas na chwilę i pytały, czy teraz jestem z Niallem. On na szczęście ułatwił mi zadanie i po prostu odpowiadał za mnie. Czułam się tak dziwacznie, że nie jestem pewna czy byłabym skłonna cokolwiek z siebie wydusić.
Przejechaliśmy się na karuzeli, od której wirowania zrobiło mi się niedobrze, a potem zdecydowaliśmy iść kupić gdzieś żelki.
-Słuchaj... - zaczął. - Co z chłopakami?
-Chyba nie będziemy tego ukrywać - stwierdziłam zerkając na nasze złączone dłonie. - To i tak pewnie niemożliwe.
-No tak... Nie to miałem na myśli. Powiem im dzisiaj, ale... Chciałbym, żebyś się im pokazała ze mną i w czwartek będzie idealna okazja. Mamy ognisko z okazji pięciolecia. Będzie tam też Sophie i nowe dziewczyny Liama i Zayna...
-Mają nowe dziewczyny? - zapytałam nie zwracając uwagi na to, że nie wymienił nowej dziewczyny Harry'ego. Wiedziałam, że tam będzie, a Niall po prostu nie chciał mi o tym mówić.
-No... Liam i Dan rozstali się jakoś po świętach i teraz jest z Evą, a Zayn... W sumie, twierdzi, że Lisa nie jest jego dziewczyną, ale wszędzie ją zabiera - powiedział i wzruszył ramionami.
-Nie jestem pewna czy to dobry pomysł, żebym tam szła. Chłopacy mnie nie lubią - przypomniałam mu.
-Mogą cię nie lubić, ale muszą zaakceptować. W końcu teraz jesteś moją dziewczyną - orzekł, a ja znów poczułam się cholernie dziwacznie. Jakbym robiła coś niewłaściwego.
_______________________________________________________
Przepraszam, jeśli piszę coś nie tak, i że Harry wciąż się nie pojawił. Obiecuję, że będzie w kolejnym rozdziale. No i tak... Ponieważ prosiliście mnie o to by kolejny post był dłuższy, potrzebuję więcej czasu na napisanie go. Mogłabym dodać 12 w sobotę, ale wtedy nie wyrobię się, aby na wtorek napisać dłuższy, dlatego kolejny chapter pojawi się dopiero w wigilię, a w sobotę opublikuję kilka fragmentów, ok? :)

11 komentarzy:

  1. No to mnie zaskoczyłaś;)
    Bardzo fajny rozdział, przyznaje że nie spodziewałam się takiego wyznania Juli;)
    Kocham to opowiadanie i czekam cierpliwie na nn;)

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG, omg, OMG, !!
    Niall i Julia razem!
    Jestem taka happy! Choć... i tak wiem, że pewnie będzie to na krótką metę.
    Ale fajnie jak by im się ułożyło! <3
    Czekam na następny rozdział choć i tak przeczytam go niestety dopiero po świętach :C
    Życzę weny! <3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. jak zwykle jedt bosko dfhhsfhh
    dlaczego ona się zgodziła!?

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział fajny ale zdecydowanie wolę kiedy ona jest z harrym .. niall poprosatu moin zdaniem nie jest dla niej

    OdpowiedzUsuń
  5. nieeee, nie wierzęęęęę... A CO Z HARRYM?! ;C

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wieżę. Czemu ona tak powiedziała i się zgodziła? Co z Harrym? Przecież on ją kocha najbardziej na świecie i mają razem dziecko. Wszystko wina Nialla, gdyby nie okłamywał Julki co do uczuć Harry'ego względem niej to by nic takiego się nie wydarzyło. Ja wciąż mam taką nadzieję, że Julia i Harry jednak będą razem ;c

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak! W końcu jest z Niallem! Tylko szkoda, że się nie cieszy :(
    Oby im się udało! Czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Każdy rozdział jest niesamowity :) już nie mogę się doczekać kiedy harry ją spotka... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam już dawno, ale dopiero teraz komentuje przepraaaszam x
    Rozdział świetny, ale to nie jest u cb nowościa. Zawsze piszesz świetnie, chciałabym tak :(
    Nawet nie wiesz jak się cieszę ze julia została w londynie. Na początku nie byłam za niallem i julia ale teraz to szczerze? Ciekawość mnie zrzera jak im się ułoży i jaka będzie na to reakcja harrego.. Omg nie wytrzymam aż do wigilji xd uzaleznilam się już chyba od tego opowiadania i od juli.
    Nie mogę się też doczekać aż pojawi się harry w rozdziale. Xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jest genialny :)
    Ja też cieszę się, że Juls została w Londynie, ale jednocześnie denerwuję się tą całą sprawą z Anne i Michałem. Cholera... No nic, będę czekać na rozwój akcji.
    Hmm... Czytając perspektywę Julii czuję się jakbym popełniła przestępstwo kibicując jej i Niallowi :P Po prostu... No nie wiem. Co jeśli w jakimś stopniu robi to wbrew sobie? Ech.... Nie ważne. Mój popieprzony umysł... :D
    Huh, będzie się działo na tym ognisku. Oj, będzie się działo... Przecież jak Harry się o tym dowie... Bosz, co to będzie! Za chwilkę oskarżą Julię o to, że zespół się rozpada, bo Hazz i Nialler będą się kłócić i wgl... Nie... Ja już chcę się dowiedzieć co będzie dalej :)
    Przepraszam, że komentuję dopiero teraz, ale grypa nie wybiera... Nigdy więcej chorowania!
    Pozdrawiam cieplutko! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super rozdział ;* nie mogę się doczekac kiedy Julia z Harrym wreszcie się spotkają ;) i jak Harry zareaguje.. pewnie bedzie wściekły .. nie wiem xD
    Czekam na następny i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K