środa, 29 stycznia 2014

Chapter 22

London, England
Wtorek
Godzina 9:00 czasu uniwersalnego
Siedziałam w kawiarence, siorpiąc słomką resztki koktajlu z plastikowego opakowania. Oczekiwałam Zayna, który jakoś się nie zjawiał. Zerknęłam na zegarek, zapięty na moim lewym nadgarstku. Powinien tu być piętnaście minut wcześniej. Nie chodziło o to, że się niecierpliwiłam, po prostu musiałam sprawdzić, czy wszystko spakowałam. Wiem, że Niall zrobi to jeszcze sto razy za mnie (ponieważ od wczoraj moje rzeczy są u niego i tam też dzisiaj nocowałam, gdyż pokój wynajmowałam do poniedziałku), ale i tak chciałam mieć pewność. Samolot mieliśmy mieć punktualnie o trzynastej.
A jak to się stało, że siedziałam w jakiejś lipnej kawiarence na obrzeżach, czekając na Zayna? Otóż... Pisałam z nim na twitterze, a właściwie to on napisał do mnie. W każdym razie poprosił mnie o spotkanie. Rzekomo coś chciał mi powiedzieć. Nie wnikałam. Po prostu się umówiliśmy i tyle. Niall trochę się buntował, ale ostatecznie pokazałam mu, jak bardzo interesuje mnie jego zakaz. To, że był moim chłopakiem, jeszcze nie sprawiało, że mógł mi czegokolwiek zakazywać.
Było dziesięć po dziewiątej, kiedy Zayn wszedł do kawiarenki. Kelnerka akurat zabierała moje opakowanie po koktajlu, gdy chłopak zauważył mnie i zaczął zmierzać w moim kierunku. Uśmiechnął się delikatnie, po czym usiadł na miejscu na przeciwko mnie.
-Cześć - przywitałam go.
-Cześć - odparł. - Sorry za spóźnienie. Mały problem z mediami na dupie - usprawiedliwił się.
-W porządku - skinęłam głową. - To co chciałeś mi powiedzieć?
-Spokojnie. To chyba nie jest przesłuchanie?
-Ta... Ale kobiety z natury są ciekawskie - przypomniałam mu.
-Ty, z tego, co słyszałem, nie jesteś - powiedział, a ja wywróciłam oczami.
-I tu racja, ale wiesz... Nie co dzień gość, który do tej pory działał ci na nerwy, mówi ci, że ma coś ważnego do omówienia. W tym przypadku jestem bardzo ciekawa - nakłaniałam go, jednak bez skutku.
-Spokojnie - powiedział w momencie, w którym przy naszym stoliku ponownie zjawiła się kelnerka.
-Co podać? - zapytała uprzejmie. Wydawała się nie być wcale zafascynowana obecnością członka najsłynniejszego boysbandu na świecie. Uznałam, że albo nie jest fanką, albo umie się zachować.
-Cappucino i rogalika... - powiedział Zayn, a następnie zwrócił się do mnie. - A ty co chcesz? Polecam rogaliki! Są fenomenalne!
-Dobrze, więc... um... Niech będzie rogalik i Latte z bitą śmietaną - odparłam.
Kelnerka zanotowała w swoim notatniczku, a następnie odeszła bez słowa.
-Jak tam przygotowania na Filipiny? - zapytał.
-Idą pełną parą - powiedziałam. - Już nie mogę się doczekać! - byłam trochę zbyt podekscytowana, co wywołało u Mulata lekki śmiech.
-Wcale ci się nie dziwię, wspaniałe miejsce - przyznał.
-Byłeś tam? - zapytałam, a on skinął głową. - No tak... Ty pewnie wszędzie byłeś. Głupie pytanie.
-Nie byłem wszędzie.
-A gdzie na przykład nie byłeś? - nie dowierzałam.
-W Polsce - odpowiedział szybko. - Właśnie... propos Polski. Po jaką cholerę jedziecie tam z Niallem po Filipinach?
-Odwiedzić moją mamę - byłam lekko poddenerwowana. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie spodziewałam się takich pytań. - Um... Spędzę tam urodziny, posiedzimy trochę i wrócimy w piątek - uznałam, że chyba wybrnęłam.
-Bez sensu, nie możesz świętować urodzin tutaj? - zapytał.
-Nie mam tu przyjaciół, po za Sophie oczywiście, więc dlaczego miałabym być tu?
-A my?
-Och, błagam cię. Wszyscy mnie nie lubicie, ty mnie jedynie tolerujesz - powiedziałam.
-Trochę sobie zasłużyłaś, nie sądzisz? - ocho! Byłam bliska wybuchu irytacji, nie przesadzaj, Zayn.
-Miałam ważny powód, nie zrozumiesz - burknęłam.
-Tego nie wiesz. Nieważne - odparł.
Wtedy do naszego stolika podeszła kelnerka. Podała nam nasze zamówienia, a następnie, lekko się uśmiechając, odeszła. Zrobiłam łyka swojego Latte, nie chcąc patrzeć na Mulata, usadowionego tuż na przeciwko mnie. Kiedy odstawiłam szklankę, postanowiłam ponownie wrócić do tematu, który zaczęłam na początku. W końcu po to tu byliśmy. Chciałam to załatwić i po prostu sobie iść.
-Więc...? - zachęciłam go, wiedząc, że doskonale zdaje sobie sprawę z tego, o co go proszę.
-Ostatnio... - zaczął trochę niepewien, bawiąc się serwetką przyniesioną wraz z rogalikiem. - Byłem w szpitalu.
-W szpitalu? A po co? - zdziwiłam się i wzięłam gryza rogalika.
-Nie w takim zwykłym szpitalu - uzupełniał odpowiedź. - W szpitalu psychiatrycznym.
I nagle zamarłam. Byłam pewna, że cała krew odpłynęła z mojej twarzy, a ja zmieniłam się w osobę przypominającą wyglądem ducha. Już wiedziałam, o czym do mnie mówił i czego ode mnie chciał. No, przynajmniej się domyślałam.
-Nie kończ - poprosiłam.
-Proszę cię, Julia. Chociaż mnie wysłuchaj - odwróciłam głowę, by na niego nie patrzeć, ale nie odezwałam się ani słowem, co widocznie uznał za pozwolenie na kontynuację.
-Waliyha już nie jest tą samą osobą. Przeszła wiele bardzo ważnych terapii, ale mimo to, nie odzyska wszystkich bliskich. Wiem, że bardzo za tobą tęskni. Proszę cię o tylko jedno spotkanie z nią. Daj jej się przeprosić. Powiedz jej, że to nie przez nią wyjechałaś, mi to powiedz - mówił pośpiesznie, jakby bojąc się, że mu przerwę i po prostu wyjdę.
-Zayn. Nie ma takiej opcji. Nie spotkam się z nią - postanowiłam.
-Proszę cię, chociaż to przemyśl.
-Tu nie ma nad czym myśleć - oznajmiłam twardo, chcąc mu pokazać, że nie nakłoni mnie do zmiany zdania. Decyzja była podjęta.
-To dlatego wyjechałaś? - spróbował z innej strony.
-Nie, w każdym razie nie całkiem. W grudniu bardzo dużo się działo. Zresztą, nie ważne. Nie muszę ci się zwierzać! - fuczałam. Byłam już wściekła. Jak mógł mnie o coś takiego prosić? Gdyby sąsiadka nie zareagowała lub Harry wpadł do domu pięć minut później, mogłabym już leżeć na cmentarzu! Nie obchodziło mnie to, czy była niepoczytalna. Ufałam jej!
-Gdybyś powiedziała, może łatwiej przekonałabyś do siebie zespół. Fani w końcu przestaliby cię hejtować, jakbyś pogodziła się z chłopakami - starał się do mnie przemówić.
-A może ja nie chcę ich do siebie przekonywać? Nikt nie powiedział, że długo tu zabawię, więc po co mam to robić?! - niemal krzyczałam.
-Zamierzasz zostawić Nialla? - zapytał.
-Tego nie powiedziałam - wyburczałam. - Po prostu nie zamierzam mieszkać znowu w Londynie.
-Więc co? Związek na odległość? - kpił.
-I tak właśnie tak by to wyglądało. Z tego co się orientuję, Niall podróżuje. Mogę się przenosić na miesiące, w których będzie w Londynie - byłam dumna, że udało mi się wybrnąć. Sama nie wiem, dlaczego tak powiedziałam. Chyba naprawdę nie myślałam, jak będzie wyglądać nasz związek i na moment zapomniałam, że obiecałam Zaynowi nie skrzywdzić Nialla.
Cisza. Nieprzerywana cisza. Tak minęło dobrych kilka minut, zanim Mulat postanowił ponownie wrócić do tematu swojej młodszej siostry.
-Nie spotkasz się z nią? - zapytał.
-Jezu, nie! - krzyknęłam, wymachując rękoma, przez co zwaliłam ze stolika szklankę. Spadła na ziemię i z hukiem rozbiła się o drewnianą posadzkę. Odłamki szkła rozsypały się po całej podłodze, a Latte rozlało i  ochlapało mi spodnie. - Shit! - przeklęłam pod nosem.
Koło naszego stolika natychmiast zjawiła się kelnerka z miotłą. Kiedy posprzątała wszystko na zmiotkę i przetarła szmatą mokrą od kawy podłogę, zwróciła się do nas.
-Dopisze to do rachunku - wymruczała, a potem odeszła.
Nastała chwila ciszy, kiedy Zayn ponownie ją przerwał.
-Proszę cie, nie krzycz - powiedział.
-Jeśli nie będziesz mnie irytował - oznajmiłam.
-Tylko cię poprosiłem.
-Po co? Gdybym ja poprosiła cię o to, żebyś spotkał się z kimś, kto usiłował cię zabić, bo był nienormalny, zgodziłbyś się?
-Wyolbrzymiasz to. Ona już nie jest niepoczytalna - dał nacisk na ostatnie słowo, bo widocznie nie spodobało mu się moje określenie. - I zgodziłbym się, jeśli sytuacja wyglądałaby tak samo jak twoja.
-Mówisz tak, bo to twoja siostra. Czemu zawsze ją bronisz? Ostatnio, jak to zrobiłeś, wyszło, że nie była zgwałcona tylko miała dzieciaka Nialla - przypomniałam mu.
-Tak, wiem, tak, wiem. Ale wiesz co na nią działało. Nie była do końca sobą. Teraz z nią w porządku - nie ustępował.
-Nie, Zayn. To już podjęta decyzja - powiedziałam, zerkając na zegarek. Dochodziła dziewiąta czterdzieści, więc w kawiarence zaraz miała zjawić się Kasia.
-Nie ma szans? - zapytał ostatni raz.
-Nie - oznajmiłam. - Przykro mi, Zayn, ale z twoją siostrą, nie spotkam się na pewno.
W tym momencie drzwi kawiarenki się otworzyły. Moje spojrzenie od razu pobiegło do wejścia, by sprawdzić, czy to aby nie moja przyjaciółka. I nie pomyliłam się. W progu stała Kasia. Była ubrana w spodnie w biało-czarne pionowe pasy, do tego miała założona luźną niebieską koszulkę na ramiączka. Włosy upięła w koka, a na twarzy miała jedynie delikatny makijaż. Wyglądała nienagannie - jak zawsze.
Gdy mnie zobaczyła, posłała mi ten swój typowy dla niej uśmieszek, a następnie ruszyła w moim kierunku.
-Cześć, Julka - przywitała mnie, a następnie spojrzała na mojego towarzysza. - Witaj, Zayn - i posłała mu ciepły uśmieszek. Odrażające. Jak może uśmiechać się do kogoś, kogo nie darzę sympatią?
-Cześć - odpowiedział jej z grobową miną.
Podniosłam się od stolika, a Zayn, jakby chcąc być kulturalnym, również wstał. Nie mogłam uwierzyć jak Kasia może go świdrować tak łakomym spojrzeniem. On natomiast patrzył na nią z dość obojętnym wyrazem twarzy, jednak wiedziałam, że to przez naszą rozmowę. Kasia była tym typem kobiety, koło której nie można było tak po prostu przejść. Zwłaszcza, że rozsyłała tę pozytywna energię - zawsze i wszędzie - nawet, kiedy sama była smutna.
-To do zobaczenia - powiedziałam.
-Ta... Cześć - odparł, a w jego głosie słychać było zamyślenie lub przybicie moja odmową. - Miłych wakacji.
-Dzięki - powiedziałam, a potem odeszłyśmy.
Kiedy tylko opuściłyśmy kawiarenkę, Kasia odezwała się.
-Jest gorący, przeleciałabym go - nie tylko piękna, również bezpośrednia. To to, co przyciąga do niej facetów.
-Błagam cię, wszyscy tylko nie Zayn.
-Sugerujesz, że mogę się przespać z Niallem? - zapytała, żeby się podroczyć.
-Co to, to nie - odparłam. - On chyba nie jest zainteresowany. W sensie Zayn - mówiłam, żeby ją zniechęcić do niego.
-Dlaczego?
-Zazwyczaj faceci patrzą na ciebie inaczej - zauważyłam.
-Tak, tak, ale tylko dlatego, że ty tam byłaś. Na wywiadzie nie odpowiedział na moje pytanie, a kiedy wybudziłam go z transu, powiedział, że to przez to, że jestem "bardzo rozpraszająca" - chwaliła się.
-Myślałam, że nie kręcą cię "pedalsy" - zacytowałam jej własne określenie.
-Jasne, tylko wtedy, jak Adam tego nie słucha. Zawsze się śmieje - przyznała się, a potem zachichotała, a ja, mimo wszystko, jej zawtórowałam.


Wszystko było już spakowane, a ja, mimo to, wciąż chodziłam niespokojna po garderobie, sprawdzając czy aby na pewno wszystko było na swoim miejscu. Po prostu nie mogłam się pozbyć wrażenia, że jednak czegoś zapomniałam. W końcu Niall wszedł do środka i z zaskoczenia objął mnie od tyłu w pasie, po czym pocałował za uchem.
-Nie denerwuj się. Wszystko spakowałaś. Musimy iść, samolot nie zaczeka - wyszeptał wprost do mojego ucha, a mnie przeszedł przyjemny dreszcz.
-Ale mam to dziwne wrażenie... W każdym razie: Mamy jeszcze pięć minut? - zapytałam.
-A co? - chciał wiedzieć.
-Powinnam zadzwonić do mamy i zapytać co u Anne - powiedziałam, na co Niall od razu stał się jakby bardziej chłodny.
Jego ręce przestały oplatać moją talię, a potem chłopak odsunął się na jakiś metr odległości. Odwróciłam się, by móc spojrzeć na Nialla. Nie powiem, że nie byłam zaskoczona jego reakcją. Myślałam, że jest wszystko okej. Przecież chyba wiedział, na co się decyduje wchodząc ze mną w związek. Musiał zdawać sobie sprawo z tego, że mam dziecko i jestem mamą. Anne nie zniknie tak po prostu z naszego życia.
-Zadzwonisz z samochodu - powiedział nie patrząc na mnie, a ja skinęłam głową.
Zabraliśmy wszystkie bagaże na raz i znieśliśmy je do samochodu. Niall wszystko zapakował, a ja w tym czasie już siedziałam w samochodzie. Wyjęłam telefon Harry'ego i wybrałam odpowiedni numer. Odczekałam dwa sygnały i w mama odebrała.
-Cześć. Jak tam przygotowania do podróży? - zapytała od razu.
-Cześć. No, już Niall zapakował rzeczy i ruszamy - powiedziałam w momencie, w którym blondyn zajął miejsce za kierownicą.
-Ale masz fajnie... Słońce, plaża...
-Pewnie nie uwierzysz, ale powiedział dosłownie to samo - zaśmiałam się. - Ja tam i tak wolę deszczowe klimaty.
-Ty i ten twój chory i odmienny gust - nabijała się ze mnie, ale i tak wyczuwałam w niej zdenerwowanie. Nie wiem skąd.
-Stało się coś? - zapytałam, kiedy samochód wjechał na asfalt i zaraz zaczął sunąć po ulicy, zapełnionej samochodami.
-Nie, dlaczego?
-Wydajesz się niespokojna.
-Po prostu nie ufam samolotom - powiedziała. - Po za tym, źle spałam i zmęczona jestem - usprawiedliwiła się.
-Ach, to jak skończymy gadać, połóż się spać - poradziłam. - Jak Anne?
-W porządku. Też dziś miała trochę koszmarów, ale jest okej. Bawi się teraz twoja lalką, w sumie to wyrywa jej włosy - opowiedziała mi. - A ostatnio, jak byłyśmy w piaskownicy, piesek biegał. To urocze jak bardzo cieszyła się na jego widok. Powinnyśmy mieć psa.
-Nie, mamo - nagle spochmurniałam. - Nie chcę zastępstwa za Mercera.
-To nie byłoby zastępstwo...
-Nie, mamo - powiedziałam.
-Okej, okej... Musze już kończyć, bo Anne zjada włosy! Do zobaczenia, pa! Pozdrów Nialla! - powiedziała i rozłączyła się, zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć.
-Mama cię pozdrawia - powiedziałam, a on tylko pokiwał głową, nie przestawiając skupiać się na jezdni. - Jesteś zły?
-Nie - odparł beznamiętnie.
-Och, przestań. Nie usunę Anne z życia, cieszmy się, że mamy wakacje. Nie psuj ich swoimi humorami - poprosiłam.
-Nie jestem zły o Anne. W ogóle nie jestem zły i nie mam żadnych humorów, wszystko jest okej - boczył się.
-Jak tam sobie chcesz - powiedziałam, pisząc smsa do Sophie (która została wtajemniczona w telefonową sprawę), żeby jej powiedzieć, że już jadę na lotnisko.

Pod odprawie i tym wszystkim, mogliśmy w końcu zająć miejsca w samolocie. Niall wrócił do swojego poprzedniego humoru, więc dało się z nim normalnie pogadać i pożartować. Pośmialiśmy się trochę, jednak byłam zmęczona, ponieważ, jak moja mama, miałam złą noc. Moje powieki same zamknęły się, podczas oglądania jakiegoś filmu, puszczonego na ekranie samolotowym.
Obudziłam się dopiero po jakimś czasie. Czułam silne turbulencje podczas lotu, więc gwałtownie otwarłam oczy. Spojrzałam na Nialla, który miał przerażone oczy, a potem wyjrzałam za okno. Niebo było zachmurzone i co jakiś czas przecinały je pioruny, którym towarzyszył huk. Wiedziałam, że nie powinniśmy lecieć w taką pogodę.
-Co się dzieje? - zapytałam wciąż zaspanym głosem.
-Burza jest - powiedział.
-Tyle widzę. Co po za tym? Zginiemy? - byłam naprawdę przerażona.
-Lądujemy awaryjnie - odparł.
-Dlaczego?
-Burza rozwaliła silniki w lewym skrzydle. Nie lecielibyśmy, gdyby synoptycy przewidzieli tę cholerną burzę! - irytował się.
-Niall, dlaczego jesteś zdenerwowany? Wylądujemy, prawda?
-Właśnie to jest najmniej pewne w tej sytuacji - powiedział.
____________________________________________________
Walnęłabym jakiegoś suchara o samolotach, żeby Was rozbawić, ale nie mam nic w zanadrzu xd Zamiast tego, ponownie przypominam o tym, że powstały tt bohaterów:

12 komentarzy:

  1. Jezuu.. Oni przeżyją ? I nic im nie będzie, nie ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no! Po prostu nie! Jak możesz drugi rozdział pod rząd kończyć w momencie kiedy najbardziej nie wiadomo co się stanie?! Kocham to jak piszesz, ale nie rób tak więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Omg...oni przeżyją?!!
    Proszę nie kończ w takich momentach bo zwariuje czekając na następny rozdział:)
    Mam nadzieję, że szybko dodasz rozdział bo ta niewiedza strasznie męczy...
    Czekam na nn i dużo , dużo weny na następny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju *__* czekam na następny. A co do twittera to miałam zaszczyt pisać i z Julią i Harrym więc się bardzo jaram ;-)
    @SandraJakubows3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ugh . Właśnie dlatego boje sie samolotów . Mam nadzieje ze przezyja i nic im nie bd . Hmm ciekawe czy Julia zmieni zdanie i spotka sie z Wal .

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślałam, że będą mieć napad jakiś szczurów, szarańczy czy innych motylów... XD jak w jakimś filmie grozy? Nwm nawet jakie to gatunki! Mniejsza z tym.
    A ja bym bardzo chciała aby Julka jednak spotkała się z Wal. Trochę to przerażające ...ale cóż. Od jakiegoś czasu lubię takie przerażające scenki....no może po za tym że Zayn miałby być ze swoją siostrą (czyt. rozmowa skype XD) tego to to ja bym nie przeżyła. XD Paranoja. xd
    Rozdział jest mega! Świetny, cudowny. <3
    Wiem...miałam zadać pytanie dla Juls ale zapomniałam. Wybacz słońce. Kiedyś to nadrobię <3
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że uda nam sie dziś porozmawiać, popisać czy jak to tam se nazwiesz <3
    Pozdrawiam.
    Lovki. xd
    Kisski <3 XD

    OdpowiedzUsuń
  7. Oni przeżyją prawda?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam nadzieje ze oni przezyja i ich nie uśmiercisz!!Chce ab było wszystko dobrze ale oczywiście jak zwykle skonczyłas w takim momencie!!Mam tylko nadzieje ze naext pojawi się szybko xD

    OdpowiedzUsuń
  9. o mamo ;o Jakie emocje XD
    dodawaj szybko bo się nie doczekam normalnie *o*
    Świetny rozdzaił ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. 1) Przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego! Przepraszam, przepraszam, przepraszam!!!
    2) Kobieto! Co za emocje! Dzisiaj będę komentować w sumie od tyłu :P Jezu... Oni przeżyją? Muszą do cholery! Wylądują awaryjnie! Muszą! Muszą! Muszą! Poza tym... Hallo? Bez głównych bohaterów nie byłoby opowiadania, co nie? Przerażony Niall... Hmm... To chyba nowość :)
    3) Super, że lecą na te Filipiny. Coś mi mówi, że Horan nie może się pogodzić z tym, że jednak Julię coś łączy z Harrym - Anne. Ma świadomość, że nawet jeśli będzie z Juls do końca życia to i tak zawsze w ich życiu będzie Harry. Pewnie nie może tego zaakceptować. Skro zakazał Hazzie kontaktu z Juls no to równie dobrze nie może się z tym pogodzić... Takie tam moje zawiłe rozmyślania :P
    Och, czyli mama Juls miała prorocze sny i instynkt macierzyński się sprawdził... Anne też miała rację. Podoba mi się postawa Julii co do Anne, naprawdę. Jest taka nieugięta, waleczna...
    4) Zayn... Hmm... Lekki szok. To znaczy, podejrzewałam, że kiedyś może ją o to poprosi, ale nie sądziłam, że teraz. Rozumiem całe zachowanie Julii. Kurde... Gdybym była na jej miejscu to też nie spotkałabym się z Wal! No kurde... Z kolei rozumiem też Zayna. Może ma nadzieję, że Wal znormalnieje przez spotkanie z Julią. No i coś mi mówi, że bez tego się nie obejdzie. Z jednej strony współczuję Wal... Kurcze, masakra była z tym rozdwojeniem jaźni... No nie ważne. W każdym bądź razie Julia pokazuje, że umie walczyć o swoje i to mi się podoba.
    5) Kaśka... Zawsze te jej teksty mnie rozśmieszą! :D Czyżby jednak miała ochotę na Nialla? Bosz, i on zdradzi Julię z nią!!! Cholera... Sóley, stop! Chorą wyobraźnię prosimy o uspokojenie się i siedzenie na miejscu!
    To chyba na tyle...
    A, no tak! Prześwietny rozdział! Prześwietny!!! Wspaniała robota, Angie!!! :)
    Pozdrawiam serdecznie i cieplutko! :*
    PS Niedługo wstawię zwiastun, muszę jeszcze ogarnąć kilka rzeczy i jestem wolna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. CUDO :* Czekam na kolejnyy <3
    -
    http://you-and-i-fanfiction.blogspot.com/
    -
    Pozdrawiam! Xx
    / Haz.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny rozdział, którym skazujesz nas na niecierpliwe czekanie! Trochę to irytujące, ale lubię jak to robisz, jeszcze bardziej namawiasz mnie do czekania i ciągłego wchodzenia na twojego bloga :3
    Mam nadzieję, że nic im się nie stanie poważnego i, że jednak Julia zgodzi się na spotkanie z Wal, to byłoby takie przerażające, ale za to jak ciekawe! :D
    Ciekawi mnie także jak zareaguje Harry i jak szybo przyleci do Julii i Nialla. Czekam na kolejny rozdział, w którym mam nadzieję, że będzie więcej Harrego :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K