niedziela, 9 lutego 2014

Chapter 26

Poniedziałek 03.08
Polska
Kiedy dotarliśmy, była godzina osiemnasta czasu oczywiście Polskiego. Byliśmy z Niallem wyczerpani podróżą i chcieliśmy odpocząć, ale nie dane nam to było. Na lotnisku czekała cała zgraja fanek z różnego rodzaju szyldami z napisem "1D, come to Poland" i podobnymi.
Byliśmy dosłownie zaatakowani przez fanki, które choć w minimalny sposób chciały mieć kontakt ze swoim idolem. Z jednej strony je rozumiałam, ale chciałam też, żeby dały nam oddychać.
Długo trwało nim udało nam się dostać do taksówki. Mogłam odetchnąć z ulgą, gdy w końcu jechaliśmy na wieś, gdzie moja mama przebywała podczas mojej nieobecności - w końcu ktoś musiał się zajmować moją córką, gdy rodzicielka pracowała, a najlepszym wyjściem była babcia.
Dotarcie zajęło nam zaledwie pół godziny, gdyż babcia mieszkała we wsi sąsiadującej z Warszawą, a o tak późnej godzinie na ulicach nie było nikogo. Kiedy dotarliśmy dochodziła dwudziesta, ale nie bardzo się tym przejęliśmy. Niall pomógł taksówkarzowi z wyjęciem walizek, a następnie oboje zanieśliśmy je pod próg drzwi. Korzystając ze swojego klucza, weszłam do środka i od razu zostałam zaatakowana przez babcię, która trzymała Anne na swoich rękach.
-Cześć, kochana! - przywitała się i wyciągnęła szyję, aby pocałować mnie w policzek.
-Cześć - powiedziałam. - Cześć, maleństwo - zwróciłam się do Anne i przejęłam ją od babci. Po chwili przypomniałam sobie o swoich manierach i zwróciłam się do babci - Babciu, to jest Niall, mój chłopak - przedstawiłam jej go, a następnie zwróciłam się do Nialla - This is my grandma.
-Nice to meet you - powiedział cicho Niall do mojej babci, kiedy podawali sobie ręce na przywitanie.
-On nie gada po polsku? - zapytała szeptem moja babcia.
-Nie - powiedziałam, śmiejąc się, że się tego nie domyśliła.
-To co on powiedział?
-Miło cię poznać - przetłumaczyłam.
-Nice to meet you - powtórzyła moja babcia, strasznie kalecząc język. Wiedziałam, że Niall był tym lekko rozbawiony, jak i trochę zdezorientowany, ale zachował kamienną twarz.
Babcia przeciągnęła nas przez próg i zamknęła za nami drzwi, gdyż na dworze zaczynało kropić. Zdjąwszy buty, ruszyliśmy za nią przez ganek do kuchni. Usadowiliśmy się przy stole w kuchni, by zacząć jakąś rozmowę z czym miło być ciężko skoro Niall nie rozumiał babci i odwrotnie tak samo. Wyściskałam jeszcze trochę swoją małą córeczkę, która tak słodko się uśmiechała. Szkoda tylko, że nie potrafiła patrzeć na mnie. Jej wzrok błądził po miejscach, które był najjaśniejsze, a więc i najwidoczniejsze dla niej.
Podniosłam się z krzesła i usadowiłam Anne w foteliku, po czym wróciłam na swoje miejsce.
-Mama jeszcze w pracy? - zapytałam.
-Tak, będzie około dwudziestej pierwszej - powiedziała moja babcia, a Niall patrzył na mnie, jakby wołał o ratunek. Biedak, kompletnie nic nie rozumiał. Pokiwałam do niego głową, dając znać, że nie rozmawiamy o niczym ważnym. - Ładny ten twój chłopak - oznajmiła mi nagle babcia. - Tylko farbowany. Ten lokaty miał fajniejsze włosy.
-Babciu!!! - jęknęłam zażenowana, jak i trochę obolała, a przynajmniej w sercu. Naprawdę nie chciałam o nim teraz sobie przypominać.
-No co? Przecież i tak nie rozumie! - śmiała się.
-Ale ja tak - powiedziałam.
-To opowiadaj, jak było na tych Filipinach - poprosiła staruszka, a Niall lekko się ożywił, słysząc słowo, które był w stanie zrozumieć.

Kiedy Anne zasnęła i ja poczułam się śpiąca. Niall już od jakiegoś czasu leżał w łóżku i wertował pliki w swoim telefonie. Robił to tak zawzięcie jakby od tego zależało życie ludzkości. Zaczął się bawić komórką, kiedy zaczęłam skupiać całą swoją uwagę na maleńkiej córeczce, która jutro miała skończyć roczek - podczas, gdy ja miałam stać się dwudziestojednoletnią kobietą.
-Co jest takiego interesującego w tym telefonie? - spytałam szeptem i podniosłam jedną brew, kiedy chłopak na mnie spojrzał.
-Nic - powiedział, ale bardziej to przypominało burknięcie niż zwyczajną odpowiedź. Co znowu do cholery?
-O co ci znowu chodzi? - zapytałam pretensjonalnie i splotłam ręce na wysokości piersi.
-O nic - znów krótko uciął.
-Znowu masz problem z Anne?
-Nie mam żadnego pieprzonego problemu - fuknął na mnie, skupiając całą swoją uwagę na komórce.
-Okej, jak sobie chcesz. Idę spać w salonie - powiedziałam zgarniając swoją poduszkę oraz telefon.
Nie powiedział ani słowa. Zupełnie jakby odpowiadało mu to, że sobie idę. Aż się we mnie zagotowało. Zatrzymałam się w połowie drogi do drzwi i odwróciłam się na pięcie, po czym z największą siłą, na jaką było mnie stać, rzuciłam poduszką w chłopaka.
-Jesteś dupkiem - warknęłam i po prostu wyszłam.
Spokojnym krokiem przeniosłam się do salonu. Nie zapaliłam nawet światła, kiedy znalazłam się w odpowiednim pokoju. Po omacku dotarłam do szafy i wyjęłam z niej koc. Ułożyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Było mi trochę niewygodnie, ponieważ podramiennik nie był najlepszą poduszką.
Starałam się, jak mogłam, żeby nie dać łzom wypłynąć na powierzchnię, ale na próżne. Pociągnęłam nosem, kiedy światło się zapaliło. Babcia stała w progu i patrzyła na mnie.
-Co tu robisz, słonko? - zapytała.
-Nic - powiedziałam, ocierając łzy, które miałam w kącikach oczu.
-Pokłóciliście się? - próbowała zgadywać.
-Nie, po prostu... On... Zachowuje się jak idiota - odparłam wybuchając jednocześnie płaczem i śmiechem. To tak durnie brzmiało.
Podciągnęłam się do góry i usiadłam, by zrobić miejsce babci. Kobieta usiadła koło mnie i przyciągnęła mnie do swojego boku.
-Mam jednak wrażenie, że płaczesz z troszkę innego powodu i chyba sama nie zdajesz sobie z tego sprawy - powiedziała. - Pozwolisz, że opowiem ci pewną historię?
Skinęłam głową.
-A więc dawno temu żyła sobie dziewczyna. Była w twoim wieku, kiedy zakochała się w pewnym chłopaku. Niestety były inne czasy i musiała poślubić kogoś innego. Naturalnie cały czas była negatywnie nastawiona do swojego męża, ale starała się zachowywać dobrze. Może cię to zaskoczy, ale pokochała go. Nigdy nie zapomniała o swojej pierwszej miłości, ale z czasem wspomnienia wyblakły i skupiła się tylko na tym, co miała teraz - opowiedziała.
-Co to ma znaczyć? - zapytałam zdezorientowana.
-Julcia, jestem o wiele bardziej spostrzegawcza niż ci się wydaje. Wiem, że nie kochasz tego chłopaka, że w głowie masz wciąż ojczulka Anne - powiedziała.
-Jakie to ma znaczenie? On mnie nie chce - przyznałam, wiedząc, że nie ma sensu ukrywać prawdy. Byłyśmy z babcią takie same, więc ona zawsze wiedziała, co mnie gryzie.
Babcia zaśmiała się lekko.
-Gdybym cię tu teraz zostawiła, doszłabyś do złych wniosków, więc zanim wrócę do łóżka, chcę żebyś pamiętała, że ty wciąż masz jakiś wybór - powiedziała, ale ja niekoniecznie zrozumiałam, o co chodzi.
Staruszka podniosła się z łóżka i zaczęła ponownie zmierzać w kierunku pokoju, z którego wyszła. Kiedy jej ręka znalazła się na przełączniku światła, zatrzymałam ją:
-Babciu?
-Tak? - zapytała i odwróciła się twarzą do mnie.
-Czy... Czy to twoja historia? - wydusiłam z siebie pytanie.
-Porozmawiamy rano, dobrze? Wyśpij się, jutro mamy podwójnie ważny dzień - powiedziała, a ja tylko skinęłam głową.
Światło zgasło, a ja jeszcze przez chwilę słyszałam kroki babci. Dopiero, kiedy usłyszałam pochrapywanie, zaczęłam się zastanawiać, co miała znaczyć ta historia. Czy to była sugestia, że powinnam dać Niallowi szansę w miłości? Na to by wyglądało, gdyby nie ostatnie zdanie "pamiętaj, że wciąż masz jakiś wybór".

Rano obudziły mnie pierwsze słoneczne promienie. Przeciągnęłam się i uśmiechnęłam szeroko. Miałam urodziny. Anne również.
Zerknęłam na zegarek. Dochodziła ósma. Podniosłam się z kanapy i zabrałam się za składanie koca. Ponownie schowałam go do szafy, a potem poszłam cicho do pokoju, w którym spał Niall. Na palcach przeszłam do swojej szafki, w której mieściły się tylko moje stare, ale jakże wygodne ciuchy. Wyciągnęłam siwe dresy i luźną niebieską koszulkę, a potem, zwinąwszy z walizki kosmetyczkę, poszłam do łazienki.
Ubrałam się w swoje stare i potargane ubrania, a następnie umyłam zęby. Kiedy wyszłam z łazienki, moja mama już siedziała w kuchni z Anne na rękach. Przywitałam się z nią lekkim skinieniem, a potem pokazałam na drzwi wyjściowe.
W ganku założyłam swoje stare adidasy i wyszłam na dwór. Świeże powietrze od razu wdarło się w moje nozdrza. Miało orzeźwiający zapach - w końcu dzień wcześniej padało.
Wyszłam na podwórko i skierowałam się do budy, gdzie był mój stary kochany pies. Odkąd straciłam Mercera trochę rzadziej do niego przychodziłam, bo miałam jakiś dziwny uraz do psów. Głaskanie ich i ofiarowywanie im takiej miłości, jaką dawałam Mercerowi, było dla mnie czymś na kształt zdrady wobec niego. Ale nie mogłam też zaniedbywać Reksa. Był jeszcze przed Mercerem i teraz miał około 10 lat.
Psiak bardzo ucieszył się na mój widok, a ja posłałam mu uśmiech. Pogłaskałam go po łebku i wypieściłam trochę, zanim ruszyłam w kierunku sadu. Przeszłam się między kilkoma drzewami, a potem usiadłam na ławeczce, która znajdowała się w samym centrum zbiorowiska drzew.
Już po chwili zobaczyłam babcię, która najwyraźniej sama przechadzała się po sadzie, a dom opuściła znacznie wcześniej niż ja. Uśmiechnęła się do mnie i już daleka zaczęła krzyczeć:
-Wszystkiego najlepszego, słonko!
-Dziękuję - powiedziałam.
Babcia usiadła obok mnie na ławeczce i razem siedziałyśmy w ciszy, ale nie była ona w żaden sposób krępująca. Po chwili jednak postanowiłam ją zakłócić, bo przypomniało mi się wczorajsze pytanie.
-To była twoja historia? - zapytałam.
-Nie - powiedziała uśmiechając się jeszcze szerzej. - Ja miałam swój wybór.
-Dlaczego mi to opowiedziałaś?
-Chciałam ci pokazać, że ty też masz wybór i cokolwiek zrobisz będzie to dobra decyzja, bo będzie twoja. Ta historia... Wydarzyła się mojej dawnej przyjaciółce. Ona podjęła decyzję między tym czy będzie wiecznie nieszczęśliwa, czy postanowi cieszyć się tym małżeństwem - powiedziała.
-Jaki to ma związek ze mną? Nie biorę ślubu z Niallem - wciąż nie rozumiałam.
-Ale masz tę samą opcję. Albo spróbujesz być szczęśliwa z tym z kim chcesz, albo będziesz nieszczęśliwa.
-Ale mówiłaś, że ona się potem zakochała potem w mężu... - przypomniałam.
-A wyobrażasz sobie jak bardzo szczęśliwa by była, gdyby mogła dzielić swoje szczęście z chłopakiem, którego sama wybrała?
-On mnie nie chce...
-Rozmawiałaś z nim o tym? - zapytała.
-Tak - przytaknęłam, przypominając sobie rozmowę telefoniczną.
-Byłaś już wtedy z tym blondynem?
Skinęłam głową.
Babcia uśmiechnęła się szeroko, ale nic nie powiedziała.
-Powinnyśmy się zbierać. Czas świętować urodziny! - oznajmiła.
Podniosłyśmy się z ławki, a potem powolnie szłyśmy przez sad z powrotem do domu. Ja zbierałam po drodze różnego rodzaju kwiatki i układałam je w maleńki bukiecik. Kiedy dotarłyśmy do domu, okazało się, że Niall już nie spał. Zajadał się plackami, które przygotowała moja mama.
-Hi - przywitał mnie i niepewnie się uśmiechnął. Czułam, że ma wyrzuty sumienia za wczoraj.
-Hi - odparłam, nie chcąc psuć sobie urodzin.
-Choć na chwilę, Anka - powiedziała babcia do mojej mamy i już za chwilę obie opuściły kuchnię. Wiedziałam, po co babcia wyciąga mamę. Chciała dać chwilę mnie i Niallowi, ale nie wiem czego się spodziewała.
-Przepraszam za wczoraj - powiedział Niall, gdy tylko zyskał pewność, że zostaliśmy sami. Nie miało to absolutnie żadnego sensu, gdyż i tak nikt by nie zrozumiał o czym gadamy. Mama ze swoją łamaną angielszczyzną nie zrozumiała by nawet słowa z naszej płynnej rozmowy, a o babci to już się nie mówi w ogóle.
-Za co konkretnie? - dopytałam.
-Za bycie dupkiem. Myślę, że byłem zły, że łączy cię coś z Harrym.
-Nie łączy i nie będzie - zapewniłam go. - Anne jest moją córką, nie jego.
-Nie gniewasz się na mnie? - chciał wiedzieć.
-Nie. Nie mam ochoty się złościć w własne urodziny - odparłam.
-Jeszcze raz przepraszam - powiedział.
-W porządku.

Moi przyjaciele przyjechali z Poznania, aby świętować ze mną urodziny. Było mi bardzo miło, kiedy zobaczyłam ich w progu drzwi. Oczywiście wszystkich mocno wyściskałam, bo z niektórymi nie widziałam się od bardzo dawna.
Naturalnie zaprosiłam Sarę, Adama, Piotrka i Kasię do środka. Po zdmuchnięciu przeze mnie i Annę świeczek, zaczęliśmy świętować. Dopiero w połowie przyjęcia, które odbyło się na świeżym powietrzu przed domem, babcia przypomniała sobie, że przyszły do mnie paczki, na których napisane było, że są dla mnie z okazji urodzin. Jedna, najmniejsza była od Soph, natomiast największa od Nialla. Kiedy zapytałam chłopaka o to, odpowiedział, że łatwiej było mu to wysłać przed wyjazdem pocztą niż targać ze sobą na Filipiny. Trzecia paczka była natomiast niepodpisana. Odłożyłam wszystko na bok, stwierdzając, że prezenty pooglądam później.
Około osiemnastej, zgodnie z polską tradycją, babcia ułożyła na stoliku przeróżne rzeczy, takie jak pieniądze, różaniec, obrączkę, zabawkowy młoteczek, kieliszek i tym podobne... Anne miała wybrać jedną z tych rzeczy, która rzekomo miała oznaczać, kim będzie w przyszłości. Podeszłam z małą do stolika. Popatrzyła chwilę na wszystkie rzeczy, po czym wybrała pieniądze. Było to dosyć logiczne w jej przypadku - najbardziej błyszczały, dlatego wzięła je.
Około dziewiętnastej zadzwoniła moja komórka. Sophie. Odebrałam. Dziewczyna długo składała mi życzenia, aż w końcu powiedziała, że koniecznie muszę otworzyć jej prezent. Ulegając jej namowom, poszłam do domu i odnalazłam małe pudełeczko umieszczone w stercie prezentów.
-Więc tak, kolczyki są dla Anne, żebyś jej uszka przebiła - powiedziała, nim jeszcze otworzyłam.
-Mówiłam ci, że boję się jej jeszcze przebić uszy.
-To tak dla mobilizacji - poinformowała mnie.
Otworzyłam małe pudełeczko, przytrzymując telefon ramieniem. W środku znajdowała się srebrna bransoletka z jedną zawieszką w kształcie serduszka. To nie była moja stara bransoletka. Ta była nowa.
-Kupiłaś mi nową? - zapytałam, nie wiedząc, co powiedzieć.
-Tak - odparła. - Podoba ci się?
-Tak, bardzo. Dziękuję! - powiedziałam w momencie, w którym do pokoju weszła Kasia. - Musze kończyć, pa
-Pa - pożegnała się i rozłączyła.
-Otwierasz prezenty? - zapytała Kasia.
-Nie, tylko ten od Soph - powiedziałam.
-Ach... Otwórz ten ode mnie - nalegała.
-Później - oznajmiłam.
-Teraz - prosiła mnie.
Westchnęłam i sięgnęłam bo zieloną torbę. Spojrzałam na podekscytowaną Kasię i już wiedziałam, że to będzie coś niezwykle głupiego. Moja przyjaciółka miała w zwyczaju kupowanie prezentów oryginalnych, ale nie powiem, że zawsze w pozytywny sposób. Wzięłam głęboki oddech i wsadziłam rękę do torebki. Wciągnęłam poduszkę z Harrym Stylesem, na co szeroko otworzyłam oczy. Zajrzałam do torby. Kubek z Harrym, długopis z Harrym i koszulka z napisem "I love Harry Styles".
-Kasia, co to ma być?! Przecież Niall mnie za to zabije! - syknęłam szeptem, jakbym się obawiała, że ktoś mnie usłyszy.
Dziewczyna zaśmiała.
-Weź się wyluzuj. Skoro tak za nim tęsknisz, będziesz mogła z nim czasami sypiać - powiedziała wskazując na poduszkę.
Schowałam wszystkie rzeczy do torby, którą potem ukryłam w szafie. Zamknęłam ją na klucz, a następnie schowałam go do kieszeni.
-Po co mi to dajesz? Sama radziłaś mi, żebym była z Niallem, a teraz przynosisz mi coś takiego?! - byłam w szoku.
-Ja ci coś takiego radziłam? - zdziwiła się.
-Powiedziałaś, że dla miłości trzeba się poświęcać - wypomniałam jej.
-I twoim zdaniem to jest kochanie? Czyli rozumiem, że twierdzisz, że kochasz Nialla, bo poświęcasz się dla niego po przez bycie z nim? - kiedy powiedziała to na głos, faktycznie idiotycznie to zabrzmiało. - Bądźmy szczere. Poświęcasz się dla Harry'ego. Jesteś z Niallem tylko dlatego, żeby zapomnieć o Harrym, który ułożył sobie życie - rzuciła mi prawdą prosto w twarz. I mimo iż zdawałam sobie już z tego sprawę, poczułam się dziwnie, kiedy mi to powiedziała. - Weź się wyluzuj, to tylko prezent. Równie dobrze możesz dać to Anne, w końcu to jej ojciec.
Westchnęłam.
-Chodźmy już, dobrze? Jakoś nie mam ochoty teraz myśleć o tym, okej?
-Jak chcesz - powiedziała, po czym wyszła, nie czekając na mnie.
Musiałam jeszcze chwilę zostać w pokoju, żeby ochłonąć. Dlaczego wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że nie kocham Nialla oprócz mnie? Dlaczego potrafiłam siebie samą tak doskonale oszukać? Jestem idiotką.
Ukryłam twarz w dłoniach. Chwilę stałam w takiej pozycji, aż w końcu zdecydowałam się wrócić do przyjaciół i do świętowania. Wyszłam na dwór, gdzie wszyscy bawili się w najlepsze.
Zajęłam swoje poprzednie zdjęcie i włączyłam się do rozmowy. Tylko biedny Niall się nie odzywał, chyba, że Piotrek decydował mu się coś tłumaczyć.
I wtedy poczułam się jakoś dziwnie. Jakby ktoś mnie obserwował. Mrugnęłam, bo miałam wrażenie, że dostałam fleszem po oczach. Zaczęłam się niespokojnie rozglądać. Podniosłam się z krzesełka i przeszłam się trochę.
-Coś się stało? - zapytał Niall.
-Nie, nie - nie chciałam go martwić. - Coś mi się wydawało.
-Okej.

Przed dwudziestą trzecią wszyscy się rozjechali. Ja wzięłam prysznic, a następnie poszłam do pokoju, gdzie miałam spędzić noc i szczerze liczyłam, że nie będę musiała znów przenosić się na kanapę. Usiadłam koło Nialla i przetarłam zaspane oczy.
Zerknęłam na zegarek. Była dwudziesta trzecia pięćdziesiąt. Kiedy już miałam odłożyć telefon, moja komórka zadzwoniła. Na wyświetlaczu pojawiło się moje własne imię. Harry dzwonił. Niall na mnie spojrzał, ale nic nie powiedziałam. Przysunęłam telefon do ucha i odebrałam.
-Wszystkiego najlepszego - powiedział.
-Dziękuję. Pamiętałeś o której się urodziłam - zauważyłam.
-Zawsze - zapewnił mnie. - Dostałaś mój prezent?
-Jaki? - zapytałam.
-Takie małe fioletowe pudełko - powiedział.
-To niepodpisane? - dopytałam.
-Tak.
-Kto dzwoni? - zapytał szeptem Niall, a ja niemo mu odpowiedziałam, że Harry. - Włącz na głośnik - nakazał mi. Wywróciłam oczami, ale spełniłam jego polecenie.
-Podoba ci się? Wiem, że to dosyć nie typowe, ale pomyślałem, że to coś, z czego się ucieszysz - powiedział.
-Właściwie jeszcze nie otwierałam - odparłam.
-Och... W każdym razie chciałbym, żebyś to obejrzała sama - poprosił, a Niall posłał mi groźne spojrzenie.
-W porządku.
-Zakładam, że właśnie kładziesz się spać, więc nie przeszkadzam ci. W sumie też nie mogę bardzo gadać, bo jestem w drodze do domu. Wszystkiego najlepszego jeszcze raz i dobranoc. Pozdrów Nialla i rodzinę - powiedział.
-Dzięki, pozdrowię. Dobranoc, choć ty raczej jeszcze nie śpisz..
-Ale może też się położę - zaśmiał się. - W każdym razie nie przeciągam, cześć - pożegnał się ostatecznie, po czym się rozłączył.
-Chcę zobaczyć, co ci dał - oznajmił twardo Niall.
-Jak będę chciała - powiedziałam. - Dobranoc, Niall.
Owinęłam się kołdrą i zasnęłam.
 _________________________________________________________
Się rozpisałam podczas tej choroby. Nie powinnam jeszcze dodawać, ale mnie nosi, zwłaszcza, że mam jeszcze dwa rozdziały gotowe i tak bardzo chciałabym je już dodać, żeby zobaczyć waszą reakcję! :D

19 komentarzy:

  1. Jej dodaj kolejny bo juz nie mogę się doczekać Harry zadzkwonil do niej o tyej o której się urodziła AW;* jestem ciekawa co jest tym prezentem :-) pozdrawiam i czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. Prosze Cie dodaj jak najszybciej!!Jestem strasznie niecierpliwa i czekam z niecierpliwoscia na nexta!!! Super rozdzial!!

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem niecierpliwa wiec chce nastepny, powtarzam sie. julia musi byc z harrym. monika x

    OdpowiedzUsuń
  4. To dodawaj!!Na co czekasz haha xD Ojjj ten Niall nasz zazdrośnik...bardziej to do Harry'ego pasuje ale ok xD To takie słodkie że Harry do niej zadzwonił o tej porze.Pamiętam jeszcze ten rozdział gdzie Harry poprosił ja o chodzenie o tej porze a ona PRZYPADKOWO się zgodziła.Wiem że bd musiała skrzywdzić Niall'a no ale cóż :/
    @Agata8317

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejjjku... co ona tam dostala od chlopakow? *.* aww, Harry jest slodki :D tylko szkoda ze tak przez to odrzuca Niall'a i sie czesto kloca i ehh... czekam z niecierpliwoscia na next'a xx
    @xforxyoux

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniałe *o* Dawaj jeszcze dzisiaj kolejny rozdział... Prooooszę! Ja tutaj nie wyrabiam, to jest takie świetne opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam skomentować jakieś 3 godziny temu ale nie miałam jak. Przepraszam. :'3 Wiem, że mi wybaczysz. XD
    Rozdział jest świetny. Jestem strasznie ciekawa co Julia dostała od Harrego. Będzie to zapewne coś super ekstra i wgl. XD :'3 Niall coraz bardziej mnie denerwuje swoim zachowaniem! Taki zazdrosny się zrobił...oh no.
    Jak chcesz zobaczyć naszą reakcję .. to na co czekasz! <3 Mogłabyś dodać rozdziały dwa na raz i po kłopocie słońce XD a wszystkie byłybyśmy wniebowzięte XD <3
    Rozdział szuper.
    Czekam na następny... i mam nadzieję, że nie będę musiała zakupić trumny. XD xd
    Pozdrawiam ; * <3

    OdpowiedzUsuń
  8. O tak, tak . ! Dodawaj rozdziały . :) Jestem mega ciekawa co Harry jej dał . :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jeju jak się ucieszyłam z tego rozdziału, bardzo mi się podoba :)
    iekawe co dostała od Hazzy...
    czekam na nn x

    OdpowiedzUsuń
  10. Błagaaam dodaj jeszcze!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju dlaczego Niall jest o wszystko zazdrosny?!
    Jestem bardzo ciekawa co dał Harry Juli:)
    Harry...<3 co za słodziak!
    czekam na nn mam nadzieję , że skoro masz już rozdziały to dodasz je szybciutko:*
    Kocham to opowiadanie!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju jak słodko<3 Niall zachowuje się jak dupek. Jak on się zachowuje według An. Chńbi nią i nawet nie dotknie bo to córka Harrego. Dupek przecież to gylko dziecko. Jak mu tak zależy na Julii to powinien pokazać chociaż troche uwagi An bo przecież ona nie zniknie nawet jeśli by byli razem nie mógłby jej tak cały czas olewać. A po drugie co go to obchodzi co kupił Julii Harry i o czym gadają. Jego zachowanie jest irytujące.
    Się troche rozpisałam no ale trudno. Zdrowiej kochana <3 Czekam na następnyrozdział *-* @SandraJakubows3

    OdpowiedzUsuń
  13. Okej a więc zaczynam komentować twojego bloga. Kocham twoje opowiadanie czytam je gdzieś tak od 40 rozdziału pierwszej części. Powiem szczerze że w tym opowiadaniu Niall jest bardzo irytujący przynajmniej dla mnie. Bardzo bym Cię prosiła o taki mini prezent na moje dzisiejsze urodziny. Mogłabyś dodać dzisiaj jeszcze jeden. Tak jedno razowo proszę tak na moje urodziny :) życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  14. dodaj następny .twój blog jest najlepszy ever .mam wielką nadzieję że dodasz nawet dzisiaj kolejny rozdział :D ciekawe co harry kupił julii

    OdpowiedzUsuń
  15. Zlituj się nad nami i dodaj nam rozdział. Błagam jestem strasznie ciekawa tego prezentu jsdnks

    OdpowiedzUsuń
  16. Jaki Niall jest zazdrosny..przesadza ;o
    Wg wyobraziłam jak Julki babcia mówiła do Nialla "nice to meet you" beczałam ze śmiechu hahah <3 Strasznie polubiłam jej bancie, jest brecht xd
    A prezent od kaśki mnie rozwalił xd
    + Ciekawe co Harry kupił dla Julii..jestem maax ciekawa wiec juz nie mige doczekac sie nn
    Zapraszam na moje ff :* http://coldness-funfiction.blogspot.co.uk/

    @Motherfuuuckerr

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam w Polsce, Horan! :D
    No cóż, nie powiem - w jakiś sposób bardzo, bardzo czekałam na ten rozdział :)
    Babcia Juls - babka wymiata! :D :P Także wyobraziłam sobie to Nice to meet you... To musiało być niezłe! :D :P Współczuję Niallowi tylko i wyłącznie tego, że niczego nie rozumiał, ale do opieprzania tego dupka wrócę w dalszej części mojego wywodu ;)
    Padłam czytając kwestię Babci Julii o tych włosach chłopców! :D :P
    Opieprzanie Nialla, cz.1!
    Jak ja się na niego wkurzyłam!!! Czy ten człowiek nie potrafi zrozumieć, że Julia jest matką, do cholery?! Może młodą, ale matką! Chyba ma w sobie coś takiego jak instynkt macierzyński czy potrzebę zajęcia się własnym dzieckiem, prawda?! W końcu nosiła Anne pod swoim sercem przez kilka miesięcy, dała jej życie, no to raczej logiczne, że będzie się nią zajmować po tak długiej nieobecności! Co on sobie myślał?! Że będzie z nim spędzać każdą sekundę, gdy ma możliwość przynajmniej bycia przy Anne przez krótką chwilę? Jak tak o tym myślę to mnie po prostu krew zalewa. On chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego w jakim jest związku. Zwłaszcza po poprzednim rozdziale z perspektywy Juls... Tak w ogóle, trochę to straszne, że czeka tylko na te pieniądze. Rozumiem desperację i wgl, ale bez przesady... Wracając - jest dupkiem. No kurde, spać w salonie, na kanapie? Poważnie? Dobrze, że jeszcze jest ktoś tak mądry jak babcia Julii. Bardzo podobało mi się to co powiedziała :)
    Next...
    "- On mnie nie chce...
    - Rozmawiałaś z nim o tym?
    - Tak.
    - Byłaś już wtedy z tym blondynem?
    [...] Babcia uśmiechnęła się szeroko, ale nic nie powiedziała".
    No i wiadomo o co chodzi ^^ Babcia Juls dokładnie orientuje się w całej sytuacji :P I dobrze, ktoś musi. Mam wrażenie, że w końcu pojawiła się kompetentna osoba, która przemówi jej do rozumu :P
    "Anne jest moją córką, nie jego". Oj, jeśli Harry się dowie to chyba tak nie będzie. A przynajmniej mam taką nadzieję. Kurde, może jeszcze będzie jakaś pieprzona walka o to dziecko?! :D :P Ach, wyobraźnia :P
    Impreza imprezą, prezent Sophie prezentem Sophie, ale Kaśka...Nie wierzę! Jaki prezent! :D Padłam. Padłam i nie mogłam się podnieść, gdy to wczoraj czytałam! :D Oj, nie wierzę :D :P
    Hmm... Błysk fleszy? Na pewno jakiś fotograf. Oj, coś z tego będzie... Chwila! A Anne gdzie wtedy była?! Bosz!!! A jak teraz to wszystko wyjdzie na jaw?! Matko... I co?! Może jeszcze Niall i Juls zaczną wszystkich wkręcać, że to ich dziecko?!
    Stop. Sóley... Ogarnij siebie i swoją wybujałą wyobraźnię.
    No to mamy momenty z Harrym ;) Fajnie, że zadzwonił o tej godzinie, o której urodziła się Julia. Kolejny dowód na to, że Harry wie o niej więcej niż Niall (nawiązanie do poprzedniego rozdziału z tym koszmarem, Hazz przecież zapytał). Wkurzyło mnie to, że Niall kazał jej zrobić na głośnik i że kazał jej otworzyć przy nim prezent. A to co? Średniowiecze? Może zaraz zacznie jej mówić w co ma się ubierać? Juls tak sobie zasnęła, a ten pewnie już poszedł zobaczyć co Hazz jej przysłał...
    Swoją drogą, jestem ciekawa co dostała i od Nialla, i od Harry'ego, więc czekam na kolejny rozdział ;)
    Świetna robota, Angie! <3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  18. Aaa przez to że napisałaś że masz już 2 rozdziały to jeszcze bardziej chceę się dowiedzieć co bd dalej!!<3
    Śiwetny rozdział! w sumie świetny jak zawsze ^^
    Czekam na nextaa;)

    OdpowiedzUsuń

  19. Proszę dodaj już następny <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K