poniedziałek, 24 marca 2014

Chapter 36

Before
Michał zostawił mnie samą. Czułam jak powoli się wykrwawiam. Moje powieki stawały się ciężkie i wiedziałam, że lada moment zasnę snem wiecznym. Była to jedyna pozytywna alternatywa tego dnia. Może myślałam jak egoista, ale jedyne, czego w tamtym momencie chciałam, była właśnie śmierć. Chciałam umrzeć. Miałam gdzieś, że osierocą w połowie Anne, że Harry się załamie. Wiedziałam, że nie przetrwam dalszego życia. Że nie dam sobie rady. Już nie.
Modliłam się do Boga, żeby pozwolił mi odejść i zabrał mnie do nieba, mimo zła, jakie uczyniłam.
Po jakimś czasie przestałam płakać. Nie miałam na to siły. Moje powieki stawały się coraz cięższe i cięższe. Potem je zamknęłam i już nie otworzyłam.
~*~
Mój samochód poruszał się z prędkością światła lub jeszcze szybciej. Miałem szczęście, że nie mijałem żadnej policji, bo inaczej chyba zabraliby mnie na komisariat, a ja nie mogłem sobie pozwolić na marnowanie czasu w taki sposób.
Nagle zabrzęczała moja komórka, sygnalizując o wiadomości. Normalnie bym to zignorował, ale łudziłem się, że to może od niej. Jakaś wskazówka, gdzie jest lub zapewnienie, że z nią w porządku. Bez błędów gramatycznych.
Zatrzymałem się na światłach tylko dlatego, że chciałem odczytać wiadomość. Było to powiadomienie z maila. Chciałem to zignorować, ale w momencie, gdy zdecydowałem się odłożyć komórkę, coś mnie pokusiło, aby tego nie robić. Wszedłem na swojego maila i poczułem się lekko zdezorientowany, kiedy dostrzegłem nieznanego nadawcę. Zazwyczaj miałem tylko wiadomości od menadżera lub chłopaków. Nigdy nie dostawałem nic od nieznanego nadawcy. Zaintrygowany zdecydowałem się odczytać wiadomość. Kiedy okazało się, że to filmik, zdecydowałem się zjechać na pobocze. Głównie dlatego, że klatka, która się wyświetlała i była lekko przysłonięta przez przycisk play wyglądała dziwnie. Odtworzyłem filmik i zobaczyłem twarz chłopaka, którego widziałem tylko raz w życiu. Michał.
-Pewnie się zastanawiasz, gdzie jest twoja dziewczynka. Otóż... Miło spędziliśmy razem czas. Tak rodzinnie - usłyszałem jego głos po włączeniu nagrania. - Uczciła to nawet okrzykami szczęścia - śmiał się. - Zresztą, specjalnie dla ciebie wszystko sfilmowałem - mówił perfekcyjnie po angielsku, co pozwoliło mi myśleć, że tę kwestię przygotowywał przez bardzo długi czas. Na pewno nie tylko to miał zaplanowane.
Potem wyświetlił mi się dalszy ciąg filmu. Zobaczyłem worek. Z jego wnętrza wydobywał się głos Julii, ale nie rozumiałem ani słowa. Słyszałem też głos tego psychopaty, ale i on mówił w niezrozumiałym dla mnie języku. Po chwili zobaczyłem go w kamerze. Wyciągnął dziewczynę z worka, a potem wplótł swoje obrzydliwe palce w jej włosy. Z ust mojej dziewczyny wydobył się przeraźliwy krzyk, kiedy przyciągnął ją do ściany, trzymając kosmyki w swoim uścisku. Serce mi waliło niemiłosiernie, ale nie wyłączyłem nagrania. Patrzyłem jak psychopata, zwany jej bratem, tnie jej nadgarstki, uprzednio maczając żyletkę w jakimś kwasie, a potem jak przypala papierosem jej skórę. Kiedy poszedł dopalić peta, miałem nadzieję, że już skończył, ale nie. Zaczął ją obdzierać z ubrań i dalej już nie chciałem patrzeć. Głowa mi pękała, a łzy bezwiednie spływały po moich policzkach. Musiałem ją odnaleźć. Natychmiast. Myślałem chwilę o miejscu, w którym ten chuj robił jej krzywdę. Docierało do mnie, gdzie to jest, ale dopiero, gdy zacząłem myśleć jak on, dotarło do mnie. Chciał jej zniszczyć najlepsze wspomnienia ze mną, bo kochała mnie, a ja ją. Zabrał ją do klubu, w którym się poznaliśmy. Do klubu, gdzie Ed dwa lata temu wyprawił imprezę urodzinową swojej dziewczynie.
Ruszyłem z piskiem opon, nie dbając o to, aby komórka ponownie znalazła się w mojej kieszeni. Gnałem przed siebie, doskonale znając położenie klubu. Często tam bywałem jeszcze przed zamknięciem rok temu, po za tym znajdowałem się niedaleko. Dotarłem w niecałe siedem minut. Pochwyciłem swój telefon, żeby na wszelki wypadek mieć jakieś oświetlenie, a potem wyskoczyłem z samochodu i zamknąłem go za pomocą pilota. Spróbowałem się dostać do klubu głównym wejściem, ale naturalnie było zamknięte. Nie musiałem długo szukać innej ścieżki do wejścia. Zobaczyłem wybite okno tuż obok, więc podbiegłem do niego i wspiąłem się do wnętrza. Kiedy szedłem po omacku wśród ciemności, kopnąłem coś butem. Wyjąłem komórkę i zaświeciłem nią pod nogi, tak jak to miałem zrobić wcześniej. Zobaczyłem mały pilot, służący do włączania światła. Podniosłem go i przecisnąłem guzik. Jasność spowiła mrok i wszystkie pomieszczenia. Pewniej przesunąłem się po korytarzu, by dotrzeć do głównej hali. Gwałtownie otworzyłem drzwi i rozejrzałem po pomieszczeniu. Zobaczyłem ją. Leżała przy ścianie w kałuży krwi, pomieszanej z wymiotami. Bez zastanowienia do niej podbiegłem i sprawdziłem na szyi jej puls. Żyła, ale słabo z nią było. Ściągnąłem z siebie bluzę, a następnie koszulkę. Rozdarłem materiał t-shirtu i owinąłem nim okrwawioną rękę dziewczyny, mając nadzieję, że uda mi się jakoś zatamować tym krwawienie. Następnie ubrałem dziewczynę w swoją bluzę i wybrałem numer na pogotowie. Głos mi drgał, kiedy opowiadałem, co zaszło. Kiedy tylko się rozłączyłem, zacząłem płakać jak małe dziecko.
-Wszystko będzie dobrze, skarbie - mówiłem do niej, jakby mogła mnie usłyszeć, choć wiedziałem, że to nie możliwe. - Teraz już tak. Kocham cię.
Łkałem coraz mocniej w oczekiwaniu na karetkę i modliłem się, aby dziewczyna nie umarła do jej przyjazdu. W końcu usłyszałem długo oczekiwane syreny. Doszło moich uszu, jak drzwi wejściowe były z łomotem wywalane, a zaraz potem, pojawiło się tu trzech ratowników. Dwóch przeniosło dziewczynę na nosze, a trzeci zajął się wypytywaniem mnie, co zaszło. Opowiedziałem mu to samo, co przez telefon innemu doktorowi, podczas, gdy biegliśmy do karetki. Wskoczyłem do środka razem z lekarzami, którzy już zajmowali się badaniem stanu Julii.
-Potrzebuje krwi - stwierdził jeden z lekarzy.
-Czy wiesz jaką ma grupę? - zapytał mnie drugi.
-A Rh minus - odpowiedziałem mechanicznie. Znałem jej grupę, to jasne. Lekarze podali mi ją wtedy, kiedy badali jej krew, gdy na wakacjach okazało się, że ma nadciśnienie.
Oparłem tył głowy o ścianę ambulansu, żeby nie patrzeć na zabieg lekarzy. Nie mogłem. Było mi po prostu niedobrze z tego powodu, po za tym nie chciałem, by mężczyźni widzieli mnie w takim stanie, a płakałem. Choć to mało powiedziane. Ja ryczałem, szlochałem.
Wiedziałem, że powinienem był dać jakiś sygnał chłopakom, ale chwilowo nie miałem siły. Musiałem trochę odetchnąć, więc dałem sobie czas na swobodny oddech. Zdecydowałem, że zadzwonię dopiero, kiedy znajdę się w szpitalu.

Chodziłem zaniepokojony po korytarzu. Bardzo martwił mnie stan Julii i chyba potrzebowałem wsparcia, ale chłopacy jeszcze nie dotarli do szpitala. Po za tym chciałem też, żeby był tu Louis, ale co byłby ze mnie za przyjaciel, gdybym przerwał jego miesiąc miodowy. Postanowiłem, że jego poinformuję o sytuacji, dopiero kiedy... dopiero, jeśli Julia... Nie, to się na pewno nie zdarzy. Ona będzie żyła.
Nagle z pomieszczenia wyszedł lekarz. Piorunem do niego pognałem, by zapytać o stan zdrowia dziewczyny.
-Co z nią? - nie trudziłem się nawet, żeby dodać imię.
-Spokojnie. Jej stan jest stabilny. Przeżyje to. Jej najpoważniejsze obrażenie to posiniaczona od wewnątrz pochwa i lekkie naderwanie tego narządu oraz ręka... Mogło wejść lekkie zakażenie, więc ją zaszczepiliśmy, żeby mieć pewność, że wszystko będzie dobrze. Poza tym założyliśmy szwy. Ma jeszcze skręconą kostkę oraz dosyć głęboko rozciętą wargę. Poza tym wszystko jest w porządku. Tak nam się wydaje.
-Co to znaczy?
-Że może mieć jeszcze jakiś obrażenia, o których dowiemy się dopiero, kiedy dziewczyna się obudzi - wyjaśnił mi.
Wtem usłyszeliśmy tupot na korytarzu. Od razu domyśliłem się, że to Liam, Zayn i Niall, ponieważ nikogo innego nie można było tu wpuszczać. Dział został zamknięty przez gromadzące się fanki oraz dziennikarzy, chcących dowiedzieć się wszystkiego.
Moje przypuszczenia się potwierdziły, kiedy zobaczyłem trójkę przyjaciół biegnących w moją stronę. Naprawdę chciałem wtedy móc wytłumaczyć im to wszystko, ale nie miałem siły. Załamany i osłabiony oklapłem na krzesło umieszczone obok mnie, po czym ukryłem twarz w dłoniach. Cała ta sytuacja doprowadzała mnie do szału i skraju załamania. Nie miałem siły opowiadać jeszcze tego chłopakom. Byłem wdzięczny lekarzowi, że zdecydował się mnie wyręczyć.

Otworzyłem obolałe powieki i zerknąłem na zegarek, zapięty na nadgarstku. Dochodziła szósta nad ranem. Przesunąłem wzrokiem po pomieszczeniu. Wszyscy wciąż siedzieliśmy na korytarzu. Chłopacy po przysypiali, ale byłem pewien, że stało się to niedawno, bo jeszcze pół godziny temu mieli otwarte oczy.
Zasunąłem zamek bluzy, którą dał mi Liam, żebym nie chodził w szpitalu w samym cieniutkim fartuszku lekarskim i podniosłem się z krzesła. Postanowiłem pójść do łazienki, ponieważ nie mogłem mieć pewności, że mocz utrzyma się jeszcze długo we mnie. Gdy wróciłem, chłopacy wciąż spali. Zastanawiałem się, ile fanom i dziennikarzom udało się już dowiedzieć na temat tego całego cyrku. Jedynym rozwiązaniem był internet.
Wyjąłem z kieszeni komórkę i zalogowałem się na twittera. Przeglądałem stronę po stronie i robiło mi się coraz gorzej. Niektórzy snuli własne domysły, niektórzy byli blisko prawdy, ale wciąż daleko. Wszyscy węszyli. Im bardziej się zagłębiałem w internet, tym byłem bardziej pewien, że wiedzą. Do ludzi angielskojęzycznych już dotarła wieść o Michale, a pierwsze lokalne, polskie wiadomości o jego ucieczce zostały przetłumaczone na zrozumiały dla mnie język. Byli tak blisko prawdy, że... Było logiczne, że ją odkopią. A ja musiałem się pogodzić z tym, że sekret Julii już nigdy więcej nie będzie sekretem, a jedyną osobą, jaką mogę o to winić, jestem ja sam.
Wtem otworzyły się drzwi do pomieszczenia, gdzie znajdowała się Julia. Zerwałem się jak poparzony z krzesła i podszedłem do doktora.
-Wszystko w porządku? - zapytałem.
-Tak, w jak najlepszym. Stan zdrowotny jest dobry. Chciałem poinformować, że udało nam się skontaktować z matką - powiedział. - Mieliśmy problemy z porozumieniem, ale jedna z pielęgniarek zna polski, więc przekazała informację rodzicielce.
-Kiedy tu będzie? - zapytałem.
-Cóż... Musi kupić bilety, a w związku z okresem wakacyjnym może mieć małe problemy - poinformował mnie. - Obiecała się przybyć jak najszybciej, więc proszę się nie martwić.
-Myślę, że Julia będzie potrzebowała teraz matki...
-Zdecydowanie - zgodził się ze mną lekarz.
Nagle z gabinetu wyłoniła się pielęgniarka, więc od razu poczułem się zaalarmowany. Doktor odwrócił się w stronę kobiety, kiedy ta oznajmiła:
-Pacjentka się zbudziła.
Od razu chciałem wbiec do środka, ale naturalne było, że nie mogłem. Lekarz pospiesznie wszedł do pomieszczenia. Kątem oka dostrzegłem, jak Niall się budzi i łokciem szturcha Liama, przez co i jego wyciągnął ze stanu nieświadomości.
Przez godzinę chodziłem po korytarzu spięty i zastanawiałem się, czy wszystko będzie w porządku. Chciałem tam już wejść. Chciałem ją zobaczyć. Przytulić, jeśli to możliwe.
Liam próbował mnie uspokoić, natomiast blondyn zniknął gdzieś pod pretekstem, że idzie do łazienki. Normalnie Liam pewnie poszedłby go szukać, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dla niego ta sytuacja też jest ciężka i może chcieć spędzić trochę czasu sam ze sobą.
Kiedy lekarz wyszedł z pokoju, w którym zamknął się przed godziną, od razu do niego podszedłem. Chciałem poznać szczegóły związane ze stanem mojej ukochanej.
-I jak się ma? - zapytałem w momencie, w którym Zayn się obudził i zaczął zwracać uwagę na otaczający go świat.
-Stan psychiczny jest fatalny. Dziewczyna nie chce nic mówić - oznajmił mi lekarz.
-Czy... ja... Czy ja mógłbym tam... wejść? - jąkałem się.
Lekarz westchnął.
-Tylko na pięć minut. Może panu coś powie, skoro jest z panem związana emocjonalnie - zgodził się.
Niemal od razu wparowałem do pomieszczenia, nie czekając na zmianę decyzji doktora. Zerknąłem na pielęgniarkę, która przeglądała przy biurku jakieś papiery. Gdy mnie dostrzegła, wskazała ręką w połowie szklane drzwi. Podszedłem do nich i już przez nie zobaczyłem Julię, która pustym wzrokiem wpatrywała się w okno, a po jej policzkach spływały słone krople. Przekroczyłem próg i podszedłem do łóżka. Przy jego boku stało krzesło, więc usiadłem na nim.
-Cześć, skarbie - powiedziałem cicho, starając się zabrzmieć również jak najcieplej.
Odpowiedziała mi jedynie cisza. Wiedziałem, że może to tak właśnie wyglądać, ale cóż... Nie spodziewałem się, że jej brak reakcji tak mnie zaboli. Chciałem, by do mnie mówiła.
Jej głowa lekko poruszyła się na poduszce, więc mogłem dostrzec, że jej cały policzek jest fioletowy od uderzenia, którym obdarzył ją ten psychol, a warga mocno rozcięta, ale połączona przy pomocy szwy. Dziewczyna wysunęła ręce spod kołdry, więc zobaczyłem, że jedna jest cała w bandażu, który nabrał lekko czerwony kolor przez nie do końca zatamowaną ranę. Ogarniała mnie furia na widok krzywdy jaką wyrządził jej Michał. Chciałem go powiesić za jaja, bo tylko na to zasługiwał.
Spróbowałem ją złapać za dłoń, ale wyczuwając mój ruch, natychmiast ją odsunęła i dosłownie na mnie nasyczała. Nie wiedziałem, jak mam to odebrać.
-Wiem, że jest ci ciężko, ale obiecuję, że wszyscy się postaramy, aby było jak najlepiej ci to znieść - spróbowałem z innej strony, starając się jednocześnie zapomnieć o bólu, jaki spowodowało jej odtrącenie. - Zrobimy wszystko abyś była szczęśliwa.
-Więc pozwólcie mi umrzeć - odezwała się.
 ________________________________________________________
Wielkie przepraszam, że musieliście tak długo czekać.

16 komentarzy:

  1. O MÓJ BOŻEE!!!
    Nieee, najsmutniejszy rozdział !!!
    Serio!!!
    :(
    Mam nadzieję, że będzie wszystko ok....
    Pozdrawiam
    G xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny, płaczę. ;-; czekam na nexta. Rozdział fantastyczny

    OdpowiedzUsuń
  3. Boszz to jest genialne!!!
    Cały rozdział siedziałam spięta , myślałam że jej nie znajdzie...
    biedna Julia , tak bardzo nienawidzę tego gnoja Michała!!!
    super rozdział , czekam na nn i życzę dużo weny
    Kocham Cię:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam pojęcia co napisać. Chyba tylko tyle, że Michał powinien zapłacić za to. Kara śmierci przez tortury poprzedzając krzesło elektryczne i wykastrowanie? To za mało. Dołóżmy jeszcze wyrwanie języka i coś z oczami. Żeby nigdy więcej nie spojrzał na świat. Może mu zaszyjemy? Mhm. To dobry pomysł.
    Nie dziwię się, że Julia jest w takim stanie. To co przeszła...to był koszmar. Totalny. Cud .. cud, że żyje. Powrót jej stanu psychicznego do normalności będzie bardzo trudny. Ale ma dla kogo. Ma Harrego i przede wszystkim Anne, która jej potrzebuje!
    Pokłony dla Ciebie Angie. Rozdział jest naprawdę na wysokim poziomie i jest świetny. Choć tyle w nim cierpienia. Zajebiście, że Harry ją znalazł. Teraz może być tylko lepiej. Prawda?
    Liczę na to.
    :* Pozdrawiam cudowną autorkę. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za fiut z tego Michała (fiut to za mało powiedziane pff)
    Biedny Harry jak on musi się czuć z tym, a co dopiero ona... ludzie.
    Ale i tak rozdział ----> *.* BOSKI
    Do następnego x.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Pozwólcie mi umrzeć "? WTF?!

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko jaki świetny! Az mnie ciarki przeszły jak to czytałam..
    Wow niesamowite.. naprawdę
    ! Masz cudowny talent a te opowiadanie to już całkiem... normalnie cudowne!
    Czekam niecieprliwie na następny ;)x

    OdpowiedzUsuń
  8. wspaniały ♥ czekam na next i mam nadzieję że bedzie szybciej ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny rozdział.. tylko mało :) i jestem 'nienasycona' troszke tym rozdzialem :D czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń
  10. ryczę! nie! nie! nie! to sie nie może tak skończyć! Niech Wal do niej przyjdzie! ona na pewno to ogarnie! musi!

    PS. nie czytajcie po 5 rozdziałów na raz kończąc na takim bo emocje was rozniosą! jak mnie teraz, Angie wisisz mi chusteczki, a opowiadanie KOCHAM ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Uhum więc .... taki meega smutny sle za razem boski <3
    mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze *..*
    weny i dziękuję, że mnie powiadomiłaś :3

    OdpowiedzUsuń
  12. omg
    co się dzieje!
    jezu kocham to
    nie mogę się doczekać następnego x

    OdpowiedzUsuń
  13. Czy ja płaczę? Nie...tego nie można tak nazwać. To co on jej zrobil było i jest chore. Który normalny brat by tak zrobił? No tak,on nie jest normalny -.- Cieszę się że żyje :/ Jednak niepokoi mnie fakt że chce umrzeć. Jak na to zareaguje Harry? Albo Niall? Może ona się potnie lub zrobi coś w tym stylu? Nic nie wiem i pozostaje mi jedynie czekać...
    Nic nie szkodzi że Cię tyle nie było. Każdy ma życie prywatne ;)
    P.S. To dawna AgAtA :) Zapraszam i mam nadzieję że wpadniesz ;D http://zycie-potrafi-zmieniac.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Boże, nareszcie! W końcu mogę znów skomentować tak świetny rozdział. Powiem szczerze... Ja nadal jestem wstrząśnięta. Nadal nie mogę otrząsnąć się po całym opisie tego zrobił jej Michał. Nie mogę. Najzwyczajniej w świecie nie mogę, bo za cholerę nie chcę cobie tego wyobrażać, a niestety... Chyba mam zbyt dobrze rozwiniętą wyobraźnię. Do końca życia nie zapomnę tamtego rozdziału
    Nienawidzę Michała. Tak bardzo go nienawidzę!
    Bardzo podobało mi się to, że Harry tak bardzo chciał do niej dotrzeć na czas. I chwała Bogu, że jednak zdążył. Ja... Angie, ja nie wiem jak ja mam skomentować ten rozdział. Jest świetny i zawiera wszystko co jest potrzebne, nie dodałabym niczego więcej i nie zmieniła niczego innego. Jest idealny. Taki, jaki powinien być.
    Chyba lepiej nie opisałabym tej całej sytuacji. Mam nadzieję, że do wszystkich członków zespołu w końcu coś dotarło i zmienią swoją postawę co do Julii.
    Współczuję Hazzie. Naprawdę współczuję Harry'emu. Takie pytanie, pewnie śmieszne i nic takiego się nie zdarzy, ale czy po tej całej obserwacji w szpitalu lekarze nie zdecydują, że Julia powinna być skierowana na leczenie w szpitalu psychiatrycznym? Może spotka się z Wal? xd
    Nie, nic...
    Boję się o Julie. Już widać, że Michał zabrał i zniszczył jej wszystko co miała. I za to go nienawidzę. Naprawdę. Kurde, co będzie po tym wszystkim z Anne?
    Jezu... Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam Cię cieplutko, kochana :*
    PS1: Na I need jest nowy rozdział :)
    PS2: Jak ta paczka nie będzie w poniedziałek to najpóźniej w środę - informacje prosto od babki z poczty.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękny dajesz następny <3

    OdpowiedzUsuń
  16. nieee dlaczego no, nic się nie ułoży :x

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K