sobota, 19 kwietnia 2014

Chapter 1 "Przebudzenie"

26 listopad tego samego roku
Delikatne płatki śniegu spadały na moje nagie ramiona. Wyglądały przepięknie i podobało mi się, kiedy roztapiały się na mojej ciepłej skórze.
Podniosłam delikatnie głowę ku górze i spojrzałam na księżyc w pełni. Wyglądał pięknie i przyćmiewał wszystkie gwiazdy na niebie, które zdecydowanie chciały mu dorównać urodą.
Moje ciało przeszedł dreszcz. Dosyć długo już stałam na balkonie, a temperatura z pewnością była na minusie. Wiedziałam, że nikt nie pochwaliłby mojego zachowania, ale nie bardzo mnie to obchodziło. Korzystałam z okazji, ponieważ i Angie, i moja mama smacznie sobie drzemały. A ja musiałam być na dworze. Nie darowałabym sobie pierwszego śniegu. Oczy zaszkliły mi się lekko, kiedy uświadomiłam sobie, że nigdy nie ulepię bałwana z Anne.

Porządnie przemarzłam, dlatego zdecydowałam się wrócić do środka. Uchyliłam drzwi balkonowe i weszłam do domu. Zamknęłam za sobą wejście i usiadłam na materacu swojego łóżka, który ugiął się pod moim ciężarem. Tuż na wyciągnięcie ręki przed łóżkiem stała mała półeczka, na której znajdowało się radio. Upewniłam się, że nie będzie grało zbyt głośno po czym włączyłam spokojną muzykę.
Rozejrzałam się po pokoju, w którym panowałaby prawie absolutna ciemność, gdyby nie księżyc, którego jasne promienie przedostawały się przez okno. Mój wzrok na chwilę skupił się na lustrze. Postać na przeciwko mnie miała brązowe włosy za ramiona, mocno przetłuszczone. Po za tym widać było jej kości policzkowe i generalnie była chorobliwie chuda. Ale nie to był najgorsze. Kiedy spoglądało się w jej oczy... Widać było jedynie pustkę... Śmierć, która dla niej nadchodziła. Przestraszyłam się lekko, gdy uświadomiłam sobie, że widzę siebie. Nie przywykłam jeszcze do takiego widoku.
Drzwi mojego pokoju się uchyliły, o czym zaświadczyło ciche skrzypnięcie. Powolnie przeniosłam wzrok na wejście i zobaczyłam w nich Angie.
-Powinnaś spać, wiesz o tym, prawda?
Nawet nie skinęłam głową. Wiem, że było po północy, jednak ja nie potrafiłam zasnąć. Miałam z tym problemy, ponieważ bałam się tego, co może nadejść w moich snach. Im bardziej zaspana kładłam się, tym istniało większe prawdopodobieństwo, że nie zapamiętam snu lub że będę miała zbyt mało czasu, aby moja podświadomość go wytworzyła. Nie chciałam znów wracać do tego dnia, kiedy Michał mnie odnalazł. Nie chciałam też ponownie widzieć wyssanego z życia, bladego ciałka Anne.
Michał to mój rodzony brat, ale właściwie ciężko go tak nazwać. Od małego wykorzystał mnie seksualnie razem z moim drugim bratem Alkiem. Nie miałam im tego za złe, bo czułam się winna, jednak nie mogłam z nimi przebywać, więc wyniosłam się do Londynu na jakiś czas, gdzie udało mi się naprawić siebie. Jednak gdy po dwóch latach znów wróciłam do tego miasta, Michał zdecydował się na mnie zemścić i zniszczył mnie od nowa. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie już szczęścia.
Anne natomiast była moja córką. Zmarła w te wakacje, ponieważ lekarz, który operował jej oczy, podał jej zbyt dużą dawkę leku przeciwbólowego. Ta sytuacja zwaliła się na mnie zaraz po wydarzeniach z Michałem... Nie potrafiłam się pozbierać od tych wakacji. Nie jem, nie piję, nie mówię. Żyję, ale nie wiem, jak długo.
-Co się dzieje, skarbie? - zapytał Angie, siadając koło mnie.
Objęła mnie odruchowo ramieniem, ale szybko je z siebie strąciłam. Miałam fobię spowodowaną napaścią na tle seksualnym. Opierała się ona na tym, że nienawidziłam dotyku i paraliżował mnie strach za każdym razem, kiedy ktoś próbował ze mną nawiązać kontakt fizyczny. Kiedyś bałam się tylko mężczyzn, co było jeszcze przed pierwszą kuracją. Wyleczyłam się, ale po ponownym ataku Michała na moje strefy seksualne bałam się już wszystkich. Włącznie z moją matką i Angie, która była moim psychologiem. Od wakacji mieszkała ze mną w Polsce, ale nie ufałam jej już jak dawniej. Wiedziałam, że nie jest już ze mną dla pomocy, tylko po prostu Harry płaci jej grubą kasę za bycie tu, ponadto zyskuje na mnie rozgłos. Kiedy uda jej się mnie wyleczyć (i jeśli się uda), na sławie Harry'ego ma załatwioną pracę i pieniądze do końca życia.
A kim jest Harry? Harry Styles to członek najpopularniejszego boysbandu na świecie. Poznaliśmy się dwa lata temu i zakochaliśmy. Dla niego pokonałam fobię, jednak nie całkiem, dlatego w grudniu tego samego samego roku uciekłam. Zaszłam z nim jednak w ciążę, o czym dowiedziałam się po wyjeździe. W te wakacje wróciłam do Londynu, potrzebując pomocy dla Anne, jednak nie miałam odwagi go o to poprosić. Chłopak zbyt późno dowiedział się, że jest ojcem i nasza córka zmarła.
Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym nie wplotła się w krótki romans z Niallem Horanem - drugim członkiem tego zespołu. To długa i zdecydowanie zbyt skomplikowana historia, aby ją teraz opowiadać. W każdym razie nigdy nie kochałam Nialla, byłam z nim, bo liczyłam na pomoc dla Anne z jego strony i w jakimś małym stopniu chodziło mi też o uszczęśliwienie jego, skoro był we mnie zakochany. Historia nie skończyła się dobrze, ponieważ nasz związek oparty był głównie na kłamstwach i koniec końców wróciłam do Harry'ego. Wiem, że nie powinnam była robić tego, co zrobiłam Niallowi, jednak ludzie popełniają błędy, prawda? Czy nie ważne jest to, że tego żałuję? Żałuję też tego, że oskarżyłam go o to, że przez niego wydarzyło się to wszystko w Michałem. Pokłóciliśmy się. Nie miał obowiązku dbać o moje bezpieczeństwo, zwłaszcza, że wtedy myślał, że oszukałam go, a mój brat naprawdę nigdy nie zrobił mi krzywdy. W jakimś stopniu go rozumiem. Przecież nie łatwo uwierzyć, że straszy brat - ktoś kto powinien dbać o bezpieczeństwo młodszej siostrzyczki - może być tak zdemoralizowany.
-Lia, musisz się do mnie odezwać w końcu - prosiła Angie, jednak bezskutecznie. Nie zamierzałam wydusić z siebie nawet słowa.
A nawiązując do tego, jak mnie nazwała... Naprawdę miałam na imię Julia, jednak mój brat, gdy mnie zgwałcił tak często wypowiadał moje imię, że zbrzydło mi ono całkiem. Nie pozwalałam tak na siebie mówić. Początkowo używano mojego imienia z bierzmowania, czyli Karolina, jednak i to z czasem zaczęło mi się źle kojarzyć, ponieważ święta Karolina była patronką osób wykorzystanych seksualnie. Stąd powstał mój nowy skrót? Od trzech ostatnich liter mojego prawdziwego imienia. Nie kojarzyło mi się to z bratem, a raczej z kłamstwem, czyli po angielsku "Lie". Czułam się jak największa oszustka świata i zasługiwałam na to, aby codziennie wytykano mi to niechcący podczas na przykład wołania mnie.
-Chcę ci tylko pomóc - starała się mnie zapewnić, ale jej słowa nic nie znaczyły. Wiedziałam, na czym jej naprawdę zależy. Odkąd się do mnie przeniosła, przestałam jej ufać i nie zamierzałam dla niej otwierać ust. Zwłaszcza, że od dnia śmierci Anne nie wypowiedziałam ani jednego. I nie zamierzałam przy niej wypowiadać pierwszego. - Nie chcesz rozmawiać, nie będę naciskała, ale pamiętaj, że tu jestem - starała się mnie wesprzeć.
Angie podniosła się z mojego łóżka, a potem wyszła. Kiedy tylko znikła za drzwiami, położyłam się na materacu, jednak nie przykryłam się. Wpatrywałam się w srebrne, papierowe, świecące gwiazdki, które przykleiłam na suficie jakiś czas temu.
Moje powieki były ciężki i żądały snu, ale ja nie zamierzałam im tego dać. Walczyłam z nimi usilnie byleby tylko nie zasnąć. Nie chciałam sobie na to pozwolić. Wkrótce jednak Morfeusz pociągnął mnie za nogi w dół i zasnęłam.

Obudziłam się z krzykiem. Kolejny raz śnił mi się koszmar. Chciałam zerknąć na zegarek, jednak przysłoniła mi go czyjaś głowa. Na odwróconym tyłem krześle przy łóżku siedział Harry, który cały czas wlepiał we mnie swój wzrok. Był poważnie zaniepokojony moim krzykiem, ale starał się tego nie pokazać. Uśmiechnął się delikatnie, jednak dostrzegałam ból w jego oczach.
-Cześć - powiedział szeptem.
Zero reakcji z mojej strony. Nigdy mu nie odpowiadałam. Zdawałam sobie sprawę, jak bardzo musiał cierpieć z tego powodu, jednak czułam... Czułam, że gdybym miała wydusić jakiekolwiek słowo ze swojej krtani to popłakałabym się jak małe dziecko. A już nie płakałam. Nigdy więcej. Od dnia pogrzebu mojej małej córeczki nie uroniłam ani jednej łzy. I nie chciałam, żeby to się zmieniło.
Podniosłam się do siadu, ale cały czas zasłaniałam się kołdrą, żeby nie zobaczył nawet skrawka mojego odkrytego ciała. Patrzyłam na niego lekko przerażona. Był tu. W moim pokoju. Nie wiem, od jak długiego czasu.
-Nie bój się, skarbie...
Kolejna cisza z mojej strony. Obróciłam się tak, że teraz znajdowałam się naprzeciwko niego, a za moimi plecami była ściana. Spod kołdry wystawał mi jedynie nos i oczy oraz paliczki, którymi trzymałam materiał. Moje oczy powędrowały w kierunku zegara. Dochodziła dziesiąta.
Chciałam zapytać, jak długo był w moim pokoju i nawet wychyliłam się trochę spod kołdry, ale tylko otworzyłam usta. Nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Uznałam, że to musi wyglądać dziwacznie, dlatego zamknęłam je z powrotem.
Co prawda, nie miałam nic przeciwko jego obecności. Podobało mi się, że mimo wszystko był tu przy mnie, aczkolwiek nie potrafiłam tego powiedzieć. Nie potrafiłam mu też powiedzieć tego, że chciałabym, żeby był tu częściej, mimo swojej pracy. Na samą myśl, że miałabym mu coś takiego wyznać, zaciskało mnie w żołądku i zbierało się na wymioty. Strach. Witamy, filofobio i hafefobio!
Harry jakby wyczuł, co chcę powiedzieć. Przemieścił się i zamiast siedzieć na krześle, usiadł na brzegu mojego łóżka. Daleko ode mnie. Jednak zbyt blisko. Kiedyś wyznawałam zasadę: "Przestrzeń osobista, zachować metr odległości", teraz ta zasada się zmodyfikowała i brzmiała jakoś tak: "Przestrzeń osobista, zachować bezpieczną odległość, co najmniej dwumetrową". A Harry zdecydowanie znajdował bliżej.
-Niedługo będę mógł tu być cały czas - powiedział, patrząc mi w oczy. Zupełnie nie zważał, że jestem już wystarczająco przerażona i kontakt wzrokowy to nie jest dobry pomysł. Ścisnęło mnie w brzuchu.
Chciałam wiedzieć, co ma na myśli. Na moment zapomniałam o sobie i zaczęłam się zastanawiać, co chciał przez to powiedzieć. Przecież... W głowie miałam tysiące pomysłów, ale wszystkie odrzucałam. Nie dlatego, że uważałam, że są nierealne - po prostu nie chciałam w nie wierzyć.
-Co ty mówisz? - zapytałam.
Harry spojrzał na mnie dziwacznie, jakby fakt, że mówię był taki zaskakujący. Ale był. Ja sama byłam w szoku. Tak długo milczałam i w końcu pierwsze słowa wydobyły się z moich ust.
-Jej... Ty... Ty naprawdę mówisz - wyjąkał. Zaskoczenie było widoczne nie tylko w jego oczach, ale również w głosie.
-Odpowiedz - naciskałam.
-Dobrze - zgodził się. - Nie dogadujemy się z chłopakami. Ja i Niall bez przerwy się kłócimy, Zayn staje po jego stronie i też mi trochę wrzuca, Lou jest znowu po mojej, co powoduje więcej kłótni. Liam stara się być bezstronny i załagodzić konflikt, za co dostaje po głowie. Niall chce odejść z zespołu, a Zayn razem z nim. Dlatego wspólnie uznaliśmy, że wraz z końcem roku... po prostu rozejdziemy się każdy w swoją stronę. Tak będzie lepiej dla wszystkich. Dla fanek też. Nie mogą ciągle znosić naszych kłótni.
Nagle poczułam olbrzymi ciężar na sercu. To wszystko... To wszystko, co się stało, to moja wina. Sprawiłam, że się kłócą. Sprawiłam, że się rozchodzą. Sprawiłam, że ich fanki będą cierpiały. Skazałam na cierpienie wszystkich wkoło. Nie. Nie mogłam na to pozwolić. Nie tylko dlatego, że miałabym wyrzuty sumienia. Musiałam coś z tym zrobić dla tych, którzy rozpad zespołu przeżywaliby najbardziej. Musiałam coś z tym zrobić dla fanek. Niezależnie od tego, czy mnie nienawidziły, czy nie.
-Nie! - powiedziałam stanowczo, podrywając się z łóżka i zrzucając z siebie kołdrę. W tamtej chwili najmniej mnie obchodziło, czy zobaczy mnie w samej piżamie. - Nie pozwolę na to! - niemal krzyczałam. - Po prostu nie!
Harry był zdziwiony moim zachowaniem. Pierwszy raz się odzywałam i od razu krzyczałam, to mógł być szok, ale po prostu nie potrafiłam inaczej zareagować. One Direction nie mogło przestać istnieć.
Zerwałam się do wyjścia z pokoju i schodami zbiegłam na dół. Nie dbałam o to, by najpierw się uczesać, czy zrobić cokolwiek ze swoim marnym wyglądem. Wbiegłam do kuchni, gdzie moja mama i Angie popijały sobie kawę. Gdy mnie zobaczyły, były w lekkim szoku. Nie dziwne. Nigdy nie wbiegałam do kuchni, zawsze raczej się snułam.
-Wracam do Londynu - powiedziałam po angielsku, wiedząc, że moja mama zdoła tyle zrozumieć.
 ______________________________________________________________
I jak się podoba rozdział? Możliwe, że trochę nudny, ale pierwszy... I mała uwaga - dodałam do playlisty piosenkę, która jest dopasowana do trzeciej części :)
Chciałabym się rozpisać z życzeniami wielkanocnymi tak jak w wigilię, ale jestem leniwa - sorry. Nie, żartuję, po prostu nie mam weny, żeby napisać wiersz, więc życzę Wam po prostu Wesołego Jajka!

17 komentarzy:

  1. O ja cie!!
    Świetny rozdział!!!1
    Pozdrawiam :)
    G xx
    PS> Wesołych Świąt :) xxxx

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow swietny,chcialabym zeby julia zaczela zachowywac sie chociaz troche normalniej, bo zal mi harrego. Az serce mi sie kroi jak tak o nim czytam..czekam z niecierpliwoscia na nowy rozdzial.
    Wesolych swiat ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Wreszcie mam wenę do komentowania! :P Przepraszam, że totalnie olałam skomentowanie poprzednich dwóch postów. Na serio, jest mi bardzo przykro i już wiem jak się czujesz, więc od teraz komentuję każdy :)
    Cóż... Nie powiem, spodobało mi się to, że cały rozdział jest z perspektywy Julii. Hmm... Chyba nigdy nie pomyślałabym, że Juls była "aż tak" związana z Anne. Ale w końcu to była jej córka.
    Nie dziwię się jej, że nie chce zasnąć. Im człowiek bardziej zmęczony, tym mniej pamięta ze swojego snu. Przynajmniej ja stosuję tę metodę. Wymęczyć się jak najbardziej się da, a później odpłynąć w błogi sen, w którym nie ma już totalnie niczego. Szkoda, że jej się to nie udaje i ma te przeklęte koszmary...
    Gdybym mogła to znalazłabym Michała, dopadła, torturowała i na końcu zabiła. No cholera... Jak tak można?! On chyba nie zdawał sobie... Stop! On doskonale zdawał sobie sprawę jak bardzo ją zniszczy. Nie mam określenia na tego człowieka.
    Wiesz, czym mnie najbardziej wkurzyłaś? xd Jej "imieniem". A raczej cząstką tego co z niego pozostało. Lie - kłamstwo. To znaczy... Pod kątem literackim, fabuły i tych pierdół to jesteś geniuszem, że właśnie tak postanowiłaś. Pod kątem mojej psychiki i zaangażowania już niekoniecznie xd
    No tak... Julia, a raczej Lie, jak dla mnie nie żyje. Ona po prostu znów istnieje, ale w jeszcze większym stopniu. Po prostu jakby przez wakacje do 26 listopada zamknęła się w tym ciele, umyśle i nie wychodziła.
    Nie dziwię się, że Lie w ten sposób myśli o Angie. Nie ufa już nikomu i pewnie szuka we wszystkich jakiegoś podstępu. Michał tak bardzo ją zniszczył...
    Wiesz, co mi się najbardziej spodobało? Pomimo tego całego lęku i ograniczeń, które są spowodowane fobiami, ona nadal chce, aby Harry przy niej był. I to mnie urzekło. Pomimo wszystko ona nadal go kocha. Może reaguje tak, a nie inaczej na wszystkich, ale... Ale gdzieś, gdzie jej świadomość nie dociera... Gdzieś, gdzie jej myśli nie mają wstępu jest ta Julia, która go kocha.
    Dalej... No nieźle, One Direction podzielone. Mam wrażenie, że ona się o wszystko obwinia. To jest - dla mnie - takie nawiązanie do pierwszej i drugiej części. W pierwszej obwiniała się za to, co zrobili jej bracia. Nie chciała ich oskarżać itd. W drugiej zaś, obwiniała się za cierpienie Harry'ego i nieszczęście Nialla. Robi wszystko, aby inni nie cierpieli nie patrząc na siebie.
    Nie powiem, fajnie, że coś w niej ruszyło. To najważniejsze. Może od razu nie będzie nie wiadomo jak super-rozmowna itd, ale to już jest coś.
    "Przebudzenie" - idealnie dobrałaś nazwę rozdziału.
    Nie powiem, zaciekawiłaś mnie. Wątpię, aby chłopcy chcieli ją wysłuchać - zwłaszcza Zayn. Nie wiem, czy nie zareagują tak jak wtedy. Najbardziej się tego obawiam :/ Że źle na nią zareagują itd.
    Dobra, nie będę już pieprzyć głupot.
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno ten rozdział jest genialny! Rozumiesz ? G-E-N-I-A-L-N-Y!
    Rozdział w ogóle nie jest ani trochę nudny! Mi się strasznie podoba! :*
    Tak szkoda mi Julii. wszystko wróciło ze zdwojoną mocą.. W dodatku wraca do Londynu i tu może, a raczej będzie ciekawie... Pewnie będzie musiała przeżyć spotkanie z Wal... Zayn'em.. Niall'em.. Aż jej współczuję. W dodatku oskarża się o cierpienie Harry'ego i Niall'a. Nie ma bata Zayn i Niall muszą ją zrozumieć! Przecież ona nie jest tą złą.!
    Kocham tego bloga ;> Należy do moich ulubionych! Zazdroszczę ci, że pisząc ukazujesz wszystkie emocje. Czytając ten rozdział czułam się jakbym tam była. ;>
    Tobie także życzę Wesołych Świąt i Mokrego Poniedziałku ;**
    Czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale cudny ^^
    po co pisać życzenia? ten rozdział to wystarczająca dobroć :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny i wcale nie nudny. Z niecierpliwością czekam na nexta. Pozdrawiam i wszystkiego najlepszego z okazji świąt oraz dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha . Mi tz sie nie chce wiec nawzajem . A co do rozdzialu to super . Podziwiam Julke ze mimo zrytej psychiki mysli o innych . I wgl tak fajnie ze Harry jej nie zostawil . I szkoda ze nie ma juz Anne . ;c

    OdpowiedzUsuń
  8. Jej ona mówi ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. wowo wowo wow wow coooo
    o mój boże zaskakujesz mnie!

    OdpowiedzUsuń
  10. nawzajem wesołego jajka!
    niezłe zaskoczenie, czekam czekam :)
    mogę liczyć na twoją opinię? bardzo mi na niej zależy!

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeej świetny..
    Trochę dołujące to opowiadanie bo ciągle się coś tragicznego dzieje..
    dziwne to jest
    chociaż bardzo podoba mi się ten rozdział jak widze że jest coraz lepiej z nią! ;)x

    OdpowiedzUsuń
  12. Zaj*bisty rozdział jak i cale opowiadanie!!!! Błagam wstawiaj czesciej :) Wesołych Swiat :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział! Nie mogę się doczekać następnych, po 1 rozdziale wiem, że ta część będzie niezwykła :)
    Wesołych świąt! ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Czuję ze ta część będzie kolejnym hiciorem! Ale jak to 1D się rozpada...?

    OdpowiedzUsuń
  15. no swietny :P
    szkoda mi tylko Harego bo kiedy Julia pozbywa sie swojej fobii to zawsze cos sie zdarzy i wszytsko powraca :P wszystko odbija sie na nim :/

    OdpowiedzUsuń
  16. Tyle ominelam... mala.Anne zmarla, Julia doprowadza sie do smierci, zespol sie rozpada, ona zaczela mowic, jeszcze do tego wyjezdza... nie nie nie to nie na moje nerwy... ale i tak czekam na nn <3
    @_MyLovelyNiall <3
    Lots of love xx

    OdpowiedzUsuń
  17. Przeczytałam całe twoje opowiadanie od 1 rozdziału pierwszej części do teraz jedyne co mogę powiedzieć to WOW wciągnęło mnie strasznie przeczytałam je w 2 dni. Cały czas mnie zaskakujesz nigdy nic nie jest oczywiste i gdy myślałam że zacznie się sielanka znalazła miłość ma z nim dziecko powie mu wychowają je razem wszyscy będą szczęśliwi a tu raptem kłamczuch Niall staje im na drodze i bańka pęka. Ucieczka Michała z więzienia (trochę nie realne) następne kłopoty świat się dziewczynie wali a ona nic nie może zrobić. Dziwi mnie tylko to jak ona mogła zostawić niespełna roczne dziecko pod opieką matki a sama szlajała się z Niallem po Londynie. Usprawiedliwia ją trochę to że chciała zdobyć te pieniądze na operację których jednak nie zdobyła... I mała Ann umarła. Stwierdzam że gdyby nie kłamstwo Nialla to wszystko by było dobrze nawet jakby hazz ją zostawił z dzieckiem to nie jest takim chujem i dałby jej na tą opreację i tak by później do siebie wrócili bo nie wyobrażają sobie życia bez siebie. To tylko moje zdanie czekam na te nowe rozdziały i na zakończenie tej historii mam nadzieję szczęśliwe
    Buziaki @Only_1Dreams xx

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K