niedziela, 13 kwietnia 2014

Chapter 39

Siadam na krześle po opuszczeniu pokoju, gdzie znajduje się Julia. Dzwoniła jej mama, więc jestem pewien, że będzie tu za jakieś pół godziny. Cieszy mnie to, bo czuję, że Julia jej potrzebuje.
W ogóle jej stan fizyczny się poprawił. Może wstawać i nawet zaczęła sama wychodzić do łazienki, choć lekarzowi się to za bardzo nie podobało. Bał się, że boli ją... jej narząd intymny, tylko nie chce się do tego przyznać.
W całym tym zamieszaniu zupełnie zapomniałem, że pozostawała jeszcze sprawa dziecka. Wiadome było, że nie zapytam o to teraz Julli, ale kiedy przyjdzie jej matka, będę mógł to zrobić. Kto wie, może będzie z dzieckiem i o nic nie będę musiał pytać, bo wyjaśnienia same przypłyną.
Porzucam rozmyślenia, kiedy drzwi pokoju Julii się otwierają. To ona. Widzę jej umęczoną minę. Policja od rana ją męczyła, gdyż powiedziałem im, że wyznała mi, kto jest jej oprawcą. Mówiłem im, żeby dali jej spokój, ale niestety nie chcieli mnie słuchać.
-Gdzie idziesz? - pytam, widząc, że nie zmierza ku łazience.
-Przejść się - odpowiada.
Nagle dostrzegamy Nialla idącego w naszą stronę. Podnoszę się z krzesła, jakby w obronnym geście, choć tak naprawdę nie wiem, przed czym miałbym się bronić. Lub ją. To mój przyjaciel. Chyba.
Nagle uświadamiam sobie, że jego też mogłem zapytać o to dziecko. W końcu, bądź co bądź, wyjaśnienia mi się należą.
Z ust Julii wydobywa się stłumiony jęk, więc odwracam się, by zobaczyć co się dzieje. Widzę ją z przestraszoną miną. Usta co prawda ma zakryte dłonią, ale w jakiś sposób wiem, że są otwarte. Nie rozumiem jej przestrachu, więc przesuwam swój wzrok na blondyna, jakbym chciał w nim zobaczyć to samo przerażające coś, które widzi ona.
Niall zatrzymuje się w miejscu, również zaalarmowany dziwacznym zachowaniem Julii. Atmosfera jest napięta, kiedy z chłopakiem wymieniamy się spojrzeniami i co jakiś czas ukradkiem zerkamy na dziewczynę, która już niemal kuli się przy ścianie. Na korytarzu nie ma nikogo, kto mógłby zareagować.
-Co się dzieje? - decyduję się jednak skupić uwagę na dziewczynie, niż dalej prowadzić kłótnię na wzrok z Niallem.
Julia się nie odzywa, tylko wciąż z przerażeniem przygląda się Niallowi. Dostrzegam pierwsze łzy w kącikach jej oczy i wtedy nie wytrzymuję. Podchodzę do blondyna i łapię go za przód koszulki, a potem przyciskam do ściany.
-Co ty jej zrobiłeś? - pytam dosyć ostro.
-Nic! Przysięgam! - mówi z trudem, ponieważ stracił trochę powietrza z płuc, kiedy z siłą docisnąłem go do ściany.
-To jego wina - mruczy Julia cicho. Zerkam na nią i widzę ją siedzącą na ziemi, skuloną i bujającą się raz do przodu raz do tyłu.
-Obwinia cię za coś. Za co? - chcę wiedzieć, więc nie odstępuję chłopaka od ściany.
-Nie mam pojęcia, o co jej chodzi. Odpierdol się - Niall syczy w moim kierunku, po czym łapie za mój nadgarstek i odciąga od swojej klatki, następnie wykręca. Nie mogę się jednak skupić na bólu, więc z moich ust nie wydobywa się nawet cichy jęk.
-Przestańcie! - krzyczy nagle Julia, a jej oczy są pełne łez.
Tylko dlatego, że mnie o to prosi, odsuwam się od Nialla, a on chyba z tego samego powodu puszcza mój nadgarstek, który od wykręcenia jest lekko zesztywniały. Wtedy dzwoni moja komórka. Gdyby to nie był dzień przyjazdu mamy Julii, nie zainteresowałbym się tym, ale teraz mam przeczucie, że dzwoni właśnie matka dziewczyny. Wyciągam telefon i moje domysły okazują się słuszne. Rozpoznaję numer matki Julii, więc zerkam na dziewczynę, by dać jej znak, że to jej mama. Wiem, że jest w fatalnym stanie, ale tylko ona może odebrać.
-Twoja mama - informuję ją słownie i wyciągam do niej rękę z telefonem.
Dziewczyna ostrożnie chwyta urządzenia, jakby bała się, że gdybyśmy musnęli się lekko opuszkami, stałaby się tragedia. I w sumie wiem, że tak właśnie myśli.
Julia odbiera telefon i nasłuchuje głosu matki. Odpowiada jej coś po polsku, ale nie jestem w stanie zrozumieć. Jestem tylko w stanie dostrzec, jak jej mina zmienia się z przerażenia w zdenerwowanie. Wyłapuję jak z ust Julii wydobywa się słowo brzmiące jak "szpital" i nie wiem, co mam o tym myśleć.
Julia zrywa się z ziemi i niemal rzuca mi telefon.
-Co się dzieje? - pytam ją, ale ona już biegnie.
Niall jest znieruchomiały, jednak ja ruszam za nią. Widzę, że pędzi w kierunku wind. Wiem, że napawają ją strachem po wypadku sprzed dwóch lat, więc dochodzi do mnie, że musiało się stać coś strasznego.
-Co się stało?! - powtarzam pytanie, kiedy już biegnę tuż przy niej.
-Anne... Reporterzy... - mówi przez łzy. - Jest w szpitalu. Przyjechała karetką.
-Kim jest Anne? - chcę wiedzieć, a serce wali mi tysiąc razy szybciej. Właśnie miałem poznać odpowiedź na pytanie, nurtujące mnie od dwóch tygodni.
-Twoją córką - wyznaje szczerze, po czym wskakuje do windy.
 
Stoję znieruchomiały i w ostatniej chwili udaje mi się zareagować. Łapie zamykające się drzwi i ponownie je otwieram, po czym wskakuję do środka. W głowie roi mi się od tysiąca pytań, które chciałbym jej zadać, ale nie mogę. Zwłaszcza, gdy coś jej się stało. Tylko co?
-Co jej jest? - pytam Julię i nie wiem, czy mogę liczyć na odpowiedź.
Julia niemal płacze, ale dzięki łzom wiem, że zamierza mi to wyjaśnić, tylko potrzebuje kilku sekund. Znajdujemy się jedno piętro niżej, kiedy dziewczyna zamierza mi tłumaczyć.
-Ma wrodzoną wadę wzroku. Potrzebuje... - przerywa na chwilę, ponieważ szloch przeszkadza jej mówić. - operacji...
-Co z tą operacją? No mów!
-Nie mam na nią pieniędzy... Ale miała się odbyć we wrześniu. Mama mówiła, że reporterzy zaczęli robić zdjęcia z fleszem, a potem mała zaczęła pocierać oczy i... Zadzwoniła do szpitala. Lekarze w karetce mówią... że operacja jest potrzebna natychmiast... Jest bardzo ryzykowna. Może śmiertelna.
Serce mnie boli, a łzy mimowolnie napływają mi pod powieki. Nie znam Anne, ale kocham ją. Wiem o niej od dwóch tygodni, ale od razu, gdy ją pierwszy raz ujrzałem na zdjęciu, czułem, że jest moja. Serce mi się krajało, gdy myślałem, że mogłoby się jej coś stać. Nie chciałem sobie tego nawet wyobrażać. Zwłaszcza, że nigdy nie miałem możliwości jej poznać. Wziąć na ręce. Cholera. Lekarze muszą ją uratować!
-Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz!? - pytam jakby z wyrzutem, ale ona nie odpowiada. Po prostu płacze.
Zjeżdżamy na sam dół i wtedy do mnie dociera, że nie mam pojęcia, gdzie Julia zamierza iść. Dopiero, kiedy zmierza ku wyjściu, rozumiem, że Anne nie ma w tym szpitalu.
-Gdzie idziesz? - pytam ją. - Nie wypuszczą cię.
-Ale ja muszę wyjść...
-Chodź do tylnego wyjścia - mówię jej. - Ja tamtędy wchodzę. I tam jest mój samochód - instruuję.
Idziemy razem szybkim krokiem przez korytarz. Nie możemy biec, żeby nie przyciągać uwagi innych, zwłaszcza lekarzy. Udaje nam się przemknąć do wyjścia. Z tyłu są śmietniki, więc powietrze nie pachnie tu najlepiej, ale ani ja, ani Julia nie zwracamy na to uwagi. Prowadzę dziewczynę do samochodu i otwieram przed nią drzwi. Sam wsiadam do środka samochodu. Kiedy się zapinam, dziewczyna również to robi, uważając, aby nie naruszyć kroplówki, którą ma wbitą w nadgarstek.
Ruszamy z piskiem opon. Po drodze pytam Julię, w którym szpitalu znajduje się jej mała z Anne. Jadę tam, starając się jednak nie zwracać uwagi policji, więc nie przekraczam ograniczeń prędkości. Czuję, że jadę za wolno i wiem, że to denerwuje Julię, choć tego nie mówi, ale nic nie mogę na to poradzić. Za dużo afer już się działo. W środku dnia mogę jeszcze zaryzykować uwagą mediów.
Gdy docieramy do szpitala, podaję Julii swoją bluzę i każę jej nałożyć, żeby inni lekarze się nie czepiali, że biega po mieście z welfronem. Bez oporów ją naciąga. Materiał zgodnie z moimi przypuszczeniami zakrył całe jej nadgarstki.
Wbiegamy do budynku i jedziemy na odpowiednie piętro, które sms'em napisała nam mama dziewczyny. Gdy widzę kobietę trzymającą małą na rękach, serce mi rośnie. To moja mała córeczka. Bez zastanowienia podchodzę do pani Kwiatkowskiej i biorę płaczącą małą na ręce. Julia nie ma żadnych zastrzeżeń, co do mojego zachowania. Podchodzi do mnie i małej. Jest bliżej niż kiedykolwiek od tego "incydentu" z Michałem. Przytula głowę do dziewczynki, którą trzymam na rękach. Mała jakby się uspakaja, będąc w moich ramionach, jednak nie przestaje płakać.
-Lekarze zaraz ją zabiorą - oznajmia nam mama Julii łamaną angielszczyzną.
Moja dziewczyna kiwa głową i robi coś niesamowitego, co mnie zaskakuje - chwyta moją dłoń. Wiem, jak wiele kosztuje ją ten gest. Zerkam w jej oczy. Widzę to autentyczne przerażenie tym, co robi, jaki i strach o małą. Kątem oka dostrzegam, jak mama dziewczyny bawi się telefonem. Cichy dźwięk informuje mnie, że zrobiła nam zdjęcia. Nie rozumiem, jak może robić je w takiej chwili, ale nagle do mnie dociera. Nie wiadomo, co się zdarzy. Być może taki obraz już nigdy nie będzie miał prawa bytu. Ona chciała mieć pamiątkę. Dla nas. Gdyby coś poszło nie tak.
Julia zdaje się tego nie zauważać i trochę mocniej przyciska głowę do małej. Wtedy przychodzi lekarz. Wszystko dzieje się tak szybko, że ledwo rejestruję, kiedy zabiera mi Anne i wchodzi z nią do jakiegoś pomieszczenia, gdzie ma się odbyć operacja.
Chcę przytulić Julię, ale wiem, że nie mogę. Jedynym gestem, jaki łączy nas w tej chwili, to splecione dłonie.

Czekamy od godziny na korytarzu. Julia kręci się niespokojnie, przechadzając nerwowo po dwa metry w lewo i dwa w prawo. Wiem, że jest zdenerwowana, ale ja również jestem. Wzrok An został naruszony, więc operacja jest dwa razy bardziej ryzykowna, niż gdyby odbyła się ona według planów 17 września. Anne najprawdopodobniej wyjdzie z tego ślepa albo w ogóle z tego nie wyjdzie.
Wiem, że to moje pierwsze spotkanie z córką, ale naprawdę ją pokochałem. Całym moim sercem. I wolałbym poświęcić własne życie, byleby mała mogła normalnie funkcjonować.
-Powinnaś usiąść - mówi do Julii pani Kwiatkowska, która przez cały czas nerwowo obgryza skórki paznokci.
Julia nie reaguje, tylko wciąż nerwowo się porusza. Nagle drzwi gabinetu się otwierają. Widzimy w nich lekarza. Ja i mama Julii podrywamy się z krzeseł, a moja dziewczyna dobiega do doktora. Jej szklane oczy jakby pękają i pojawiają się łzy.
Nie wiemy, czy doktor ma dla nas dobre wiadomości. Możemy mieć tylko przeczucia, jednak wiem, na co wszyscy liczymy. Chwila ciągnie się w nieskończoność, a ja już chcę poznać werdykt. Chcę wiedzieć, czy moja córka to przeżyła. Ślepa czy nie. Będę ją kochał mimo wszystko. Tak jak kocham moją Julię. Z uszkodzonym "mechanizmem" czy nie.
-Przykro mi, ale operacja nie przebiegała pomyślnie - informuje nas doktor, jednak nie wiem, co to ma znaczyć. Mam nadzieję, że jest tylko ślepa. - Siatkówka została zbyt mocno uszkodzona, zwłaszcza, że dziewczynka musiała ciągle pocierać oczka, więc operacja nie mogła się udać.
-Czy... Czy... - jąka się Julia. Brakuje jej słów, tchu... Mnie również. - Czy ona żyje?
-Przykro mi... To jest... Nasz wina. Lekarka podała małej za dużą dawkę leków znieczulających...
I nagle moje serce staje.
-Weźmiemy za to pełną odpowiedzialność.
Spoglądam na Julię, której źrenice powiększyły się niemal dwukrotnie.  Nagle z jej gardła wydobywa się krzyk. Po prostu wrzeszczy najgłośniej jak potrafi i nie zwraca uwagi na ludzi. Choć jest to najmniej istotne.
-Zabiłeś. Moją. Córkę! - wrzeszczy i uderza go dłońmi w tors. Pierwsze uderzenie mogło trochę boleć, ale potem uderza słabiej.
Odwraca się do mnie. Przez moment jest rozdarta, jakby przez uczucie chęci przytulenia mnie i oczekiwania na pocieszenie, a lęku przede mną. Ostatecznie siada na ziemi. Chwyta się za włosy przy skroniach i lekko je pociąga, ale z każdą sekundą zwiększa siłę. Po chwili odrywa dłonie od głowy, a pomiędzy jej palcami widać włosy, które sama sobie wybrała. Makabryczny widok. Nigdy nie widziałem jej w aż takim stanie. To się nazywa silna więź macierzyńska.
Nie zdaję sobie sprawy, że płaczę, dopóki łzy, nie kapią mi na koszulkę. Dostrzegam swoje słabe odbicie w oknie i wiem, że mam cała czerwoną twarz od płaczu. Tak, ja również nigdy nie byłem w takim stanie. Nawet wtedy, gdy znalazłem Julię. Bo ona przecież żyła.
Spoglądam ponownie na dziewczynę i w jakiś sposób wiem, że to jej osobisty koniec. Jednak nie jest to koniec naszej wspólnej historii. Nie, póki nie naprawię jej i części swojego świata, które zniszczyłem.
 ________________________________________________________
Debilnie to zabrzmi, ale płaczę. Związałam się już z Anne i to było dla mnie trochę jak zabicie własnego dziecka. :CCCC Nie bądźcie na mnie źli. Ustaliłam to zanim związaliście się z Anne, jeśli się związaliście. Jest mi cholernie przykro, że ona nie żyje...
W środę pojawi się epilog i prolog *rzuca półuśmiech*.

15 komentarzy:

  1. 3 dni, to tylko 3 dni, przecież wytrzymam...
    nie! nie wtrzymam! to długo i krótko! to tortura! ;( smutam ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam sie z tobą !!! :(

      Usuń
  2. Anni nie zyje .? Co .? Nie wierze . ! glupia lekarka . Jejku Julia to ma przejebane w zyciu . Szkoda mi jej . nie dam rady do srody . ;c

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju.. Ja też mam łzy w oczach. Przecież ona miała tylko roczek, całe życie przed sobą. Dlaczego nie przeżyła? I jeszcze Harry dopiero co się dowiedział w 100% że ma córkę. O, matko nie wiem co ci napisać. Po prostu teraz jest mi cholernie smutno, choć to fikcja. W pewnym sensie związałam się z Anne. Dobra kończę i tak to co pisze nie ma większego sensu. Czekam na epilog i prolog następnej części. Pzdr i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nominowałam cię do Liebster Award. Info u mnie: destiny-rebekah-1d.blogspot.com

      Usuń
  4. Dlaczego?!?! przez ciebie placze jak mogłaś ją uśmiercić. oprócz tego że ją uśmierciłaś to rozdział jest zajebisty czekam do środy

    OdpowiedzUsuń
  5. mam łzy w oczach
    jest mi tak smutno jakbym straciła kogoś kogo znałam
    ....

    OdpowiedzUsuń
  6. O cholera!!!
    Kurde... polubiłam Anne... ;C
    no nic...
    Epilog, co już :c
    prolog, hdkzzjsksbdlsdnsks :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak mogłaś ją uśmiercić, jak?!
    Płakałam... serio..jejku, już nie mogę się doczekać nexta... dlaczego Anne nie żyje? : c
    Napisz książkę.. serio.. <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Łzy i zawał serca.
    Anne...czuję normalnie, jak bym to ja ją straciła.
    Co ty zrobiłaś? - O ja pierdole..
    ...........................................................................................
    :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem zszokowana, nawet nie potrafię wydusić z siebie łez. To za dużo jak na Julię, zwłaszcza, że powoli dochodziła do siebie. Coś Ty zrobiła. Ale to właśnie dzięki takiemu rozwojowi akcji to opowiadanie jest takie cudowne jakie jest.
    Nie pozostaje mi nic innego jak czekać na środę. Nie załamuj nas jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Obie części przeczytałam w 3 dni! <3 Pokochałam tą historię jak nie wiem co <33 .
    Jestem podłamana, ale dzielnie czekam na ciąg dalszy :)
    Myślę, że niesamowite jest to, iż napisałaś coś tak fantastycznego w stosunkowo krótkim czasie.
    -Monika xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Łzy...czuje je na szyi. Lecą...aż nie wiem co piszę. Mam nadzieję, że nie zrobię żadnego błędu. Związałam się z Anne tak samo jak ty :c Jest mi smutno :c Wątpię abym pozbierała się po tym rozdziale. Jutro epilog i prolog. Boje się :c

    OdpowiedzUsuń
  12. szkoda, że uśmierciłaś Anne. Swoją drogą chyba popełniłaś błąd "Niall zatrzymuje się w miejscu zaalarmowany dziwacznym zachowaniem Niall'a" :P

    OdpowiedzUsuń
  13. o ja ;-; ryczę :( nie no niesamowity rozdział *o*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K