poniedziałek, 2 czerwca 2014

Chapter 6 "Ciąża"

Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą zmartwionego Harry'ego. Przyglądał mi się uważnie, cały czas trzymając w dłoni komórkę, jakby miał zaraz gdzieś zadzwonić. Dopiero, kiedy rozejrzałam się po pomieszczeniu, przypomniałam sobie, że nie jestem tam, gdzie byłam ostatnio. Zemdlałam, a Harry znalazł mnie w kuchni, gdy wrócił. Wzdrygnęłam się na myśl, że mnie dotykał.
-Co się stało? Zdenerwowałaś się? To nadciśnienie? - zapytał z troską. - Mam zadzwonić na pogotowie? Jak się czujesz? - pytania zbyt szybko wysypywały się z jego ust, przez co nie mogłam ich wszystkich zarejestrować.
-Wszystko okej. To z głodu - odparłam, zanim to przemyślałam.
-Z głodu? Jadłaś coś dziś w ogóle? - zapytał, a ja delikatnie pokręciłam przecząco głową. - Kiedy w ogóle coś ostatnio jadłaś?
-Dwa dni temu?

-Boże, dziewczyno... Czy ty chcesz się zagłodzić?! - nie krzyczał na mnie, jednak był poważnie zmartwiony. - Robię ci porządną kolację i nie ma opcji, żebyś czegokolwiek nie zjadła.
Jak powiedział, tak zrobił. Moja kolacja składała się z jajecznicy z dwóch jaj, dwóch tostów, jogurtu i soku pomarańczowego. Zmusiłam się, żeby to wszystko zjeść, choć z każdym kęsem było mi coraz bardziej niedobrze. Jedzenie wydawało mi się bez smaku, więc trudniej mi się je spożywało. Kiedy wmusiłam w siebie wszystko, powiedziałam, że jestem zmęczona, tylko dlatego, że musiałam pobiec do łazienki, aby zwrócić część tego, co zjadłam. Harry na szczęście nie przyłapał mnie, kiedy podpierałam się o ścianę, starając się nie zwrócić reszty wnętrzności. Zmęczona wymiotami, położyłam się spać. W nocy nawiedził mnie po raz kolejny ten sam koszmar.

Zmarszczyłam oczy i poprawiłam okulary, czytając umowę, którą zaproponowała mi jakaś gazeta, która koniecznie chciała mieć chłopców na okładce. Już trochę się wdrążyłam w bycie menadżerką, ale to, co czytałam, było tak specyficzne, że nie mogłam zrozumieć ani słowa, więc musiałam mocno się skupiać.
-Gotowa? - zapytał Harry, wchodząc do salonu, gdzie właśnie się znajdowałam.
-Daj mi jeszcze chwilę - powiedziałam, cały czas wlepiając wzrok w dokument.
-Możesz to dokończyć w tourbusie. Zatrzymamy się gdzieś po drodze i wyślesz pocztą. Nie musisz tego dziś dostarczać osobiście - poradził mi.
-Tak uważasz?
-Jasne. Poprzedni menadżer stosował tylko taką metodę.
-Co za ulga, kompletnie nie mogę tego ogarnąć - powiedziałam, upychając kartki do pakownej torby.
-Chłopacy pojechali odebrać naszego busa, powiedzieli, że namówią szofera, żeby po nas przyjechał. Będą za kilka minut - oznajmił mi.
-Kurczę, jakoś wciąż nie mogę tego wszystkiego ogarnąć. To takie... niesamowite.
Harry nic nie powiedział, tylko uśmiechnął się do mnie delikatnie, a potem poszedł gdzieś do pokoju. Po chwili wrócił z moimi dwoma walizkami i postawił je w progu. Usiadł koło mnie i patrzył, jak przegrzebuję torebkę, aby sprawdzić, czy mam wszystkie rzeczy.
-O, właśnie, coś mi się przypomniało - powiedział nagle i podniósł się z miejsca.
Ruszył w kierunku kuchni, by po chwili z niej wrócić z jakąś kopertą w ręku. Podał mi ją. Na białej nawierzchni pięknymi literami było napisane moje imię i nazwisko oraz adres domu Harry'ego. Rozdarłam kopertę i wyjęłam z niej zaproszenie. Chwilę oglądałam sztywny papier zanim dotarło do mnie, że moja kuzynka zdecydowała się na ślub. Otworzyłam kartkę i przeczytałam informacje w niej zawarte. Ślub miał się odbyć 19 grudnia w Gnieźnieńskim kościele, a ja zostałam zaproszona wraz z osobą towarzyszącą.
-Co to? - zapytał, kiedy już od kilku minut przyglądałam się papierowi.
-Zaproszenie na ślub kuzynki - powiedziałam.
-Zamierzasz być?
-Myślę, że tak. Zawsze byłyśmy w dobrych stosunkach i nie mogłabym jej tego zrobić.
-Kiedy?
-19 grudnia. Mamy akurat wolny weekend, bo święta.
-Czyli idealnie.
-Chciałbyś... Chciałbyś może pojechać tam ze mną? No wiesz... Kiedyś miałam ci pokazać, jak wyglądają polskie śluby, a teraz.. będziesz miał okazję to przeżyć - mówiłam i czułam napiętą atmosferę między nami, nie wiedzieć dlaczego.
-Ta, jasne... Jeśli tylko chcesz... - zgodził się, a w jego głosie również było słychać podenerwowanie.
-Jasne, że chcę... Jesteś moim.... - zacięłam się ponieważ słowo "chłopak" totalnie nie przechodziło mi przez gardło. W końcu zdecydowałam się na opcję, która nie brzmi tak osobliwie - ... partnerem.
-Tańce odpadają? - zapytał trochę nieśmiało. To było właśnie to, co sprawiało, że atmosfera była taka dziwna. Zaproszenie go na ślub było tak naprawdę, jak propozycja fizycznego zbliżenia, a na to nie byłam gotowa.
-Nie wiem. Zobaczymy, co da się zrobić - powiedziałam bez przekonania. Po prostu nie potrafiłam powiedzieć "tak".
Wtem zatrąbił tourbus. Bez zastanowienia zerwaliśmy się z kanapy. Chciałam zabrać swoje walizki, ale Harry uparł się, że sam je zaniesie na dwie tury.
Weszłam do busa i od razu powitały mnie cztery uśmiechnięte mordki chłopców. Odwzajemniłam ich gest i wtedy z małej łazienki wyszła Sophie.
-Sophie! - pisnęłam. - Myślałam, że nie pojedziesz! - byłam szczęśliwa z powodu jej obecności.
-Rzuciłam tę pracę w cholerę. Nie wytrzymałam bym pół roku bez Louisa i mojej przyjaciółki - powiedziała radośnie i podeszła do mnie, aby mnie przytulić. Normalnie zaatakowałaby mnie fobia, ale... To nie działało w kwestii Soph. W kwestii Kasi i Sary również nie. Znałam je tak długo, że im ufałam. Poza tym były dziewczynami i to też swoje robiło.

Pierwszy koncert na Londyńskiej arenie wyszedł fenomenalnie. Chłopcy zaśpiewali nowe piosenki, a potem jeszcze te stare. Fanki były w niebo wzięte, a mnie cieszyła ich radość.
Po występie chłopacy byli padnięci, więc od razu położyli się spać, a tym czasie bus ruszył w dalszą drogę. Kolejny koncert był w Bristol.
Ja i Sophie włączyłyśmy cicho telewizor i usiadłyśmy na podłodze, opierając się o prowizoryczne łóżko. Chwilę oglądałyśmy jakąś komedię, kiedy nagle Sophie zaczęła się jakby wiercić. Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem.
-Muszę ci coś powiedzieć - oznajmiła.
-Tak?
-Bo... Nie wiem, jak powiedzieć coś Louisowi. Ostatnio jest znerwicowany i w ogóle. Stresuje się, że coś nie wyjdzie z chłopakami i wszystko i tak się posypie, no i... Nie mogę znaleźć odpowiedniego momentu, żeby mu to powiedzieć - mąciła.
-Ale co takiego? - dociekałam.
-No... Nie mam okresu już od półtorej miesiąca... Zrobiłam test ciążowy i... Wyszedł pozytywny - powiedziała.
-Jesteś w ciąży? - zapytałam, nie ukrywając szoku.
Kiedy przez chwilę wyobraziłam sobie, jak Sophie trzyma swoją małą na rękach... Jak ją przytula i uśmiecha się do niej, a Louis od tyłu oplata ją ramionami. Potem oczami wyobraźni zobaczyłam, jak dziewczyna odwraca twarz, a chłopak daje jej małego buziaka w usta. Uśmiechają się do siebie. I jest im wspaniale. Mają dziecko. Coś, co ja straciłam. I nie mogę odzyskać. Poczułam ukłucie zazdrości. Nie tylko z powodu macierzyństwa, ale też z powodu, że oni mogli być ze sobą normalnie, szczęśliwie. A ja nie. Ja nie miałam nic.
Cieszyłam się jej szczęściem, ale nic nie mogłam poradzić, że gdzieś tam w głębi mnie ból po śmierci Anne i ponownym gwałcie jeszcze nie minął. I nie minie. Na razie po prostu staram się go ukryć pod warstwą zajęć jako menadżerka. Jednak nigdy nie zapomnę.
-Słuchasz mnie? - wyrwała mnie z zamyślenia.
-Tak, tak, przepraszam - powiedziałam. - Zamyśliłam się. O co pytałaś?
-Jak mam mu to powiedzieć... O tej ciąży... - zapytała.
-Myślę, że dobrze będzie, jak zrobisz to jutro z rana. Louis na pewno cieszy się z pierwszego sukcesywnego koncertu i jest tak podekscytowany, że nie myśli o kłopotach - odparłam. Nie chciałam jej nic radzić na ten temat. Chciałam się zachować chamsko i powiedzieć jej, że to jej problem. Miałam ochotę tak postąpić przez zazdrość, jednak ogarnęłam się. To była moja przyjaciółka.
-Masz rację. Im szybciej tym lepiej - stwierdziła. - Chyba się już położę. Jestem zmęczona.
-Dobranoc - powiedziałam.
-I wzajemnie - odparła.
Sophie odsłoniła małą zasłonkę, gdzie już na dolnym łóżku spał Louis i wślizgnęła się na miejsce obok niego, a potem zasunęła materiał. Spali razem głównie dlatego, że byli małżeństwem. Po za tym było tylko 6 łóżek, a każe dwuosobowe. Jeśli chodzi o mnie i Harry'ego... Naturalnie spaliśmy oddzielnie. Ja na górze, on na dole.
Podniosłam się z podłogi i wdrapałam na swoje łóżko. Czułam, że łzy ściekają mi po policzkach, ale nie miałam pojęcia dlaczego. Aż tak bardzo jej zazdrościłam? Jestem prawdziwą suką. Zdecydowanie.

Następnego dnia postanowiliśmy zjeść wspólnie śniadanie w restauracji, koło której akurat przejeżdżaliśmy. W środku panowała przyjemna, domowa atmosfera, dlatego cała nasza siódemka od razu poczuła się komfortowo. Zrelaksowaliśmy się i wybraliśmy dania, na jakie mieliśmy ochotę. Ja wzięłam tylko sałatkę, ponieważ ostatnimi czasy nie byłam specjalnie głodna.
Wszyscy byliśmy w wyśmienitych nastrojach, a wszystko dzięki udanemu koncertowi. Ja starałam się nie myśleć o tym, co Soph powiedziała mi dzień wcześniej i nawet mi to wychodziło.
Gdy zjadłam, wyjęłam swój tablet, by sprawdzić, czy dochody za koncert już wpłynęły na moje konto. Wszyscy jeszcze kończyli swoje posiłki, więc uznałam, że to bardzo dobry moment. Zalogowałam się na swoje konto i oczy niemal wyszły mi z orbit, kiedy zobaczyłam kwotę na moim koncie. Samo moje 20% miało pokrywać co najmniej pięć najbliższych koncertów. Nigdy nie pomyślałam, że można tak dużo zarobić za jeden koncert. Znaczy... wiedziałam, że bilety zostały drogo wycenione, a fanów przyszło na pęczki, ale nie spodziewałam się tylu pieniędzy. Wow.
-Wyszliśmy na prostą, chłopcy - poinformowałam ich. - Zarobiliśmy mnóstwo kasy, a od następnego koncertu będą już tylko same zyski.
-Wow! Jesteś genialna! - pochwalił mnie Lou. Był wyraźnie zachwycony.
Nagle poczułam na sobie wzrok Sophie. Spojrzałam na nią, a ta posłała mi znaczący uśmiech. Od razu zrozumiałam, o co chodzi.
-Louis... Muszę ci o czymś powiedzieć - oznajmiła dziewczyna.
-Co takiego, kochanie? - zapytał uroczo. Ścisnęło mnie w żołądku z zazdrości, że ją nie obrzydzało, kiedy ktoś do niej tak mówił. - Nic złego, mam nadzieję.
-Nie, a przynajmniej tak myślę - powiedziała.
-O co chodzi? - zainteresował się Liam, który położył łokieć na stoliku i podparł głowę na dłoni.
-Otóż... Już za kilka miesięcy będę mamusią, a Lou tatusiem - wydusiła to w końcu siebie.
Dalszy ciąg sytuacji dział się dla mnie w niezwykle spowolnionym tempie. Chłopak podniósł się z krzesła i porwał z miejsca Sophie. Podniósł ją do góry na pół metra wysokości i okręcił kilka razy, cały czas powtarzając, że ją kocha i jest szczęśliwy.
Zrobiło mi się niedobrze.
Nie panowałam na sobą. Wstałam z krzesła i po prostu wybiegłam na zewnątrz. Łzy płynęły mi spod powiek strumieniami, kiedy usiadłam na ziemi za rogiem restauracji. Wtedy usłyszałam czyjeś kroki. Nie widziałam, kto siada koło mnie, ponieważ twarz miałam ukrytą w kolanach.
-Mnie też boli - osobnik powiedział nagle. Po głosie rozpoznałam, że to Harry. - Nie wiesz jak bardzo chciałbym, aby Anne przeżyła. Wiem, że mam dopiero niecałe 22 lata, ale naprawdę czułem się na nią gotów.
-Nie przypominaj mi tego, pro... proszę - powiedziałam przez szloch.
-Musisz się nauczyć o tym rozmawiać. Nie cofniemy czasu. Wiem, że ciężko jest zaakceptować śmierć kogoś bliskiego i wcale nie wymagam tego od ciebie. Chciałbym tylko, żebyś nie myślała już o tym tak często. Anne zawsze będzie cząstka ciebie, która nigdy nie umrze. Jednak twoje łzy nie sprawią, że wróci. Musisz się nauczyć iść dalej - mówił do mnie.
-Co jeśli wcale nie chcę iść dalej? - zapytałam.
-Ale musisz. Dla mnie - poprosił.
-Po co? Jaki to ma w ogóle sens? Jestem tu tylko po to, żeby naprawić błędy. Nie jestem w stanie tego wszystkiego ciągle znosić. Przede wszystkim tego ciągłego strachu - tłumaczyłam. Podniosłam głowę i zaczęłam ocierać łzy z policzków.
-I wcale nie musisz. Ja wiem, że jesteś w stanie pokonać swój lęk. Czas leczy niektóre rany - powiedział.
-Ale blizny zostają na całe życie. Nie pozbędę się fobii, jest zbyt silna - zaprotestowałam.
-Nie możesz tak myśleć. Właśnie to sprawia, że jest to niemożliwe. Ale ja wiem, że dasz radę. Bo jesteś moją Julią White, czyli silną dziewczyną, która potrafi przezwyciężyć wszystko - przekonywał mnie.
-Nazywam się Lewandowska - poprawiłam go.
-Lewandowska - powiedział, w ogóle nie zniekształcając mojego nazwiska - to dawna ty, ta która nie dawała rady. White to dziewczyna, która była na tyle silna by opuścić swój koszmar, a potem samodzielnie przełamać fobię. I ja wierzę, że w głębi siebie wciąż jesteś Julią White, i wierzę, że sobie poradzisz ze wszystkim. Nie, ja w to nie wierzę, ja to po prostu wiem. Jesteś silna, Julia. Zobacz, wciąż tu jesteś. Czy to nie jest jakiś znak?
-Nie wiem - odparłam, nie bardzo wiedząc, co innego rzec.
-Ja myślę, że jednak wiesz. Kocham cię, Julia i nienawidzę patrzeć, kiedy jesteś smutna - powiedział.
-Ja też cię... - słowo nie przechodziło mi przez gardło, jednak postanowiłam się zmusić - kocham - ścisnęło mi żołądek. - Ale nie potrafię ci nic dać.
-Nic od ciebie teraz nie wymagam. Masz tyle czasu, ile chcesz. Chciałbym, żebyś poczuła się dobrze. Tylko obiecaj mi, że będziesz silna i postarasz się mieć trochę bardziej pozytywne podejście - poprosił.
-Obiecuję - odparłam, patrząc w jego zielone oczy.
-Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym cię teraz pocałować.
Ponownie poczułam węzeł w brzuchu, jednak podsycona dawką pozytywizmu, wiary we mnie i miłości, chciałam zrobić coś dla niego. Wtedy powiedziałam:
-Więc to zrób.
_______________________________________________________
Dodałam do "Bohaterów" Sarę, Adama i Piotra :)

13 komentarzy:

  1. Świetny rozdział! A końcówka, mega wzruszająca! Cieszę się, że wszystko wychodzi na prostą ; **

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że ktoś dodał coś nowego na Bloggerze. Patrzę - Angie! Uuuu, fajnie ^^ I przeczytałam tytuł - w tym momencie tylko tytuł. Moja pierwsza myśl - O W MORDĘ!!!
    Lecę czytać :D
    ...
    1. Nigdy więcej tego nie rób. Ja już miałam nie wiadomo jak bardzo niedorzeczne myśli... Przemilczmy to.
    2. Podobają mi się momenty Hazz - Juls. Naprawdę mi się podobają i czasami chcę ich więcej, ale doskonale wiem, że przez całą sytuację w jakiej znalazła się Julia, chyba nie mogę wymagać niczego więcej. Ech... Tak bardzo mi ich szkoda.
    3. Podoba mi się pomysł, że Sophie jedzie razem z nimi <3 Przynajmniej Juls ma wsparcie, a to chyba jest jej jakoś potrzebne.
    4. Fajnie, że Sophie jest w ciąży, a uczucia Julii... No cóż, to chyba normalne. Była matką, straciła dziecko, które nosiła pod sercem przez 9 miesięcy. Nie dziwię się, że to nadal ją boli. Nie dziwi mnie też to, że zareagowała tak gwałtownie na szczęście Tomlinsonów. Pewnie chciałaby też być "normalną". Na pewno by chciała. I na pewno by chciała mieć taką swobodę w kontaktach z ukochanym, którym jest nasz kochany Styles.
    5. Cieszę się, że odnoszą sukcesy ^^ Podoba mi się to :D
    6. Ja... Nie wiem dlaczego, nie potrafię Ci wytłumaczyć, ale gdy Hazz tak za nią wybiegł to miałam wrażenie, że kiedyś mówiłam podobne słowa. Może nie do końca w taki sposób, ale czułam się jakbym sama to do kogoś mówiła, może i do siebie. Ale z jak wielką mocą. Z jak wielką potrzebą wypowiedzenia/napisania/pomyślenia tych słów.
    7. SZOOOOK! Oby później nie było gorzej po tym pocałunku, jeśli do takowego dojdzie. Ech... Nienawidzę, gdy kończysz w takim momencie, ale co ja poradzę? No nic!
    Przepraszam, że piszę tak późno na Twoim blogu. Tak, wiem. Opieprzaj mnie ile tylko można. Ale wracam... I chyba biorę się w garść. A przynajmniej mam nadzieję.
    Udanej wycieczki, kochanie! <3
    Pozdrawiam
    Maggie xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego przerwałaś w takim momencie?
    O jej Lou i Sophie zostaną rodzicami ;.
    Kurde tak bardzo mi szkoda Julii i Harry'ego...
    Przecież w końcu obydwoje będą szczęśliwi ;>
    Do następnego! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział. Po pierwsze wielkie WOW. Sophie jest w ciąży. A to jak Lou się ucieszył było słodkie :* Jednak szkoda mi Julii :( To jest dla niej trudne, ale oby Harry dawał jej dalej takie wsparcie i wierzę, że jeszcze kiedyś bez przeszkód będą ze sobą. Czekam z niecierpliwością na nexta. Pzdr i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie *_* czekam na następny rozdział z niecierpliwością :-* :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy dodasz następny? :( da radę dzisiaj? Tak bardzo bym chciała przeczytać nigdy nie moge sie doczekać <3 dziękuje <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Zrób to Harry! Błagam! A ty Jula nie uciekaj! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. o mój boże
    ostatnie zdanie >>>>>> fgjxjjzjxhjjx
    kocham cie dziewczyno
    nie moge się doczekć następnego x

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna końcówka *.*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeny... urwalas w takim momemcie..
    No ja nwm co z cb za czlowiek... hahhahah lel swietny rozdzial. Kocham Cie <3 !

    OdpowiedzUsuń
  11. Pod tamtym rozdziałem pisałas ze posatarasz sie dodać szybciej a dodalas pózniej niż poprzedni xd wiem ze jest to słowo postarasz sie ale mogłas nam nie robić nadziei ja codziennie tu sprawdzam po kilka razy czy nie ma rozdziału..

    OdpowiedzUsuń
  12. On ją pocałuje?...boje się. :/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K