piątek, 18 lipca 2014

Chapter 12 "Asystenka, ale czytaj podła żmija"

Czekałam na nich w Warszawie na stadionie narodowym z Euro 2012. Koncert miał się odbyć za dwadzieścia minut. Nie byli przygotowani, a spóźniali się już dobre kilkanaście minut. Chodziłam jak na szpilkach. Może byłabym spokojniejsza, gdyby któryś z nich łaskawie odebrał telefon.
Usiadłam na krześle i zaczęłam przeczesywać włosy. Sięgały mi już do piersi, ale i tak brakowało mi ich długości. Wtedy jednak nie skupiałam się na tym za bardzo. Ciągle się zastanawiałam, gdzie się podziewa zespół. To ich pierwszy koncert w Polsce. Nie mogli zawieść fanek, które tyle na to czekały.
Zjawili się na piętnaście minut przed koncertem.
-Co jest, do cholery? - zapytałam zdenerwowana.
-Wybacz, mieliśmy mały problem z bagażem Melanie - odparł Louis.
-Jakiej Melanie!? - byłam zirytowana. - Nie ważne. Jazda się przebierać i na scenę. Za dziesięć minut widzę was przygotowanych - burczałam. Żaden nie powiedział nawet słowa. Poszli do garderoby, aby założyć odpowiednie ciuchy.
Za kulisami zostałam tylko z Sophie i jakąś rudą, której nigdy wcześniej nie widziałam. Albo może? Nie ważne.
-Kto to? - zapytałam.
-To jest właśnie Melanie. Będzie twoją nową asystencką... - wyjaśniła pospiesznie moja przyjaciółka.
-Kim? Nie potrzebuję asystentki. Świetnie sobie radzę.

-Cóż... Ani ja, ani zespół tak nie uważamy - oznajmiła.
-Że co? Uważacie, że kiepsko mi idzie?
-Nie, że to dla ciebie duży wysiłek i potrzebujesz pomocy - szukała usprawiedliwienia na swój postępek.
-Nieważne - westchnęłam. - Nie mam siły teraz o tym myśleć - odpuściłam. Może rzeczywiście przyda mi się pomoc?
-Jestem Melanie - przedstawiła się. Miała wyjątkowo dziwny akcent. Inny niż mój i inny niż któregokolwiek z chłopaków. Amerykanką też nie była.
-Lia - powiedziałam i podałam jej rękę, którą do mnie wyciągnęła. - Skąd jesteś? - zapytałam.
-Mój tata jest Rosjaninem - wyjaśniła. - Długo tam mieszkałam.
-Świetnie. Znam rosyjski - powiedziałam.
-Znasz rosyjski?! - zdziwiła się Sophie.
-Znam pięć języków - odparłam.
-Wow.
-Nieważne. Melanie, witamy w zespole - powiedziałam.

Koncert trwał prawie dwie godziny. Fani wciąż chcieli więcej. Najbardziej zadowoleni byli ci, którym udało się zdobyć bilet na M&G. Normalnie coś takiego jest tylko w Ameryce w przypadku 1D, ale tym razem ja o tym decydowałam i zrobiłam tak, żeby dwadzieścioro polskich fanek mogło zobaczyć się z chłopakami.
Te pół godziny zespołu z dziewczynami dłużyło mi się w nieskończoność. Kiedy w końcu czas fanek się skończył, ochroniarz odprowadził je od wyjścia. Usiadłam na kanapie obok Liama, a koło Harry'ego na kanapie na przeciwko usiadła Melanie. Dla Sophie nie zabrakło miejsca. Usadowiła się na kolanach Louisa.
-Kolejny koncert Gdańsk, potem Łódź, kameralny w Poznaniu i znów Warszawa - powiedziałam.
-Chyba fanki nie będą się gniewać, że tak długo je pomijaliśmy - uśmiechnął się do mnie Liam.
-Raczej nie powinny. I może mnie polubią - powiedziałam.
Kątem oka zobaczyłam jak Niall wywraca oczami, ale olałam to.
-Harry, dobrze dziś śpiewałeś - powiedziała ni stąd, ni zowąd Melanie i zaczęła się do niego szczerzyć, jak mysz do sera. Co do kurwy nędzy?
-Tak, jak wszyscy - odezwałam się i zdałam sobie sprawę, że zasyczałam na nią.
-W porządku? Chyba jesteś zdenerwowana - igrał ze mnie Niall. Ten to wie, kiedy się wtrącić.
-W porządku. Miło, że się martwisz. Idę do tourbusu - burknęłam i podniosłam się z miejsca, żeby wyjść.
Szłam, starając się przestać być zdenerwowana. Nie powiedziała nic złego. Może jest naprawdę miła? Po prostu jestem jakaś znerwicowana przez to wszystko. I życie prywatne i służbowe.
Wróciłam do tourbusu i od razu położyłam się na swoim łóżku. Nie było zbyt wygodne, ale wystarczające, bym mogła w nim odpłynąć w krainę snów, byleby nie myśleć o tej akcji z Melanie.

Obudziłam się o szóstej. Bus był całą noc w drodze, czyli już jakieś pięć godzin. Najprawdopodobniej już dojeżdżaliśmy do Gdańska.
Przeciągnęłam się i ujarzmiłam swoje włosy, a potem poszłam do prowizorycznej kuchni, aby udawać, że jem śniadanie. Byłam zaskoczona, kiedy ujrzałam przy stoliku Melanie.
-Och! Też jesteś rannym ptaszkiem? - zapytała, ale nie czekała na odpowiedź. - To świetnie! Będziemy miały czas, aby lepiej się poznać - cholernie miła. Nie mogłabyś być wredna, żebym mogła cię szybciej znienawidzić i wywalić? Nie chcę, żebyś kręciła się koło Harry'ego.
-Świetnie - powiedziałam, starając się nie brzmieć zbyt zgryźliwie. - Więc kim właściwie jesteś?
-Kuzynką Soph - odparła.
Zajęłam się robieniem sobie sałatki na śniadanie, żeby przestać zaciskać nerwowo dłonie. Krojenie warzyw koiło moje nerwy.
-A więc ona zaproponowała ci tę posadę? - chyba brzmiałam zbyt... niewinnie.
-Tak - odparła. - Więc? Masz dla mnie na dziś jakieś zajęcia?
-Nie, chyba nie. Świetnie sobie radzę - burknęłam.
-To świetnie, bo obiecałam oprowadzić Harry'ego po Gdańsku. Przyjeżdżałam tu często na wakacje. Nie masz nic przeciwko temu, że z nim wychodzę? Sophie opowiadała mi jaka jest sytuacja. Nie chcę wchodzić między was - jej głos... Była taka miła. Albo sztuczna. Jakoś nie skłaniałam się do ufania jej.
-Nie, w porządku - powiedziałam przez zaciśnięte zęby, starając się brzmieć spokojnie. Dobrze, że nie widziała wyrazu mojej twarzy. - Kiedy idziecie?
-O ósmej rano - odparła. - Możesz iść z nami, jeśli chcesz.
Och, bardzo bym chciała zepsuć to wasze spotkanko, ale mam zajęcia. Żałuję, że nie powiedziałam, że masz mi pomóc.
-Nie, dzięki. Mam kupę roboty.
-W porządku. W razie czego dzwoń.
Jasne, że zadzwonię.
-Mam nadzieję, że nie będzie takiej potrzeby - odparłam.
-Kurczę, jesteś naprawdę miła. Myślałam, że zrobisz się zazdrosna, czy coś takiego. Harry powiedział, że jesteś okropną zazdrośnicą - powiedziała.
-Co takiego powiedział?! - odwróciłam się na pięcie.
-O boże... Przepraszam. Nie powinnam była tego mówić - przysłoniła usta dłonią, aby zakryć "niewyparzone" usta.
-Jest okej - odparłam. - Nie mam już apetytu - oznajmiłam, wrzucając warzywa do miski. - Możesz to zjeść - powiedziałam i podałam jej talerz.
Wyszłam. Wróciłam do "sypialni" i usiadłam na swoim łóżku. Przeczesałam włosy palcami. Dlaczego tak o mnie powiedział? Przecież.. Ja nigdy... Nigdy nie byłam o niego zazdrosna. Ufałam mu. Nawet teraz. Nie ufałam jej.
Schowałam się za zasłoną i wyciągnęłam spod poduszki telefon i słuchawki. Włożyłam małe głośniczki do uszy, a wtyczkę do gniazda. Wybrałam losową piosenkę z playlisty. Wypadła mi "Bajka" Sylwii Grzeszczak. Nawet mi odpowiadało.
Zatopiłam się w głąb piosenki. Na chwilę to ja byłam Sylwią i czułam to, co ona czuła, kiedy śpiewała. Wierzyłam, że ta piosenka to nie tylko puste słowa. Wierzyłam, że ktokolwiek ją napisał, czuł właśnie to, co było opisane w tekście.
Nie wiem, kiedy weszłam w ten dziwny trans, ale kiedy się wybudziłam. Była już dziewiąta. Wyciągnęłam niedbale słuchawki z uszu i wyłączyłam muzykę. Kiedy się podniosłam z łóżka, nikogo już nie było w sypialni. Autobus stał, więc domyśliłam się, że Żmija i Harry już wyszli. Reszta najprawdopodobniej też. Dopiero po chwili, zdałam sobie sprawę, że ktoś jest w kuchni. Usłyszałam hałas zamykanej szafki.
Spokojnym krokiem poszłam do kuchni i zobaczyłam Nialla, który właśnie wsypywał płatki do mleka.
-Cześć - powiedziałam.
Zero odpowiedzi.
Niall zamieszał łyżką w mleku, żeby zanurzyć w nim część płatek. Robił to dokładnie w taki sam sposób, jak ja.
-Hej, pustelniku? Znasz angielski?
-Znam i używam, ale tylko wtedy, gdy jest po co - chamski i oschły, jak zawsze. Czyli żyje.
-Ah, czyli twój szef nie jest ważnym powodem? - będziemy się kłócić?
-Nie wiem, czy jesteś moim szefem, skoro mogę cię zwolnić. Nie wywyższaj się, księżniczko - syknął.
-Nie bulwersuj się, pustelniku - przedrzeźniałam go. Dziecinada.
-Spadaj. Nie odbieraj mi apetytu - powiedział.
Usiadłam na przeciwko niego i zaczęłam się w niego wgapiać z "zafascynowaniem". Och, jak ja tęskniłam za tymi naszymi złośliwościami! Normalnie wprost uwielbiam go wkurwiać i się z nim kłócić!
-O co ci chodzi? - zapytał podirytowany.
-O co ci chodzi? - powtórzyłam, ale mniej zbulwersowanym głosem.
-Zapytałem pierwszy.
-Obawiam się, że nie jesteśmy w przedszkolu - powiedziałam, robiąc smutną minkę.
-Wiesz o co mi chodzi? O ciebie. Nie chcę cię tu. Zdradziłaś mnie i jeszcze robisz z siebie ofiarę. I bohaterkę. Ojejku, jaka ona kochana! Uratowała One Direction od upadku! - chyba udawał wdzięczną fankę. - Szkoda, że to ty do niego doprowadziłaś.
-Przeprosiłam za to. I przepraszam cię za zdradę, Niall. Nie będę tego tłumaczyć, choć wina chyba leży po obu stronach po równo - powiedziałam. - Mimo to, przepraszam. I przepraszam za oskarżenia związane z Anne i Michałem.
-Mam to gdzieś.
-Nie będę cię więcej przepraszała, Niall. Mam dosyć. Jest mi przykro! Co mam więcej zrobić?! Nie potrafię cofnąć czasu. Zepsułam wszystko, ale chcę to naprawić. To mój sposób na uwierzytelnienie słowa "przepraszam". Ty za to nie przeprosiłeś mnie nawet raz. Też mnie oszukałeś. Spiskowałeś.
-Nie mam za co przepraszać. Ty zawiniłaś bardziej.
-Okej, dobra. Masz rację! Zawiniłam bardziej! Lepiej się z tym czujesz? Jak długo będziesz chował do mnie uraz?
-Chyba nigdy ci tego nie wybaczę - powiedział, patrząc prosto w moje oczy, który w momencie wypowiedzenia tych słów zaszły łzami.
Podniosłam się z krzesła i chciałam wyjść. Usłyszałam, że Niall wstaje ze swojego krzesła i nagle poczułam, jak mnie przytula do siebie. Płakałam na jego klatce piersiowej. Czekałam na jakieś "przepraszam" za to, co powiedział przed sekundą, jednak nic nie usłyszałam.
-Nie rycz już - szepnął delikatnie. - Nie jest tak źle. Jesteś znośna. Nie umiem ci jeszcze wybaczyć, ale nie chcę żebyś przeze mnie płakała. Nie nienawidzę cię.
-Ja ciebie też nie nienawidzę - wychlipiałam.
-Lepiej idź się ubierz i zabieraj się do roboty. Podejrzewam, że masz tego sporo.
-Tak... Dzięki - powiedziałam. Wysunęłam się z jego objęć i poszłam się ubrać.
Wybrałam jakieś swobodne cichy, a potem zajęłam się wypełnianiem dokumentów i dzwonieniem do różnych wytwórni produkcyjnych, czy wydawnictw. Cholernie tego dużo było. Skończyłam wszystko dopiero około dwunastej. Potem zajęłam się obróbką piosenki. Za nic na świecie nie mogłam wybrać odpowiednich akordów, do słów napisanych przez Zayna, Liama i mnie. Trochę coś tam brzdąkałam na pianinie, żeby sobie pomóc, ale to tylko pogarszało sprawę. Liam był dobrym nauczycielem, ale ja byłam kiepską uczennicą i moja muzyka nie przypominała muzyki.
-Może tak? - usłyszałam głos za sobą, a potem zagrała gitara. - So I thing that you can do it - zaśpiewał do granej melodii.
-Tak, to jest dobre - przyznałam i od razu zapisałam chwyty i nuty na pięciolinii.
-Nie dajesz rady?
-Nie bardzo. Musze dokończyć tę cholerną piosenkę na dziś wieczór, żebyście się zdążyli nauczyć, a muszę jeszcze zadzwonić do kupy ludzi, którzy wcześniej nie odebrali.
-Dlaczego nie zadzwonisz po Melanie? Po to tu jest.
-To cwana osoba. Proponowała, żebym do niej zadzwoniła, ale przecież nie dała mi swojego numeru. Udawała miłą, a tak naprawdę po prostu nie chciała, żebym jej przeszkadzała, kiedy jest z Harrym. I tak bym chyba nie zadzwoniła, po tym, jak się dowiedziałam, że ponoć jestem zazdrośnicą - wyżaliłam mu się. Niepotrzebnie. Przecież go to nie obchodziło. Pytał mnie o sprawy służbowe, bo z nim pracowałam.
-Zostaw tę piosenkę. Ja coś spróbuję napisać, a ty zamij się resztą.
-Dzięki, Niall.
-Nie dziękuj mi. Nie robię tego dla ciebie - wracamy do oschłości. Miło.
Nie powiedziałam już nic, tylko zabrałam się do roboty. Byłam wszystkim tak obładowana, że nawet nie miałam czasu zastanawiać się nad tym, że Melanie może teraz całować się z Harrym. Tylko raz na moment się rozproszyłam, kiedy zerknęłam na wygaszacz telefonu. Zdjęcie, które zrobiłam dawno temu, kiedy wyjechaliśmy z całym zespołem nad ocean. Byliśmy tacy beztroscy, bez problemowi. Wtedy wszystkie moje obecne problemy wydawały się być tak trudne, ale dopiero teraz dowiedziałam się, co to są problemy.
Około szesnastej skończyłam wszystkie telefony oraz powypełniałam potrzebne dokumenty. Udało mi się nawet zorganizować plan zajęć na najbliższy czas. Wiedziałam, że chłopacy nie będą zadowoleni. Aż do 30 grudnia będą mieli bardzo napięty grafik.
-Skończyłem - oznajmił Niall.
-Zagraj - poprosiłam.
-Wersja z powerem czy delikatna?
-Obie - powiedziałam. - Z chłopakami na wieczór możecie zadecydować, która jest lepsza i z rana idziecie do hotelu, żeby zapytać wydawcy, czy mu odpowiada. Potem się uczycie tekstu.
-Na pewno mu się spodoba. Traktuje nas strasznie ulgowo i zgadza się na wszystkie piosenki - stwierdził.
-Bo wszystkie są świetne. Naprawdę.
Wzruszył ramionami i nagle chyba coś mu się przypomniało.
-Ale nie zadecydujemy na wieczór.
-Czemu?
-Bo Harry'ego nie będzie - powiedział.
-Jak to "nie będzie"? - Niall wprowadził mnie w totalną dezorientację.
-Pewnie nie powinienem ci mówić. W każdym razie nie ja... On poszedł dziś z Melanie na fajerwerki o 24. Directioner zrobiły jakąś akcję - wyjaśnił.
-Aha, czyli poszedł z nią na spacer na cały dzień, a potem zabiera ją na fajerwerki? - zrobiłam się zła. A może zazdrosna? A cholera to wie.
-No nie wiem. Chłopacy tak mówili. Myślałem, że dzisiaj pogada z tobą. Okej?
-Jasne. Wszystko jest okej. Zagraj te piosenki, bo muszę gdzieś wyjść - powiedziałam. - A moje zdanie będzie w zamian za zdanie Harry'ego.
Przesłuchałam obu wersji. Były świetne. Ale powerowa wersja była lepsza, moim zdaniem przynajmniej. Była szybsza, no i grana na elektrycznej gitarze.
Kiedy powiedziałam wszystkie swoje uwagi Niallowi, wyszłam. Zadzwoniłam do Piotra, który obiecał przybyć na jutrzejszy koncert. Miałam nadzieję, że może pojawił się trochę wcześniej. I chyba miałam cholerne szczęście, bo już tu był i to niedaleko. Spotkaliśmy się na promenadzie. Piotr od razu objął mnie na przywitanie. Był moim neutralnym gruntem. Chyba tylko dlatego, że dla mnie leżał bardziej w kategorii dziewczyn. Był przecież gejem.
-Co u ciebie słychać, kochanie?
-Nie mów tak na mnie - powiedziałam, uśmiechając się do niego szeroko.
-Jak, kochanie?
-Przestań - nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam się śmiać. A oto magiczna moc Piotra.
-To co robimy dziś, kochanie? - będzie to ciągnął w nieskończoność.
Skąd się właściwie wzięło "kochanie". Kiedy pierwszy raz przyszłam do domu Piotra, nie było przy mnie, ani Sary, ani Kasi, ani Adama. Jego mama już wiedziała, że Piotr jest gejem i kiedy mnie zobaczyła, ubraną w śliczną falbankową sukienkę przed dyskoteką szkolną w 3 klasie gimnazjum, myślała, że sprawiałam, że jej syn znów zaczął być heteoseksualny. Zaczęła mi dziękować i mówić na mnie kochanie. Piotr, kiedy nas zobaczył, wyjaśnił, że idę z nim na imprezę jako koleżanka. Nie powiedział jej jednak, że to dlatego, że w szkole wyzywali go od pedała i chciał uniknąć marnego losu. To były początki naszej przyjaźni, więc ludzie mogli się spodziewać czegoś więcej. Potem przez tydzień udawałam jego dziewczynę. Na szczęście nie musieliśmy się bawić w dotykanie. Tyle, że on ciągle mówił na mnie kochanie. I już mu to zostało. Czasami mówi na mnie jeszcze "bejbe" lub "bejbi". Nie wiem czemu.
-Pomyślałam o spacerze plażą - powiedziałam. - Masz ochotę, kotku? - zakpiłam z niego. Czasami ja mu dawałam jakieś słodkie przezwiska w odwecie.
-Z tobą zawsze, kochanie - odparł i uśmiechnął się, jakby właśnie wygrał jaką walkę.
Wywróciłam oczami. Faceci...
-Chodźmy najpierw promenadą. Dojdziemy do pomostu, potem zejdziemy - zaproponowałam.
Szliśmy, wymieniając opowieści, co zdarzyło się w naszym życiu. On mi opowiadał o studiach, ja o pracy jako menadżerka. Powiedział mi też, że spotyka się z takim facetem, który ma na imię Adrian. Są razem od dwóch tygodni i ma nadzieję, że to będzie na zawsze. Piotr zawsze był mocno uczuciowy, więc miałam nadzieję, że ten cały Adrian nie złamie mu serca.
Usiedliśmy na brzegu plaży. Piasek był naprawdę zimny, więc wolałam nie dotykać wody. Musiała być lodowata.
-Więc? Co tam z twoim Haruśem, kochanie?
-Nijak. Umówił się dziś z Melanie, moją asystentką - powiedziałam.
-I nie miałaś nic przeciwko?
-Nie, ufam mu - odparłam. Nie chciałam martwić Piotra naszą kłótnią. Każe pary się kłócą, prawda? To, że się spotkał z głupim rudzielcem jeszcze nic nie znaczy.
-Wow. Gdyby Adrian spotkał się z jakimś innym gejem... Nie wiem, czy nie miałbym nic przeciwko - powiedział.
-Ta...
-Idziesz na te fajerwerki o 24? - zapytał, zmieniając temat.
-Te od directioners?
-Yhym - mruknął.
-A chciałbyś?
-No jasne. Może być niezłe widowisko - powiedział.
-No to pójdę z tobą. Gdzie to będzie?
-Tutaj. Na plaży. Directioner są nieźle walnięte - stwierdził.
-No - przytaknęłam.
-Lubię ich muzykę - powiedział nagle.
-Kogo?
-One Direction - odparł. - Serio. Słucham ich od dłuższego czasu. Trochę o nich poczytałem i w ogóle.
-Tylko mi nie mów, że jesteś directionerem - zaczęłam się śmiać. Nie z niego. Z tej sytuacji. Nigdy się nie spodziewałam.
-Nie, ale fanem - odparł. - Lubię tę nową piosenkę, Who.
-Och, więc właśnie miałeś okazję poznać autorkę tekstu - pochwaliłam się.
-Serio? Moje gratulacje! To jest  świetne! - nie mógł wyjść z podziwu. - Who did it? Who... - zanucił.
Uśmiechnęłam się do niego ciepło. Kto to zrobił? Kto... Kto wymieszał wszystkie związki chemiczne i dolał do nich truciznę? Kto? Zanuciłam w głowie, myśląc o Harrym.


-Zaraz się zacznie widowisko! - krzyknął do mnie Piotr, wśród harmideru, który panował na plaży przed dwudziestą czwartą.
-One mają na to pozwolenie od miasta? - zapytałam.
-Ponoć tak - odparł i wtedy się zaczęło.
Pierwsze fajerwerki wyleciały w powietrze, tworząc napis 23.07.2010. Założenie One Direction. W kolejności od wieku chłopców na niebie zaczęły się pojawiać imiona. Najpierw Louis, Potem Zayn, Liam, Niall i Harry. Ostatnie imię przykryła kaskada fajerwerk, które leciały ze wszystkich stron. Na niebie pojawiły się przypadkowe kombinacje. Różnobarwne ogniki złociły cały widnokrąg. Cudowne. Przesunęliśmy się z Piotrem trochę do tyłu, żeby nie musieć tak bardzo odchylać głów. Na niebie pojawił się kolejny napis. Tym razem były to dwa słowa. "One Direction". I kolejna porcja różnobarwnych fajerwerk. [muzyka] Wycofaliśmy się jeszcze bardziej, aż dotarliśmy do małych schodów, przez które bym się przewróciła. Odwróciłam się, by przeprosić osobą, siedzącą na schodku i wtedy zobaczyłam, że to Melanie. A obok niej siedział Harry z kapturem na głowie i przyciemnianych okularach, na samym czubku nosa.
-Lia? Co tu robisz? - zauważył mnie Loczek.
-Kto to, kochanie? - zapytał Piotr, robiąc taki błąd, że odezwał się po angielsku, tak jak Harry. Ja pierdole. Teraz musiał wyskoczyć z tym "kochanie"?
-Kochanie?! - zbulwersował się Harry. Automatycznie zerwał się z miejsca. - Jakie, kurwa, kochanie?!
-Harry, spokojnie. To przyjaciel. Harry to Piotr, Piotr to Harry. Mój... - zacięłam się
-Chłopak - dokończył za mnie Loczek, wściekle mierząc wzrokiem Piotra. - Przyszłaś tu z nim, zamiast ze mną?! - wściekał się.
-Nie zaproponowałeś mi tego! - zauważyłam.
-Melanie cię pytała. Bałem się sam zapytać, bo nie wiedziałem jak zareagujesz!
-Melanie chciała, żebym poszła z wami na spacer rano, kiedy byłam zawalona pracą - burknęłam.
-Chodziło mi o całokształt - rzekła cichutko. Winna! Gdzie jest gilotyna? Trzeba karać za spiski!
-Melanie? - rzucił pytająco Harry.
-Ja... Myślałam, że ona wie, o co chodzi. Przepraszam, to nieporozumienie - mruczała. Och, jaka ona niewinna. Zaraz się porzygam.
-Chciałeś iść ze mną, ale zamiast zapytać, dlaczego odmówiłam, przylazłeś tu Z NIĄ?!
-Tylko dlatego, że myślałem, że ty nie chcesz!
Dobrze, że panował duży hałas. Nikt nie zwracała na nas uwagi, bo harmider zagłuszał nasze głosy i nikt nie rozpoznał Harry'ego.
-Świetnie! Czyli lepiej było umówić się na randkę z kimś innym?! - wysyczałam.
-Nie jesteś lepsza - odparował.
-Boże... Piotr jest gejem! - nie mogłam się opanować. - I moim przyjacielem, a ty ją ledwo znasz.
-Ale mnie wspierała. Przez cały czas, kiedy nie mogłem sobie darować, że cię zostawiłem.
-Niby kiedy? Wczoraj w nocy? Może jeszcze w twoim łóżku, co?
Zbladł i przestał mówić. O kurwa... Chyba nie trafiłam, prawda? Wpatrywałam się w jego twarz. Oczy wyrażały ból i przeprosiny. Spał z nią. Spał z nią. Spał z nią!
-Spałeś z nią?! - nie wierzyłam. Po prostu nie mogłam.
-To nie tak... Po prostu nie było więcej łóżek. Chłopacy zasnęli i... Nie mogłem jej wepchnąć do ciebie przez ten... strach... Nie robiliśmy TEGO. Po prostu gadaliśmy i leżeliśmy koło siebie - już go nie widziałam. oczy miałam za zasłoną łez. Moje serce też go nie widziało. Nie było mojego serca. Nie było już nic. Nawet mnie.
-Nieważne - powiedziałam spokojnie. - Nie obchodzi mnie to. Daruj sobie - powiedziałam i wyminęłam go, aby wejść po schodach. Pokaz fajerwerk trwał, ale ja nie mogłam zostać.
Zostawiłam Piotra i Harry'ego. Zaczęłam biec. Przeciskałam się między ludźmi, oglądającymi fajerwerki, starając się powstrzymać szloch, który utkwił mi w gardle w postaci guli. Usłyszłam głos Harry'ego. Wołał mnie, ale nie miał szansy by mnie znaleźć. Zbyt dużo ludzi.
Nie wiedziałam gdzie biegnę. Po prostu biegłam. Weszłam do baru czynnego całą dobę. Usiadłam przy blacie. Szlochałam. Zamówiłam sobie mocnego shota. Barman w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że płaczę. Grunt, że zapłaciłam, no nie? Obiecałam sobie więcej nie pić. Obiecałam sobie dla Harry'ego. Ale już nie znałam Harry'ego.

_________________________________________________________
Napisałam ten rozdział w jednej dzień. Czyli dzisiaj. Wcześniej nie miałam kiedy, bo we wtorek wróciłam z nad morza, ale dopiero dziś tak naprawdę jestem w domu. Mam nadzieję, że się podobało i liczę na komentarze xx

13 komentarzy:

  1. NIENAWIDZĘ TEJ GŁUPIEJ RUDEJ MAŁPY!
    OGH! jak ona mnie denerwuje! Jak mogłaś dać jej tak cudowne imię.......
    (usuń te bańki do jasnej cholery!) :*
    Niall, mój kochany Niall...nie jest taki kochany. Smuteczeg.
    A ta RUDA MAŁPA mogła spać na ziemi, albo na krześle a nie się wpierdzielać do łóżka Harrego! Dupa wołowa z niego. Mógł iść do Julii...spać a tamtej zostawić łóżko! oho. nie pomyślałaś ty ty ty durniu ty. <3
    Nie mogę się doczekać kolejnego :*
    CUDOWNY, choć nienawidzę tej głupiej małpy!
    I usuń te bańki!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. łaaał takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Rozdział świetny jak zawsze i czekam z niecierpliwością na następny. :D /@jaggczaro :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ledwo się rudzielec pojawił i już namieszał!!!...świetny rozdział
    Do nn:)

    OdpowiedzUsuń
  4. JEj to jest niesamowite :) A z tą piosenką to trafiłaś w dziesiątkę ;) Normalnie miałam łzy w oczach :( Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się jak najszybciej <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To chyba mój ulubiony rozdział *.*
    Jest niesamowity ;)
    Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
  6. niesamowity... tyle emocji! płaczę :'c

    kocham cię za to że to dla nas robisz <3

    @SpeedwayoweLove

    OdpowiedzUsuń
  7. O matko! Wiedziałam,że Melanie namiesza między Julią a Harry'n ale nie myślałam,że w tak szybkim czasie!
    Rozdział genialny jak zawsze!
    Do następnego! :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Genialny rozdział. Już nie lubię tej Melanie. Wredna małpa. Czekam z niecierpliwością na nexta. Pzdr i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ugh co za głupia ruda małpa jak ja jej nienawidzę mogła spać na podłodze a jak Harry chciał być taki miły to on mógł się przespać na podłodze a nie zapraszać ją do swojego łóżka jak on wgl mógł wpaść na taki głupi pomysł

    OdpowiedzUsuń
  10. omg ale się dzieje
    japrdl hazz przepraszam ale jestes troche dupkiem ups xd

    OdpowiedzUsuń
  11. no nie jak on mógł jej to zrobić? dupek woli bawić się z innymi a megan to podła lala ;/ rozdział super ;) czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością :D pzdr ruda ;D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K