poniedziałek, 21 lipca 2014

Chapter 13 "Umiera"

~*~
Past
Siedziałem do późna z Melanie. Zanudzała mnie jakimiś pierdołami, które działy się w jej wakacje, kiedy przyjeżdżała do Gdańska. Chyba byłem zbyt miły, żeby jej powiedzieć, aby się w końcu zamknęła. Byłem serio zmęczony po koncercie i chciałem iść spać, ale ona trajkotała i trajkotała. W samolocie, kiedy ją poznałem, wydawała się cicha, a teraz nie mogła przestać mówić. 
-To może oprowadzę cię po Gdańsku? - zaproponowała, wyrywając mnie tym samym z otępienia.
-Szczerze to mam inne plany - odparłem, myśląc o tym, że muszę przeprowadzić rozmowę z Julią. I dać jej prezent na gwiazdkę. Spóźniony.
-Jakie plany? - zainteresowała się. Jest cholernie wścibska. Już to wiedziałem, mimo że nie znaliśmy się długo. Zawsze byłem dobry w odkrywaniu cech.
-Muszę porozmawiać z Lią - odparłem, nie chcąc robić z tego tajemnicy. Bo niby po co?
-Och... Między wami jest źle? - zapytała. - Sophie nie chciała mi absolutnie nic powiedzieć.
-Kłócimy się. Jak każda para - powiedziałem. - Myślę, że jest to do naprawienia.
-To mam pomysł... Jutro są fajerwerki o dwudziestej czwartej. Może ją zaprosisz? A potem sobie porozmawiacie - genialny pomysł. Może była gadułą, ale to było naprawdę dobre.
Julia zawsze lubiła fajerwerki, mówiła mi to kiedyś. Zresztą było to logiczne. Lubiła wszystko, co ładne i widowiskowe. Robiła temu zdjęcia, a potem malowała. A przynajmniej kiedyś tak było.
-To jest dobry pomysł - oznajmiłem. - Ale... Nie wiem, jak ją o to zapytać... - przyznałem.
-Ja to zrobię, jeśli tylko wyjdziesz jutro ze mną zwiedzać Gdańsk - zaproponowała, uśmiechając się szeroko. Chyba jednak lubiłem tę dziewczynę. W pewnym sensie przypominała Julię. Takie małe szantażyki były w jej stylu. Pomyślałem, że mógłby się dogadać.
-Zrobiłabyś to?
-Jasne. 
-To o której chcesz zwiedzać ten Gdańsk? - zapytałem, wzdychając. Nie miałem na to ochoty, ale... Czego ja bym nie zrobił dla Julii? Zwłaszcza, kiedy brakuje mi odwagi. Moja podświadomość cicho ze mnie drwiła.
-Ósma?
-Tak wcześnie? - jęknąłem żałośnie.
-Tak. Nie masz wyjścia - powiedziała, wytykając mi koniuszek języka.
-Dobra - zgodziłem się ostatecznie.
-Idź już lepiej spać - poleciła mi.
-Czekaj... A gdzie ty będziesz spała? - przypomniało mi się, że przecież brakuje łóżek.
-Chyba na podłodze. Przynajmniej dziś - powiedziała, dziwnie mrugając oczami. Miała tik nerwowy?
-Nie ma mowy. Możesz spać na moim łóżku. Ja rozłożę się na podłodze. Albo wepchnę się do Liama - odparłem. 
-Nie ma problemu, Harry. Wszystko okej. Przyzwyczaiłam się. Często sypiałam na podłodze - oznajmiła. Jej głos brzmiał dziwnie. Jakby obolały od smutku, ale taki... dziwny.
-Melanie. Wepchnę się do Liama.
Podszedłem do łóżka chłopaka i odsunąłem małą zasłonkę, ale okazało się, że miałem cholernego pecha. Liam rozwalił się na całe łóżko. Nie było opcji, żebym się dopchnął. Starałem się go trochę posunąć, ale ani drgnął. Kiedy poczuł, że go przesuwam, jeszcze bardziej utkwił w miejscu. Wiedziałem, że nieświadomie. Nie mogłem go obudzić.
Zerknąłem jak u Zayna, ale sytuacja się powtórzyła. U Nialla... albo zostałbym otruty okropnymi bąkami, albo by mnie rano udusił, więc nawet nie zaglądałem. Choć znając jego, to pewnie rozwalił się tak jak chłopacy lub trzymał na swoim łóżku kupę ciuchów lub innych rzeczy. Łóżko Louisa było zajęte całkowicie, bo Sophie. Pomyślałem nawet o Julii, ale szybko to odrzuciłem. Byliśmy pokłóceni. Właściwie to zerwałem z nią przez to, że się przespaliśmy. Nie mogłem teraz tak po prostu wpakować się do jej łóżka.
-Może po prostu śpijmy razem - zaproponowała, jak gdyby nigdy nic.
-To nie jest najlepszy pomysł - powiedziałem od razu. Zajebiście by było, jakby Julia nas zobaczyła. Ktokolwiek. Niezależnie od tego, jak niewinne by to było.
-Nie przejmuj się. Wstanę wcześnie rano - zapewniła mnie.
-Lepiej pójdę spać na podłodze - odparłem.
-Och, przestań. Nikt się nie dowie. Słowo harcerza! - powiedziała.
-Byłaś harcerzem? - zapytałem.
-Nawet przez sekundę - zaprzeczyła i uśmiechnęła się do mnie szeroko.
-Nie sądzę...
-Przestań, Harry. Będę się trzymała z daleka. Podejrzewam, że w innym wypadku Lia oderwałaby mi głowę - powiedziała.
-Ona chyba raczej nie jest typem zazdrośnicy - czułem się w obowiązku, aby stanąć w jej obronie.
-Nie musisz jej bronić. Tylko żartowałam. To jak?
-Melanie... - przerwała mi.
-Żadnych "ale". Tak jest okej. 
Westchnąłem. Poszedłem się umyć, potem ona to zrobiła. Leżałem w swoim łóżku i stresowałem się. Teraz to chyba ja miałem haptofobię. Dziewczyna wróciła ubrana w skąpą koszulę nocną w części wykonaną z cieniutkiej siateczki. Miała motywy z gorsetu.
-Wybacz, ale nie mam nic innego - odparła, robiąc słodkie oczka. 
-Okej... Um... Drugi koc leży w szafce pod łóżkiem. Wyjmij sobie, dobrze?
-Jasne - zgodziła się i wykonała moje polecenie. Miałem nadzieję, że dwa koce nas od siebie odseparują.
Położyła się koło mnie, starając się trzymać jak najbliżej brzega. Przykryła się kocem i spojrzała na mnie. Byłem zmęczony, ale coś nie pozwalało mi zasnąć.
-O co się pokłóciliście? - zapytała szeptem.
-To ja się wkurzyłem bez powodu - odparłem. Starłem się mówić wymijająco. To nie była jej sprawa. - I bardzo tego żałuję. Wtedy moglibyśmy to normalnie rozwiązać.
-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jesteście naprawdę świetną parą. Kocham wasze fotki z internetu. Jedną mam nawet na tapecie na komputerze w Rosji - powiedziała.
-Jej... Um... Bardzo mi na niej zależy. Nie chcę jej stracić - wyznałem.
-A... Nie przeszkadza ci w niej ten uszczerbek na zdrowiu psychicznym? Czytałam, że większość ludzi jakiś ma po takich przeżyciach. Moja mama jest psychologiem i to potwierdziła - starała się nie zabrzmieć chamsko, ale wiedziałem, że górę bierze jej wścibskość, dlatego i tak trochę tak zabrzmiała.
-Julia nie ma żadnego uszczerbku. Wszystko z nią gra. Ma tylko coś na kształt depresji po śmierci Anne. Jej brat nie zrobił jej większych szkód - kłamałem jak z nut, ale nie mogłem jej powiedzieć prawdy. I tak wszyscy wiedzieli już zbyt wiele. Po co ta informacja miała się jeszcze rozprzestrzeniać?
-Niemożliwe. Każdy ma coś takiego - powiedziała. 
-Ona nie. Serio - zapewniałem.
-Okej, jak uważasz. Ale najwyżej czegoś nie wiesz - była dosyć bystra. - W każdym razie... Nie ma nic nie do pokonania - powiedziała, ale czułem, jakby mówiła to do siebie.
-Kocham ją - wyznałem. - Czuję, że to ta jedyna. Ta na milion lat. Na zawsze i na wiecznie.
-Wow... Też tak kiedyś czułam, ale z perspektywy czasu wiem, że miłość to po prostu ściema - odparłam. - Ale może mi pokażecie, że nie? Powodzenia.
Zastanowiłem się nad jej słowami. Nie widziałem Julii dłuższy czas, ale moje uczucie względem niej nie wygasło. Możliwe, że gdyby się nie pojawiła w te wakacje, tylko za rok, zapomniałbym o niej? Chyba nie chciałem o tym myśleć.
-Dzięki - szepnąłem.
-Nie ma sprawy. Pamiętaj, że jestem z wami - uśmiechnęła się, a jej oczy błysnęły czymś dziwnym. Potem zasnęła, a ja poszedłem w jej ślady.
~*~
Present
Pierwsza w nocy. Pokaz dawno się skończył. Usiadłam na betonowym murku na promenadzie i wpatrywałam się w morze. Nie panowałam nad łzami. Po prostu spływały po moich policzkach. Szybko ocierałam je chusteczką, żeby nie przymarzły.
Druga w nocy. Wsiadłam do pociągu nocnego, który kursował po całym Gdańsku. Bezmyślnie oglądałam widoki za oknem. Gdyby nie mróz minus dziesięć stopni, nigdy nie wsiadłabym do środka.
Trzecia w nocy. Musiałam wysiąść z pociągu, który skończył swój kurs. Nie miałam przy sobie dużo pieniędzy, więc nie mogłam wykupić kolejnego biletu.
Czwarta nad ranem. Zamówiłam sobie kubek ciepłego kakao w jakieś restauracji dla migdalących się parek. Rzygać mi się chciało na ten widok, ale starałam się skupić na swoim kubku z gorącym napojem.
Piąta nad ranem. Zwymiotowałam. Kakao tak długo siedziało mi w żołądku, że aż je zwróciłam. Nie mogło to być nic innego. Wczoraj nic nie jadłam. Chyba że łzy i ból. Może jeszcze stres. To ewentualnie.
Szósta nad ranem. Zdecydowałam się włączyć telefon. Miałam milion wiadomości i nieodebranych połączeń. Usunęłam wszystkie smsy od Harry'ego i zespołu. Te od Piotra zostawiłam na później. Otworzyłam powiadomienie o połączeniach, ale nie zwróciłam uwagi na to, kto dzwonił.
Siódma rano. Musiałam wrócić do tourbusu. To, że Harry mnie skrzywdził, nie oznaczało, że mogłam olać zespół. I tak byłam im winna ocalenie.
Ósma rano. Znalazłam się przy tourbusie. Weszłam do środka, starając się nikogo nie zbudzić, ale jak się okazało, nikt nie spał.
-Boże, Julia! Tak się martwiłam! - Sophie zerwała się z mojego miejsca i mocno mnie przytuliła. Przyjęłam to zupełnie bez emocji.
Rozejrzałam się po prowizorycznej jadalni. Wszyscy tu byli, oprócz Harry'ego i Podłej Żmii. Nawet nie próbowałam myśleć, co mogą teraz robić razem. Chyba miałam to w dupie. Albo to po prostu fakt, że około trzeciej w nocy wyłączyłam wszystkie uczucia. Moje ciało wtedy przyzwyczaiło się, że już nie mam serca, więc przestałam czuć.
-Gdzie się podziewałaś całą noc?! Harry szuka cię bez ustanku po całym mieście. Melanie płacze w łóżku i mówi, że to jej wina. Co się stało?
Nie miałam siły odpowiedzieć. Byłam po prostu zmęczona i chciałam się położyć. Bolała mnie głowa, brzuch i dziura po sercu.
-Plan macie w moim dzienniku... - powiedziałam słabo do zespołu. - Zajmijcie się tym. Ja muszę się położyć.
Powiedziałam i poszłam do swojego łóżka, szurając butami. Całkowicie opadłam z sił i zapomniałam, że Soph powiedziała mi, że ta Ruda tu jest.
Sparaliżowało mnie, gdy ją tu zobaczyłam. Wcale nie płakała. Nie była zadowolona, ale smutna też nie.
-Wróciłaś?
Nie odpowiedziałam. Usiadłam na swoim łóżku i zdjęłam kurtkę, po czym wsunęłam swoje zmarznięte ciało pod ciepły koc. Szczelnie się nim opatuliłam.
-Wyglądasz jakbyś umarła - stwierdziła bez ogródek. Nie miałam siły na sarkazm, za to chętnie bym jej teraz przywaliła. Tak, to to, czego pragnęłam. Uderzyć ją. Szarpnąć za tej jej rude kudły. Położyć ją na ziemię i uderzyć mocno w brzuch. Chciałam jej zadać tyle samo bólu, ile ja musiałam przez nią wycierpieć. Od takiego zachowania powstrzymywało mnie tylko myśl, że Harry sam o tym zadecydował. Sam wpakował się z nią do łóżka i zrobił ten cały syf. Ona sama by z nim nic nie zrobiła. To on.
Brakowało mu tego? Brakowało mu kurwienia się każdej nocy, tak? Wiem, ze faceci mają swoje potrzeby, ale myślałam, że mnie kocha. Dałabym mu wszystko, tylko potrzebowałam czasu. Ale olałabym czas. Gdyby tylko mi powiedział, że potrzebuje tego, że potrzebuje to zrobić. Tylko jeden raz. Przecierpiałabym wszystko byleby dać mu to, co by go zadowoliło i byleby uniknąć takiej sytuacji.
A on mnie po prostu zdradził. Właściwie to nie. Nawet nie byliśmy razem, ale obiecał, że mnie nie zostawi i łudziłam się, że to w święta to tylko mała przerwa. Teraz nie było szansy odwrotu. Dał mi nadzieję i złamał ją. Nie potrafiłabym być z nim już nigdy więcej. Zawsze widziałabym przed oczami to, jak się z nią kocha, a potem jak durnie kłamie mi prosto w oczy.
-Wszystko okej?
-Po prostu się zamknij, a będzie - syknęłam szeptem, rozmasowując głowę, która prawie mi wysadzała. Wzięłabym lekarstwo, ale po pierwsze, piłam, a po drugie, chciałam czuć każdy najmniejszy ból wywołany tą sytuacją. Chciałam to dobrze zapamiętać, na wszelki wypadek, gdybym pożyła dłużej niż rok, żeby nie popełniać drugi raz tego samego błędu. Żeby nigdy więcej się nie zakochać. Nigdy.
-Wiesz co dobrze działa na ból? - powiedziała. - Żyletki. Zdradził cię. Niech widzi teraz twoje rany i czuje się za nie odpowiedzialny.
-Proszę... Przestań - prawie płakałam. Nie mogłam tego zrobić. Będąc tak osłabioną, mogłabym się zabić. Musiałam doprowadzić chłopaków do końca trasy. Niezależnie jak bardzo chciałam zrobić TO.
-Tylko kilka cięć... Poczujesz się lepiej - powiedziała. - Zobacz - pokazała mi swój nadgarstek oszpecony białymi bliznami. - Gdyby nie to, zwariowałabym. To nic złego.
Kusiło mnie, a ona mnie namawiała. Była pierwszą osobą, która to robiła. Przeszło mi przez myśl, że robi to, żeby się mnie pozbyć i mieć Harry'ego dla siebie, ale przecież już go miała.
Nie wytrzymałam.
Wiedziała to. 
Uśmiechnęła się do mnie i podała żyletkę. Wzięłam i delikatnie przesunęłam palcem po ostrzu. Od razu się zacięłam. Ostra. Melanie uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej, kiedy przycisnęłam żyletkę do żył na nadgarstku. Tylko kilka cięć, powtarzałam sobie, patrząc na rękę, gdzie widać było jeszcze różowe ślady po ostatnim razie. Zrobiłam sobie delikatną ranę w tym samym miejscu, co wcześniej. Mniej blizn, mniej wspomnień.
Kiedy tylko krew poleciała, Melanie poderwała się z miejsca i pobiegała do kuchni.
-Boże! Ona chce się zabić! - krzyczała, tak że ją słyszałam aż tu. Byłam zbyt osłabiona by zareagować. Chyba nawet nie chciałam reagować. Jeszcze raz przejechałam żyletkę po ręce. - Mówiła, że to moja wina, a potem wyjęła żyletkę i powiedziała, że się zabije!
Nagle wszyscy szturmem wpadli do sypialni. Osłabiona, upuściłam żyletkę na podłogę. Obraz mi się zamazywał, ale uśmiechałam się.
-Julia?! Wszystko w porządku? - głos był odległy, jak za ścianą. Ktoś mną potrząsał. Chyba Liam.
-Nie możesz zasypiać - ktoś mówił. Sophie? - Dzwonię na pogotowie. Wytrzymaj. Nie rób mi tego. Jesteś moją jedyną przyjaciółką.
-Niech ktoś idzie po apteczkę! - wydarł się Niall. Miałam pewność, że to on.
Ktoś odszedł.
-Czemu ona się tak uśmiecha? - zapytał przerażony ktoś. Nie jestem do końca pewna, ale to chyba był Zayn.
-Bo właśnie osiąga to, czego pragnęła od sierpnia. Umiera - powiedział Niall nadzwyczaj spokojnie. - Tak naprawdę umiera, fizycznie.
Poruszyłam źrenicami. Melanie się chyba uśmiechała, ale kiedy Niall powiedział, że umieram, mina jej zrzedła. I dobrze. To jej wina. Była moim gwoździem do trumny. W sumie byłam jej wdzięczna. To było to, co mnie powstrzymywało. Musiałam zobaczyć, jak ostatnia osoba, którą kocham odchodzi.
-Gdzie ona, kurwa, jest?! - Harry. 
A potem już nie pamiętam, co się stało. Miałam nadzieję, że to śmierć, jednak czułam, że jestem od tego zbyt daleko. Nie zasnęłam z braku krwi, tylko braku sił...
________________________________________________
Spokojnie! Jeszcze nie skończyłam! Jeszcze kilka rozdziałów!
W ogóle to ubóstwiam Melanie i to, że ją wymyślałam! Boże... Gdybym ją olała, to chyba teraz byłoby strasznie nudno, a rozdziałów musiałby być tyle samo.

12 komentarzy:

  1. WOW... Świetne! :)
    Ale nadal nie lubię Melanie. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże kochany, niech ona nie umiera! Nie może! :( A niech ta Żmija idzie do pikła, niech znika. Rudzielec jeden. O co jej chodzi? po jaką cholere chce Lie zniszczyc? I tak Harrego nie będzie miała dla siebie. Ugh... zajebiście piszesz :3 //Nana

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona nie może umrzeć muszą się jeszcze pogodzić i żyć długo i szczęśliwie :-) a tej całej Melanie dalej nie lubię teraz to chyba nawet bardziej niż ostatnio no ale sprawdziło się to że rude to wredne już czekam na kolejny :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :) I muszę się z Tobą zgodzić, że postać Melanie ubarwia akcję opowiadania :) Życzę Ci dużo weny i dużo czasu, bo ja już bym chciała czytać następny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale z niej zimna suka! ale bym jej dała kamieniem w twarz! Co ja mówię! cegłą, a najlepiej milionem cegieł. SUCZ. Nienawidzę suk! oghhhhhhh.! Zajebałabym tą rudą małpe !
    I jeszcze ma czelność kłamać,że Julia chciała się zabić! To okropne! SUKA ! ;(
    Kiedy wszystko się ułoży? ;( Nie mogę już patrzeć jak Juls cierpi ;(
    Zrobisz coś dla mnie? :)
    USUŃ te bański KOCHANIE! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział. Ja cie proszę, niech Julii się nie uda. A ta Melanie to normalnie taka suka, że masakra. Nie lubię jej. Czekam z niecierpliwością na nexta. Pzdr i weny życzę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. next next next next! niech te opowiadanie trwa wiecznie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Niech Julka nie umiera, my czytelniczki nie lubimy smutnych zakończeń :(
    Pierdolony rudzielec, niech dostanie tymi cegłami i niech się smaży w piekle :)
    Do następnego xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. japierdole melanie jest taką suką igh
    ale ogolnie rodzial swietny

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeny kocham cię cudowny ten rozdział już czekam na następny. Ta wredna idiotka mnie wkurza. Najpierw ją kusi żeby się pocieła a potem co krzyczy że Lia che się zabić . Uhh ... Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  11. super rozdział :) ale niech julia nie umiera a harry i melani to najgorsze świnie z tego świata ;/ ciekawe co teraz z nimi wszystkimi będzie? czekam na nexta ;) pzdr ruda :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K