czwartek, 24 lipca 2014

Chapter 14 "Piękna i Bestia"

Otworzyłam oczy. Leżałam na swoim łóżku w tourbusie. Wiedziałam, że to przeżyję, ale sądziłam, że obudzę się w szpitalu. Zaskoczeniem było dla mnie, gdy okazało się inaczej. Z trudem podniosłam się do pozycji siedzącej i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Była tutaj tylko Sophie, która non stop wpatrywała się we mnie z niepokojem, jakby nie wiedziała, co ma zrobić.
-Co się stało? Gdzie są wszyscy? - zapytałam, pocierając obolałą głową.
-Na koncercie. Melanie dziś mnie zastąpiła, więc jesteśmy tu tylko my - powiedziała. - Nie mogę uwierzyć, że naprawdę chciałaś się zabić.
-Nie chciałam - zaoponowałam. - Chciałam sobie tylko ulżyć. To ona mi kazała.
-Ona?
-Melanie - odparłam.
-Co ty opowiadasz?! - była niemal oburzona, że oskarżyłam o to jej kuzynkę.
-Soph, czy kiedykolwiek cię okłamałam? Mówię prawdę. Ona kazała mi sobie ulżyć w ten sposób. Nie chciałam, ale byłam tak rozwalona emocjonalnie, że jej uległam - starałam się mówić przekonująco, aby moja przyjaciółka mi uwierzyła.
-Dlaczego?
-Nie wiem. Mizdrzy się z Harrym. Pewnie chciała się mnie pozbyć - burknęłam.
-Co ty mówisz, Lia... Nie mogę w to uwierzyć...

-Harry się z nią przespał - powiedziałam. Zabolało bardziej, niż kiedy mówiłam to sobie w głowie.
-Co? Niby kiedy?
-Po koncercie w Warszawie - odparłam.
-To jest niemożliwe - kiwała przecząco głową. - Mam delikatny sen odkąd jestem... - zacięła się. - Słyszałam, gdy o czymś rozmawiali, ale nie słyszałam, by to robili.
-Takie są fakty. Harry poznał Julię. Julia okazała się niewłaściwa. Harry poznał Melanie i ułożył sobie z nią życie - podsumowałam.
-Nawet tak nie mów. To ty jesteś jego jedyną - stwierdziła.
-Ale przespał się z inną.
-Nie sądzę, żeby to była prawda - powiedziałam. - Przecież by nas obudzili. Dlatego my z Louisem nawet nie próbujemy tego robić tutaj. No... Ja mu na to nie pozwalam - poprawiła się.
-Zmieńmy temat... Myślałam, że obudzę się w szpitalu...
-Harry zabronił dzwonić. Powiedział, że nie czas na dramy i tym podobne. Powiedział, że będzie z tobą okej. Oczyścił ci rany i w ogóle.
-Cieszę się, że o 23 wracamy do Londynu. Będę miała przynajmniej trzy dni, żeby od niego odpocząć - jęknęłam.
-Ty w to ciągle wierzysz, prawda? - nie dowierzała. Wiem, że może byłam zbyt zraniona, by brać pod uwagę logiczne rozwiązania, ale uważałam, że ona byłaby tak samo nastawiona, kiedy Louis zrobiłby jej taki numer. - Powinnaś z nim porozmawiać.
-Nie bardzo mam ochotę z nim teraz rozmawiać o czymkolwiek - powiedziałam. - Ostatnio, kiedy gadaliśmy normalnie, zerwał ze mną i nie wyjaśnił dlaczego.
-Juls... Znaczy, Lia - poprawiła się. - Spróbuj.
-Nie teraz, teraz jestem wyczerpana.

Witamy sylwester! Żałosne. Kolejny rok powitam samotnie. Nienawidzę sylwestra. Nienawidzę wszytskich świąt, jakie istnieją.
Przechadzałam się po centrum handlowym w Londynie, aby kupić coś odpowiedniego na jakąś imprezę, na którą zamierzałam się wybrać. Musiałam jakoś odreagować. Zwłaszcza, że już drugiego stycznia znów zaczyna się napięty grafik.Chłopacy wydawają płytę, a zaraz potem wracamy do Polski na resztę koncertów. Potem Niemcy, Włochy, Francja, Hiszpania... Zero oddechu.
Wybrałam śliczną błyszczącą sukienkę sięgającą do połowy ud, z rękawem trzy czwarte. Była cholernie droga, ale podczas koncertowania zarobiłam tak dużo, że teraz było mnie na to stać. Zrobiłam się... bogata. W bardzo krótkim czasie. Gdybym teraz obchodziła urodziny z Harrym, mogłabym mu kupić naprawdę świetny pre... Nie. Nie mogę tak myśleć. Harry to zamknięty rozdział. Tak postanowiłam. To już koniec.
-Proszę pani, ktoś już zapłacił za tę sukienkę - powiedziała kobieta, kiedy podałam jej towar do zeskanowania.
-Co? Kto taki? - byłam zaskoczona, a przeczucie już mi mówiło, kto taki.
-Powiedział, że poczeka na panią na zewnątrz - odparła, pakując moją sukienkę w papierową torbę. Zupełnie jak w filmie.
Zabrałam sukienkę i wyszłam ze sklepu. Kogo innego mogłam się spodziewać, jak nie Harry'ego? Uśmiechnął się do mnie, ale szybko na jego twarzy pojawiły się prawdziwe emocje - zdenerwowanie i niepewność.
-Hej - powiedział.
-Przepraszam, z kim mam do czynienia? Chyba się nie znamy - burknęłam i zdecydowałam się go wyminąć, ale poszedł za mną. Miał dłuższe nogi, więc bez problemu dotrzymywał mi kroku.
-Jestem Harry, a ty masz na imię Ładna czy Piękna? - podlizywał się. Zamierzał ciągnąć tę grę, czy po prostu zbierał na kopniaka tam, gdzie go zaboli?
-Jeśli ja jestem Piękna, to ty jesteś Bestia - burknęłam. Nie patrzyłam na niego, ale wiedziałam, że wywrócił oczami.
-Daj sobie coś powiedzieć.
-Powiedz to Podłej Żmii - burknęłam.
-Rozumiem, że to nowe imię Melanie? Świetnie pasuje - przyznał, ale nie byłam pewna, czy naprawdę tak myśli, czy chce mnie uspokoić. Jeśli miałabym być szczera, to to mnie tylko jeszcze bardziej zirytowało. Pomyślałam wtedy, że podlizywanie się nic mu nie da. - Wiesz jaki jest nasz problem?
-Nie ma żadnego naszego problemu, bo nie ma nas, okej? - wściekałam się. Myślałam, że odpuści, ale uparcie szedł koło mnie i nie zwalniał, kiedy ja przyspieszałam.
-Brak komunikacji. Ja boję się coś powiedzieć tobie, przez depre... no wiesz, a ty boisz się powiedzieć cokolwiek mi, żeby mnie nie obciążać - dokończył. - Nie spałem wtedy z Mel.
-Och? Zdrobnienie! Jak słodko! - w mój głos wkradł się sarkazm.
-Z Melanie - poprawił się. - Nie tak, jak ty myślisz. Powiedziałem ci, że po prostu nie mogłem jej pozwolić spać na podłodze.
-Więc pozwoliłeś jej wpakować się do swojego łóżka, kiedy ja spałam obok? - syknęłam.
-Właśnie potaknęłaś, że się znamy - zauważył, ale kiedy zmroziłam go spojrzeniem, wrócił do tematu. - Chciałem sam spać na podłodze, ale ona się uparła i wiesz... uległem. Wiem, brzmi to żałośnie, ale... Nie mam innego wytłumaczenia. Prawda jest moim jedynym ratunkiem.
-Świetnie. Mogłeś mnie przecież obudzić! - krzyknęłam na niego, zastawiając mu drogę sobą.
-Ja... Bałem się... Wiedziałem, że jej nie polubiłaś i nie chciałem jej wpakować do Ciebie, a siebie... to już w ogóle...
-Co ty opowiadasz? Wiesz, że gdybyś mi powiedział, to bym się zgodziła na wszystko!
-Ja wiem, głupio wyszło.
-Głupio? Człowieku, ja się zastanawiałam, dlaczego mi to zrobiłeś! Nie wiesz, co byłabym w stanie dla ciebie zrobić. Przespałabym się z tobą, gdybyś mnie o to poprosił. Gdybyś tylko powiedział, że potrzebujesz się ze mną kochać - wrzeszczałam. Ludzie się nas gapili, ale miałam to gdzieś.
-Nie krzycz, proszę cię. Naprawę nie chcę, żebyś znów była tematem gazet plotkarskich - mówił szeptem. - Zależy mi na tobie. Bardziej niż mocno. Nie zrobiłbym nic, co by cię skrzywdziło. Jak mam ci to udowodnić?
-Chyba za późno. Weź sobie tę sukienkę i daj "Mel" - rzuciłam w niego torebką i zamierzałam odejść, ale złapał mnie za nadgarstek i odwrócił.
-Szaleńczo cię kocham, Julio Lewandowska, mam to wykrzyczeć całemu światu? - zapytał, płynnie wymawiając moje nazwisko. Byłam w szoku. - Wiesz, że mogę to zrobić.
-Ale nie zrobisz, bo ja tego nie chcę - powiedziałam. - Czułabym się fatalnie. W obowiązku do rzeczy, których... nie potrafię.
-Potrafisz - odparł.
-Tylko ty tak sądzisz... - stwierdziłam.
-Wiem to - zapewnił mnie i westchnął. - Chcę ci powiedzieć, co... stało się przed świętami.
-Ja chyba nie mam ochoty już o tym gadać - powiedziałam zmęczona.
-Wiem, ale ja muszę. Nie teraz, bo teraz sam muszę sobie coś kupić. Może wieczorem?
-Jest sylwester.
-Tak, i bardzo chciałbym go spędzić z tobą. Co na to powiesz? - zaproponował. W jego oczach widziałam nadzieję.
-Dobrze - zgodziłam się, wzdychając. - Kiedy i gdzie?
-Podaj nazwę hotelu, w którym się zatrzymałaś. Przyjadę po ciebie o 21 - odparł.
Szybko podała mu dane. Niekoniecznie byłam zadowolona z takiego obrotu sprawy. Nie chodziło o to, że chciałam z nim zakończyć raz na zawsze. Chyba bałam się znów być zraniona. Wierzyłam, że mnie nie zawiedzie kolejny raz, ale mój strach nie chciał mnie opuścić.
-Do zobaczenia. I załóż to - powiedział, podając mi z powrotem torebkę. - Wyglądasz w tym rewelacyjnie. Ale to chyba normalne. Jesteś Piękna, a ja jestem Bestią, która czeka, aż pozwolisz jej się przemienić.
Najpierw Romeo i Julia, a teraz Piękna i Bestia? Co za życie...
Wróciłam do hotelu, gdzie zatrzymałam się na kilka najbliższych dni. Była dopiero szesnasta, więc miałam kupę czasu. Pomyślałam, że powinnam coś zjeść, bo ostatnio nie skończyło się dobrze, kiedy nic nie zjadłam. Właściwie za każdym razem kończyło się to tak samo. Zdecydowałam się zamówić sobie omleta. Włączyłam telewizję, chcąc w ten sposób zaczekać na moją obiado-kolację. Leciał jakiś durnawy serial, gdzie główna bohaterka przeżywała, że chłopak jej nie zauważa. Żałosne.
Po kilku minutach wgapiania się w ekran, ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Do środka od razy wszedł kelner z tym śmiesznym wózkiem, na którym wozi się jedzenie w hotelach. Miał na nim mnóstwo żarcia.
-Zamówienie na nazwisko... White? - zapytał, aby się upewnić.
-Tak - potwierdziłam, a on podał mi talerz, na którym przyklejona była karteczka z moim chwilowym nazwiskiem. Podałam takie tylko dlatego, żeby łatwiej było obsłudze.
Podziękowałam, a następnie kelner wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Usiadłam przy stole kolosalnych rozmiarów i zaczęłam jeść swój posiłek. Omlety były kompletnie bez smaku. Nie mówię, że były niedobre. Od jakiegoś czasu chyba przestałam odczuwać, co jak smakuje. Nie mam pojęcia dlaczego. Po prostu wszystko było bez smaku. Jak woda.
Kiedy zmęczyłam omlet, poszłam do łazienki, aby porządnie się umyć. Siedziałam ponad dwie godziny w łazience, ponieważ w wannie czytałam książkę. Ruszyłam się dopiero po przeczytaniu pięciu rozdziałów.
Założyłam na siebie szlafrok, a potem zajęłam się włosami. Wysuszyłam je i skręciłam.
Nagle spojrzałam na wagę, ustawioną w kącie. Bałam się zważyć, bo wiedziałam, że liczba będzie kolosalnie mała. Przełknęłam ślinę i zdjęłam szlafrok, żeby waga nie była niczym naruszana. Ustałam na szklanym urządzeniu. Kilka sekund później już wiedziałam ile ważę. Trzydzieści dziewięć kilo przy wzroście 172 na pewno nie wróży nic dobrego. Musiałam jednak wyrzucić z siebie te dwie liczby i zacząć się ubierać. Wskoczyłam w nową sukienkę, a następnie, już w pokoju, zaczęłam robić sobie delikatny makijaż. Szminka, błyszczyk, eyeliner, tusz i róż na policzki.
Chwilę zastanawiałam się, czy założyć rajstopy. Zdecydowałam się na cienkie cieliste. Wiedziałam, że i tak zmarznę, ale był sylwester. W Londynie. Tutaj trzeba wyglądać, a nie się czuć.
Włożyłam wysokie szpilki, w których śmiało mogłam dorównywać wzrostem do Harry'ego. Zerknęłam na zegarek. Była dopiero dwudziesta, więc miałam jeszcze godzinę.
Pomalowałam paznokcie na brokatowy biały, żeby zająć resztę czasu. Jeszcze chwilę się nudziłam, zanim usłyszałam pukanie do drzwi.
Ruszyłam, starając się nie zabić na kolosalnie wysokich szpilkach. Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazał się Harry. W ręku trzymał różę i jakieś nieduże pudełeczko. Wiedziałam jednak, że w środku nie ma biżuterii. Na to było za dużo. Więc co to?
-Cześć. Świetnie wyglądasz - powiedział, skanując mnie od góry do dołu, a następnie podał mi kwiat. Nie lubię róż.
-Dzięki.
-Więc... Wolałabyś porozmawiać tutaj, czy chcesz wyjść? Rezerwację w restauracji mamy dopiero za godzinę - wyjaśnił.
-Wejdź - zaprosiłam go.
Wszedł do środka i rozejrzał się po hotelu. Chyba pierwszy raz dorównywałam mu z klasą. Jestem pewna, że gdyby wynajmował hotel, ten mógłby być jedną z opcji do rozpatrzenia. Pięciogwiazdkowy, ze spa i własnym basenem.
-Wow, nigdy nie myślałem, że spotkam cię w czymś takim z własnej woli - powiedział.
-Dlaczego?
-Nigdy nie wydawałaś się zachwycona moim domem. Może rozmiarem, ale raczej nie bogactwem - zauważył. Dobry jest.
-Nie lubię przepychu - powiedziałam.
-Więc dlaczego jesteś tutaj? - dociekał.
-Właściwie to pierwszy lepszy hotel, który mijałam taksówką - wytłumaczyłam. - Poza tym, teraz muszę pokazywać "klasę" - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
-Cena popularności - powiedział i podszedł do skórzanej kanapy. Usiadł na niej, nie czekając aż go o to poproszę. Zajęłam miejsce na drugiej, na przeciwko niego. - To dla ciebie - oznajmił mi, podając pudełko. - Prezent gwiazdkowy.
-Ale... Nie mam nic dla ciebie - powiedziałam.
-To nic takiego. Nie martw się.
Westchnęłam i wzięłam pudełko, opakowane czerwonym papierem. Spojrzałam na niego, a on ledwo zauważalnie się uśmiechnął. Rozdarłam papier i otworzyłam pudło. Farby, chyba jedne z najlepszych, z jakimi miałam do czynienia. Chyba... Chyba miałam takie same na wakacjach nad oceanem dwa i pół roku temu. Do tego zestaw pędzli i jakaś koperta. Wzięłam ją i otworzyłam. W środku były dwa bilety do muzeum sztuki nowoczesnej.
-Pomyślałem, że moglibyśmy pójść tam razem. Chciałbym ci coś pokazać - powiedział.
-Chyba rzuciłam malarstwo - odparłam.
-Wcale nie, tylko musisz się znów wkręcić - zaoponował.
-Dobrze, zastanowię się. Lepiej mi powiedz, co się stało po weselu - dlaczego teraz chciałam to wiedzieć?
Westchnął. Czułam, że się waha. Oprał łokcie na kolanach, a następnie schował twarz w dłoniach. Nie zamierzałam go pospieszać, bo sama bałam się tego, co mogę usłyszeć. Skoro on był tym tak bardzo zdenerwowany, to co ja powiem?
-Byliśmy pijani. Różnica jest tylko taka, że ja pamiętam, a ty nie - powiedział.
-Nie rozumiem - odparłam szczerze.
-Zrobiłem ci coś strasznego. Panowałem nad sytuacją i nie powstrzymałem biegu wydarzeń - ciągnął, ale ja wciąż nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Mrugnęłam kilkakrotnie zdezorientowana.
-Powiedz mi. Już - poprosiłam szeptem.
-Tamtej nocy... My to zrobiliśmy... Wiesz co... - nie skończył. Zerknął na mnie.
Teraz to ja oparłam łokcie na kolanach, a usta schowałam w dłoniach. Wpatrywałam się jego zielone oczy. Nie mogłam uwierzyć, że to się wydarzyło, ale chyba nie byłam tak bardzo przestraszona, jak powinnam być. Zaskakujące.
-Myślałam, że to mi się śniło - powiedziałam.
-Ale to nie wszystko... Ty... Możesz być w ciąży... My... Nie zabezpieczyłem się wtedy...
-O to się nie martwię - odparłam, kiwając głową.
-Więc... Byłabyś gotowa po Anne na...
-Nie - przerwała mu. - Tu chodzi o coś innego, Harry.
-Więc o co?
-Jestem bezpłodna - powiedziałam i zrobiło mi się ciut lżej, kiedy mu to powiedziałam.
 __________________________________________________________________
Jeszcze... momencik... Jeszcze około 6 rozdziałów do końca. Gotowi na odliczanie? :)
Zapraszam na imagina o Zaynie :)

13 komentarzy:

  1. Tylko 6 rozdziałów do końca ? :c Jak ja przeżyje bez tak wspaniałego opowiadania ? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. jak to?? już niedługo będzie koniec tego opowiadania? czy oni będą razem? czemu jest bezpłodna? szkoda jej bo po Anne powinna mieć jakieś swoje dziecko ;/ super rozdział ;) pzdr ruda :D

    OdpowiedzUsuń
  3. POWIEDZ ŻE BĘDZIE DRUGA CZĘŚĆ, PROSZEEEEEE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałam zauważyć, że to już trzecia część XD Niestety - po niej nie będzie kolejnej

      Usuń
  4. Świetny rozdział. Czekam z niecierpliwością na nexta. Pzdr i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko 6 rozdziałów ale jak to :-( szkoda no ale nic rozdział świetny jak zwykle :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku . Świetny . Szkoda mi jej . Fjanie by bylo jakby jednak byla w ciazy .

    OdpowiedzUsuń
  7. Chcemy następnej części :c

    OdpowiedzUsuń
  8. Jego reakcja...jaka? Nie powinien być zły. No ale chyba nie wyjdzie teraz. Tak po prostu. Zrozumie, nie?
    6 rozdziałów do końca...no to załamka ;c

    OdpowiedzUsuń
  9. Zostałaś nominowana do Liebster Award :)
    Szczegóły znajdziesz tutaj http://you-are-fire-starting-in-my-heart.blogspot.com/2014/08/liebster-award-2.html :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K