piątek, 8 sierpnia 2014

Chapter 15 "Inne Dzisiaj"

-Od kiedy o tym wiesz? - zapytał, a ja czułam, że właśnie go załamałam. Właśnie w duchu opadły mu ręce. Chyba stało się najgorsze z możliwych rzeczy, które jeszcze zostały.
-Jakoś od październik - odparłam półszeptem.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-W ogóle nie mówiłam. A potem się nie zebrało. Sama nie chciałam o tym myśleć - wyjaśniłam.
-Byłaś u ginekologa? Jesteś pewna, że jesteś bezpłodna?
-Nie byłam, ale jestem. Nie miałam miesiączki od trzech miesięcy. Właściwie czterech. Nie mogę mieć dzieci, Harry - odparłam. - Zresztą to nieistotne. Nie chcę ich mieć. Mam Anne.
-Zostawmy ten temat. Mamy sylwester. Porozmawiamy później.
~*~
Zabrał ją na kolację do niewielkiej knajpki przy Tamizie. Zjedli pizzę na pół. Było trochę jak dwa i pół roku temu nad oceanem. On starał się nie myśleć o wyznaniu Julii. Chciał ją ze wszystkich sił rozbawić, bo tylko na tym mu zależało. Żeby widzieć ją uśmiechniętą. Nie śmiała się od tak długiego czasu. Pewnie od pamiętnego grudnia, bo w ostatnie lato to były tylko przebłyski.
Opowiadał jej żarty, ale robił to nieumiejętnie, ponieważ spalał większość kawałów. Zazdrościł Louisowi, że nie był pod tym względem tak samo uzdolniony. W końcu udało mu się opowiedzieć jeden żart dobrze. Julia uśmiechnęła się, ale nie wiadomo, czy z rozbawienia, czy z grzeczności.
Julia opowiedziała Harry'emu kilka historii o Anne, starając się jednocześnie nie rozpłakać. Jej dłoń leżała na stole, więc chłopak położył na niej swoją w geście wsparcia. Dziewczyna wyciągnęła swoją rękę pod pretekstem napicia się soku pomarańczowego. Harry starał się udawać, że nie zrobiło to na nim wrażenia, ale poczuł znajome ukucie w sercu. Odrzucenie. Bał się, że mimo sylwestra, nic nie będzie już takie samo, jak przed zerwaniem. I wtedy nie było dobrze, ale lepiej niż teraz.
Kiedy skończyli pizzę i sok, zdecydowali się wybrać na pokaz  fajerwerk. Julia od zawsze marzyła by na żywo zobaczyć błyszczące londyńskie ogniki. 
Harry spróbował jeszcze raz wziąć Julię za rękę. Bał się, że znowu mu ją wyrwie, ale nie zniósłby, gdyby nie spróbował. Dziewczyna spięła się lekko. Z bólem zaakceptowała fakt, że chodzi tutaj o żal za sytuację z Melanie. To wciąż nie zostało wyjaśnione, ale on próbował się do niej zbliżyć w ten fizyczny sposób, którego powinna się bać, ale nie czuła lęku. Dziwne, prawda?
Rozpoczął się pokaz. Julia była zachwycona. Starała się nie zwracać uwagi na to, że sztuczne ognie przypominają jej o najgorszej nocy w jej życiu. Harry widział dziwne zachowanie dziewczyny. Wiedział, o co chodzi. Zwłaszcza, że czuł, iż Julia próbuje wyrwać swoja dłoń z jego uścisku. Nie miał pojęcia w jaki sposób sprawić, żeby kojarzyła fajerwerki inaczej. Puścił jej dłoń, ale zaraz szybko chwycił nadgarstek, żeby dziewczyna nie mogła uciec. Odwrócił ją tak, że ich klatki piersiowe się zderzyły. 
-I love you - wyszeptał, a potem ją pocałował.
Julia nie czuła się źle. Poddała się Harry'emu i pragnieniu, że od dawna chciała to zrobić, tylko się bała. Gdzie strach podział się dziś? W ogóle go nie czuła. Co tam nawet! Nie pamiętała o jego istnieniu, kiedy ciepłe i mokre wargi Harry'ego łączyły się z jej.
~*~
Wróciliśmy do mnie do hotelu około trzeciej nad ranem. Byliśmy lekko wstawieni. 
Otworzyłam drzwi swojego pokoju i weszliśmy do środka. Chłopak zamknął za nami wejście i niemal natychmiast przyparł mnie do drewna. Jego usta zaczęła błądzić po mojej szczęce. Z początku byłam nie do końca świadoma, że to gra wstępna do... Dopiero po chwili odsunęłam od siebie Harry'ego.
-Przestań - powiedziałam. 
Natychmiast przywołał się do porządku i odsunął ode mnie. 
-Skończyliśmy ze sobą. Dzisiaj było inne, ale nic nie zmienia. Ja... Nie potrafię zapomnieć tego, co mi zrobiłeś. I nie chodzi nawet o Melanie. Obiecałeś, że mnie nie zostawisz. Kłamałeś. Odszedłeś, kiedy tylko natrafiła się większa przeszkoda - opowiedziałam to, co leżało mi na sercu. Czułam wzbierające się łzy w kącikach oczu.
-Wiem, ale... Zrobiłem to z miłości do ciebie... - głupio mówił. Ciekawe z jakiego filmu to wyłapał, bo brzmiało tandetnie.
-Nie, Harry. Zrobiłeś to, ponieważ bałeś się mi powiedzieć. Bałeś się reakcji... Na dodatek to z Melanie... Nie wiem, czy potrafię ci znowu zaufać. Zawiodłeś mnie - powiedziałam, czując jak wokół mojego serca rośnie kamień, jednocześnie obciążając rytm jego bicia. - "Kończy się zaufanie, kończy się związek". To twoje słowa, pamiętasz?
-Skąd je znasz? Nigdy nie powiedziałem ich do ciebie - był naprawdę zaskoczony. I chyba go to zabolało. Użyłam przeciwko niemu jego własnych słów.
-Internet powie wszystko. Nie zapominaj o tym. Do zobaczenia drugiego stycznia - powiedziałam i otworzyłam drzwi, żeby chłopak mógł opuścić moje obecne miejsce zamieszkania.
Wiem, że go złamałam, ale nie mogłam postąpić inaczej. Zawiódł mnie. Dwa razy zawiódł moje zaufanie. To nie znaczy, że przestałam go kochać, ale jakoś... Nie potrafiłam z nim być. Musiałabym żyć w wiecznej obawie, że znów nie dotrzyma słowa. To byłoby o wiele gorsze, niż to, co czułam teraz. Nie mówię, że nigdy nie będziemy razem, ale na pewno nie teraz.
Wyszedł, a ja zamknęłam za nim drzwi. Płakałam całą noc i cały dzień. Było mi tak źle. Chciałam do niego pobiec i powiedzieć, że wszystko ma wybaczone, ale wiedziałam, że musiałabym skłamać. 
Bałam się końca nas i w końcu on nastąpił. Możliwe, że na zawsze, tak jak postanowiłam przed naszym spotkaniem.
Wieczorem zadzwonił mój telefon. Kasia. Odebrałam.
-Halo? - starłam się ukryć fakt, iż płaczę.
-Hej, jestem w Londynie. Masz ochotę się spotkać? - zapytała.
-Nie jesteś z Zaynem? - syknęłam złośliwie. Możliwe, że nie powinnam była się tak na nią wkurzać, ale miałam naprawdę dupny nastrój, a ona była pierwszą osobą, która mi się napatoczyła, więc wyżyłam się na niej.
-Zayn ci powiedział?
-Zgaduj dalej, to może dowiem się, ile osób oprócz mnie wiedziało - burczałam. Głos mi się łamał. Byłam pewna, że Kasia się połapie, jaki mam nastrój.
-Wybacz, że cie nie powiedziałam. Ostatnimi czasy byłaś dość... nieobecna. Nie chciałam cię denerwować - powiedziała.
-Dobra z ciebie przyjaciółka - wysyczałam.
-Julia, czy ty płaczesz? - zapytała. - Coś się stało? To przeze mnie? Gdzie jesteś? U Harry'ego?
-Nie. Nie jestem już z Harrym, a on od dziś jest osobą, której imienia nie wolno wymawiać - prawie krzyczałam do słuchawki, zanosząc się szlochem. 
-Wyślij mi adres sms'em. Już do ciebie jadę.
Rozłączyła się. Nie dała mi szansy powiedzieć, że nie mam dziś ochoty na jej towarzystwo. Nie wysłałam jej smsem adresu. Wyłączyłam komórkę i stwierdziłam, że potrzebuję przy sobie Sophie. Musiałam do niej pojechać. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Tyle, że zupełnie zapomniałam, iż mieszka ona w domu Louisa, który przecież jest tam razem z nią.
Kiedy zadzwoniłam dzwonkiem, właśnie Louis otworzył mi drzwi. Kiedy zobaczył mnie w takim stanie - całą zapłakaną i przemarznięta, natychmiast objął mnie ramieniem i zaczął prowadzić do środka domu.
-Jest Sophie? - zapytałam.
-Poszła do sklepu. Będzie za jakieś pół godziny. Co się stało? - zapytał, sadzając mnie na kanapie w swoim salonie.
-Ja i Harry... - łkałam. - Zakończyłam to...
-Chodzi o to z Melanie? - domyślał się. - On naprawdę nie robił z nią tego, co myślisz - starał się mnie pocieszyć.
-Nie... On... Nie potrafię mu już zaufać. Zostawił mnie. Nie powiedział czemu.... A potem ta zdzira... - mówiłam przez łzy. Mój głos łamał się, co drugie słowo.
-No już... Nie płacz - wyszeptał. Usiadł koło mnie i przytulił mnie do siebie. Wtuliłam się w niego i płakałam mocząc jego pasiastą koszulkę. - Wszystko będzie dobrze. Przecież kłócicie się non stop i zawsze kończy się to tak samo.
Louis miał rację. Nawet dwa lata temu cięgle się rozstawaliśmy, a potem godziliśmy. Mieliśmy wzloty i upadki, ale zawsze lądowaliśmy razem. Tylko, że tym razem było inaczej. Ja... Zranił mnie jak nigdy dotąd. Wiem, że ja jego też wielokrotnie zraniłam, ale on pozbawił mnie zaufania względem siebie. Złamał obietnicę, a potem... Melanie. Nawet jeśli do niczego nie doszło... Nie powinien robić czegoś takiego, kiedy nasz związek wyglądał tak, a nie inaczej. Moje zaufanie wisiało na włosku i nagle on go przerwał.
-Lou... Jestem beznadziejna - jęczałam. -I taka... słaba...
-Shhh... Wcale nie. Zobacz, jak daleko już zaszłaś. Dzięki tobie znów jesteśmy na topie. Zapomniałaś o swojej depresji, żeby nam pomóc. Ale każdy ma gorsze dni.
-Czemu ja mam je cały czas? - żaliłam się. Wiedziałam, jak żałosne jest moje zachowanie, ale nie potrafiłam inaczej.
-Żebyś potem miała już tylko dobre - pocieszał mnie i wtedy usłyszałam czyjeś kroki.
Kątem oka dostrzegłam Sophie, stojącą w wejściu. Kiedy dostrzegła tę dramatyczną scenę w pokoju, szybko do mnie podbiegła i mocno mnie przytuliła.

Brzdąkałam na gitarze Louisa, kiedy on i Sophie jeszcze spali. Zostałam u nich na noc. Nie pozwolili mi wrócić do hotelu w takim stanie.
-Another you, another me, another now - nuciłam własną piosenkę.
-Co to za piosenka? - zapytała mnie Sophie, która właśnie weszła do mojego pokoju. Widocznie usłyszała jak gram.
-To... Coś mojego. Napisałam to w Boże Narodzenie. Jest o Harrym... Ale nie chcę tego grać - wyjaśniłam.
-Och proszę, daj się namówić. Tylko dla mnie. Proszę. Zagraj to.
-Soph...
-Brzmiało naprawdę świetnie. Proszę - nie mogłam dłużej odmawiać. Zawsze ulegałam.
-Dobrze.
Zaczęłam grać pierwsze chwyty, a potem z mojego gardła wydobył się cichy śpiew. Piosenka była bardzo delikatna, więc nie mogłam śpiewać zbyt głośno. Nawet nie miałam na to siły.
Sophie słuchała mnie w skupieniu, jakby zastanawiała się nad sensem słów, które połączyłam w tekst piosenki.
Śpiewałam, mimo że ta jednoosobowa publiczność wprawiała mnie w krępację. Kiedy skończyłam, Sophie zaczęła delikatnie klaskać.
-To jest naprawdę genialne - powiedziała. - I serio dobrze to śpiewasz. Nie myślałam, że masz taki talent.
-Nie potrafię śpiewać. Po prostu dopasowałam tę piosenkę do siebie - wyjaśniłam.
-I właśnie o to chodzi. Masz talent. Nie do każdej piosenki, ale masz!
-Nie, Soph. I nie proś mnie więcej, żebym zaśpiewała cokolwiek - poprosiłam. - Muszę się już zbierać. Zaraz idziemy do studia nagrań. Louis już wyszedł?
-Tak, czeka na ciebie na dole. Miałam ci powiedzieć. Obiecaj mi, że przemyślisz coś z tą piosenką - poprosiła.
-Nie. Nie zamierzam nikomu na świecie pokazywać swojego żalu o rozpad tego związku. Poza tym, dużo tej piosence brakuje do nazwania jej dobrą - powiedziałam i wyszłam, nie dając jej możliwości zaprotestowania.
Założyłam swoje kozaczki, po czym naciągnęłam płaszcz zimowy. Opuściłam dom, po czym skierowałam się do auta, stojącego na podjeździe, gdzie czekał na mnie Louis. Bez słowa ruszyliśmy sprzed budynku i pojechaliśmy do studia.

Harry i ja nie odzywaliśmy się do siebie. Nawet na siebie nie patrzyliśmy. Jakbyśmy nie istnieli dla siebie. Liczyła się tylko praca i to, żeby nagrać piosenkę, bo już czwartego wracaliśmy do polski na koncertowanie.
-Jeszcze raz. Co to ma być?! Harry, przyłóż się! - strofował go gość, który zajmował się nagraniami.
-Staram się - powiedział.
-Kiepsko ci idzie.
-Mam zły dzień.
-Gówno mnie to obchodzi. Trochę profesjonalizmu! Szóstego wychodzi do sklepów płyta. Nie ma czasu na wygłupy. Jeszcze raz, ale tym razem z większą werwą - krzyczał na niego. Ja jednak nie zwracałam na to większej uwagi. Doprowadziłoby mnie to do szaleństwa.
-Masz ochotę na lekcję klawiszy? - zapytał Liam, który znikąd pojawił się koło mnie.
Podniosłam na niego wzrok. Uśmiechał się i wydawał bardzo życzliwy. Aż nazbyt. Albo Louis mu powiedział, w jakim zastał mnie stanie, albo sam się domyślił. Może chciał mi poprawić humor. Byłam mu wdzięczna, ale...
-Mam dużo pracy - powiedziałam. - Łatwię wam kolejne koncerty. Australię już skończyłam, teraz Ameryka. Totalna porażka. Cher Lloyd ma koncerty w tym samym czasie i muszę robić tak, żeby ją omijać, bo inaczej musielibyście być jednocześnie na scenie - wyjaśniłam.
-Rozumiem. A... Wszystko w porządku? Wyglądasz marnie.
-Dzięki - starałam się wlać trochę humoru do naszej rozmowy. - Wszystko okej. Po prostu jestem zmęczona.
-Okej. Jakbyś miała jakiś problem, to jestem do dyspozycji - powiedział.
-Dzięki, ale nie potrzebuję na razie pomocy - podziękowałam.
I wtem drzwi do studia się otworzyły, a naszym oczom ukazała się przemoknięta Podła Żmija.
-Przepraszam za spóźnienie. Straszne korki.
Och, musiała sobie zrobić wejście. Jakże by inaczej! Przecież wszyscy musimy pamiętać o jej osobie! Wywróciłam oczami, kiedy niezdarnie kroczyła w stronę Harry'ego. Na szczęście on znajdował się w pomieszczeniu dźwiękoszczelnym za szybą, więc nie mogła do niego podejść.
-Niepotrzebnie przyszłaś. Zostałaś zwolniona - powiedziałam. - Dyscyplinarnie. Wypowiedzenie prześlę ci pocztą.
-Co?! Nie możesz! To... Pozwę cię do sądu!
-Spóźniłaś się do pracy dwie godziny, na dodatek podczas ostatniego koncertu wprowadziłaś wielkie zamieszanie, przez co chłopcy mogliby zawalić koncert. Nie dopilnowałaś wszystkiego, a to jest twój obowiązek, kiedy ja jestem niedyspozycyjna. Ponadto, moje słowo jest przeciwko twojemu słowu. Ja również mogę cię pozwać, wiesz za co. Nie zrobię tego, ponieważ mam nadzieję więcej cię nie spotkać. Więc z łaski swojej, usuń się już stąd. Znasz powód zwolnienia, więc nie jesteś potrzebna. Do zobaczenia nigdy - starałam się mówić najbardziej biznesowo, jak tylko mogłam. Nie chciałam jej pokazać, że zwalniam ją bardziej z prywatnych powodów.
Zmierzyła mnie groźnym spojrzeniem, ale widząc, że pozostałam niewzruszona, poddała się i wyszła. Wszyscy wpatrywali się we mnie ze zdumieniem. Postanowiłam nie zwracać na nich uwagi i wróciłam do pracy.
Jeśli chodzi o to zamieszanie... Podła Żmija nie dopilnowała, aby wszystko zostało podłączone. Kiedy chłopcy weszli na scenę, zagrała muzyka, a mikrofony nie. Zupełnie zapomniała, żeby je włączyć, co należało do jej obowiązków. Jedyna rzecz związana z elektrycznością, którą musiała się zająć. Zawaliła.
Po kilku minutach dostrzegłam, że nadal nikt nic nie robi.
-No co jest? Do roboty! - popędziłam ich.
-Myślałem, że nie będziesz w stanie... Eee... Nie wydajesz się na zbyt odważną - powiedział Louis. - To przez Ha...? - przerwałam mu.
-Nie, nie chodzi o przyczyny prywatne. Pod... - zacięłam się, żeby jej nie przezwać. - Melanie - poprawiłam się - nie była zbyt pomocna, więc nie potrzebuję jej - wyjaśniłam. - Wystawiłam w internecie ogłoszenie. Jutro wybiorę nową asystentkę.

-Maggie, mogłabyś spróbować ponownie zadzwonić do chłopaków - poprosiłam swoją nową asystentkę.
-Dzwoniłam trzy minuty temu - przypomniała mi.
-Tak, wiem... Strasznie się denerwuję. Koncert powinien się zacząć dwadzieścia minut temu - kręciłam się nerwowo w kółko.
-Spokojnie, Lia - odezwała się Sophie.
-Przypomnij mi, czemu oni przylecieli późniejszym lotem? Czemu ja się w ogóle zgodziłam na to?!
-Lia, chcieli się spotkać z rodzinami. Niedługo będą. Spokojnie - pocieszała mnie.
-Fani się niecierpliwią - powiedziała Maggie, która wychyliła się na moment za kurtynę. - Przydałby się support.
-Nie głupi pomysł - stwierdziła Sophie.
-Tyle, że nie mamy supportu - zauważyłam.
-Mamy ciebie - przypomniała mi.
-Nawet o tym nie myśl! - warknęłam na nią.
Nim zdążyłam zareagować, Sophie chwyciła mikrofon Louisa i weszła na scenę.
-Dzień dobry wszystkim! - przywitała się. - Chłopcy się spóźniają, więc Julia zaśpiewa wam swoją piosenkę na rozgrzewkę!
Wróciła po mnie. Złapała mnie za nadgarstek i zaczęła ciągnąc na scenę. Szarpałam się, ale ustąpiłam, kiedy przypomniałam sobie, że przecież gapią się na nas ludzie. Soph wciągnęła mnie na scenę i podała mi gitarę.
-Hej... E... Ja... Um... - zaczęłam się jąkać do podsuniętego przez Sophie mikrofonu. Mówiłam po polsku. Odczuwałam jednak, że mówię dosyć dziwnie. Z jakimś poplątanym akcentem. Na przemian angielskim i polskim. - Chciałabym - polski - dla was - angielski - zaśpiewać.
Sophie spojrzała na mnie i uśmiechnęła się pokrzepiająco.
-Piosenka nazywa się "Inne dzisiaj". Jest o moich uczuciach. Nie bierzcie jej zbyt poważnie. Nigdy więcej pewnie jej nie zaśpiewam - powiedziałam i zaczęłam grać.
Zaczęłam nieśmiało, jednak z każdą chwilą szło mi coraz odważniej. Kiedy skończyłam, tłum zawrzał. Klaskali mi, ale miałam wrażenie, że nieszczerze. Wiedziałam, że pięciokrotnie w mój głos wkradł się fałsz.
Zeszłam ze sceny i spojrzałam na Maggie. Była niewyraźna. Pokrywały ją ciemne plamy, które z każdą chwilą stawały się coraz większe. Dostrzegłam chłopaków i właśnie w tym momencie zemdlałam.

7 komentarzy:

  1. suuper <3 I love this ! I love you ! Niech Harry będzie z Julą :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny :D Lie znowu zemdlała ;( Harry musi się postarać i wrucić do niej :*
    Całuski i dużo weny w pisaniu :D
    Czekam na next :D xD
    @Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh Lie .... Harry i ona musząbyć razem. Cudowny rozdział. Czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny. Kocham to ff. Szkoda,ze Hazza i Lie sie rozstali :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Chce juli i harrego znowu razem <33 on serio ja tak kocha..zal mi go.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten rozdział jest piękny! <3 OMG! Jejku!<3 A czy ja chcę Julię i Harry'ego razem? Nie wiem ;/

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny rozdział :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K