poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Chapter 16 "Wyniszczenie"

Szósty dzień. Siódmy, jeśli liczyć te kilka godzin dnia, w którym zemdlałam. Tyle czasu jestem w szpitalu. Lekarze faszerują mnie lekami, ale kiedy tylko poczuję się lepiej, będą musieli mnie wypisać. A wtedy mój stan znów się pogorszy. Słyszałam jak doktor rozmawiał z pielęgniarką. Jeśli nie zastosuję się do zaleceń, nie podejmę rehabilitacji i nie zacznę normalnie jeść, umrę za jakieś trzy tygodnie. Maksymalnie cztery. Jakoś nie potrafiłam się tym przejmować. Śmierć to... Śmierć. Nie czuję lęku przed nią. Umarłam już tysiące razy i nie boję się kolejnej śmierci. Mam wrażenie, że to nic nie zmieni. A jeśli już, to na lepsze. Spotkam w końcu Anne. Moją kochaną Anne. Uświadomiłam sobie, że właściwie chcę umrzeć. Wprowadziłam zespół na właściwą drogę, wypełniłam swoją życiową misję. Nic tu po mnie.
Bo na pewno nie zamierzam poddać się żadnym rehabilitacjom. To wszystko nie jest tego warte.
Harry próbował mnie przekonać do tego, abym zaczęła się leczyć, ale ja go tylko uspakajałam, że wszystko będzie dobrze, po czym odprawiałam, wymawiając się zmęczeniem.
Psycholog przychodził do mnie codziennie o szesnastej, ale ja nie rozmawiałam z nim. Nie chciałam, aby mnie przekonywał do czegoś, co nie byłoby zgodne z moim pragnieniem.


-Julia... Ty musisz... Ja... Ja nie wiem, co bez ciebie zrobię - kolejny dzień słuchałam próśb Harry'ego. Widziałam łzy w jego oczach, ale nie mogłam reagować. Musiałam choć raz być egoistką.
-Wszystko będzie dobrze Harry. Znajdziesz kogoś... Pokochasz ją i... Będziecie razem szczęśliwi. Szczęśliwsi niż my kiedykolwiek byśmy byli.
-Nie, wcale nie! - krzyczał. - Nie mów tak. Kocham tylko ciebie... Boże... Lia... Wybacz mi... Wybacz mi to wszystko. To, że z tobą zerwałem, bo stchórzyłem, to, że sprawiłem, że czułaś się zazdrosna przez Melanie... Ja... Ja nigdy bym cię umyślnie nie skrzywdził. W żaden sposób - mówił do mnie.
-W porządku Harry. Wybaczam ci - powiedziałam to szczerze. Przed śmiercią chciałam zamknąć za sobą wszystkie sprawy. Kochałam Harry'ego. Nie chciałam, żeby męczył się o tę sytuację przez resztę życia. Moją ostatnią wolą było przebaczenie wszystkim tym, którzy mnie skrzywdzili.
Każdej nocy wieczorem modliłam się do Boga, aby przekazał rozgrzeszenie Wal i Michałowi. Modliłam się, żeby dotarło do nich to, że kocham ich mimo wszystko. Modliłam się też o Nialla i to by wybaczył kiedyś mnie. Modliłam się o Zayna i jego szczęśliwe życie u boku Kasi. Modliłam się, żeby moje wybaczeni dotarło też do niej, jeśli nie dane będzie mi powiedzieć jej tego osobiście.
-Opowiem ci bajkę, Harry, dobrze? - poprosiłam go.
-Czy będzie miała szczęśliwe zakończenie?
-Tak - odparłam, po czym zaczęłam historię. - Pewna mała dziewczynka marzyła o ratunku przed życiem. Wiele osób jej pomagało, jednak bezskutecznie. Dziewczynka znalazła w końcu rozwiązanie, jednak bardzo radykalne. Chciała odejść do innych światów. Kiedy to zrobiła, była bardzo szczęśliwa. Czuwała nad tymi, których kochała za życia i pilnowała, żeby im się dobrze wiodło. Wszyscy byli szczęśliwi.
-Nie jesteś małą dziewczynką - powiedział.
-Obawiam się, że na poziomie emocjonalnym jestem. Dlatego nie daję rady z bieżącym życiem. Tak będzie najlepiej, Harry. Dla wszystkich.
-Nie! - wrzasnął, po czym ze wszystkich sił uderzył w stolik nocny. - Proszę cię, Julia... Możesz... Możesz wyjść z tej anoreksji...
-To nie jest choroba, Harry. To przeznaczenie. To mój lek na szczęście - pocieszałam go. - Czy nie chcesz właśnie tego? Mojego szczęścia?
-Chcę, ale nie w ten sposób - błagał mnie. Harry dosłownie klęknął przede mną i złożył dłonie jak do pacierza. - Błagam cię... Nie umieraj... Co mogę zrobić, żebyś zmieniła zdanie? - pytał, zaczynając szlochać. Dawno nie widziałam go aż tak smutnego. - Będę w zespole, jak sobie życzyłaś. Ja... Wyjdę za ciebie. Chcesz tego prawda? Każda dziewczyna marzy o ślubie! Proszę... Ja... Weźmiemy ślub, jaki tylko chcesz... A jeśli nie chcesz... Możemy uciec gdzieś... Gdzieś gdzie nie będzie nikogo... Nie będziesz się musiała niczym martwić... Tylko nie umieraj... Proszę... Zrobię wszystko.
Westchnęłam.
-Jestem już zmęczona, Harry. Chciałam bym się położyć - chciałam, żeby wyszedł. Nie mogłam dłużej patrzeć na niego w takim stanie. W końcu go kochałam. Ale nic nie było w stanie zmienić mojej decyzji.
-Mogę tu z tobą zostać? Proszę. Chcę popatrzeć na ciebie... - błagał.
-Dobrze - zgodziłam się, po czym ułożyłam się do snu.

Obudziła się w środku nocy. Miałam strasznie delikatny sen, więc obudziło mnie szemranie. Otworzyłam powieki i pierwsze, co dostrzegłam to Harry, który spał z głową na moich okrytych kolanach. Kołdra była cała przesiąknięta jego łzami i śliną, która wydobywała się z jego otwartych ust. Potem zwróciłam wzrok ku wejściu, skąd wydobywały się hałasy. Do mojego pokoju wwieziono dziewczynę. Drobną, małą i chyba jeszcze chudszą niż ja. Wyglądała, jakby nie jadła co najmniej od dwóch lat. Była przytomna, ale oczy miała pół przymknięte i wydawało się, że nie może ich bardziej otworzyć. Ludzie mogli by pomylić ją z trupem, zwłaszcza, że była mocno blada.
-Hej - powiedziała do mnie i wymusiła uśmiech.
-Hej - odparłam.
-Umierasz? - zapytała, jak gdyby nigdy nic.
-Tak - rzekłam.
-Ja też - przyznała.
Zapadła cisza. Wydawało się, że czekamy, aż lekarze, którzy przywieźli dziewczynę, opuszczą pokój.
-Dlaczego? - zapytała.
-Ponieważ chcę - powiedziałam.
-A ja nie.
-Więc czemu tu jesteś?
-Miałam tasiemca. Już za późno na ratunek.
-Skąd tasiemiec?
-Był w tabletkach na odchudzanie.
Znowu cisza. Wydawała się dziwna, ale ani trochę nie krępująca. W głębi duszy wiedziałam, że to nie koniec naszej dziwnej rozmowy. Czekałam, aż trupia dziewczyna zada kolejne pytanie.
-Czemu chcesz umrzeć? - wydusiła z siebie.
-Chcę być z córeczką - powiedziałam.
-A co z Harrym? - zapytała. Znała go. W sumie, kto nie znał? Chyba każdy wiedział, kim jest Harry Styles, hello!
-Kocham go.
-Wiem.
-Ale tak będzie lepiej.
-Skąd to wiesz?
-Czuję.
-Masz pewność?
-Nie.
-Czy wiesz co się stanie, kiedy go zostawisz?
-Nie.
-Sądzisz, że będzie szczęśliwy?
Chwilę się zastanawiałam.
-Nie.
-Uważam, że twoim bliskim będzie dobrze?
Moment ciszy.
-Nie.
-Sądzę, że jesteś egoistką.
-Dlaczego?
-Bo masz wspaniałego chłopaka i rodzinę, a zostawiasz ich z własnej woli - wyjaśniła.
-Potem będzie im lepiej - próbowałam się usprawiedliwić.
-Jesteś pewna?
-Nie - kolejne przeczenie. - Jestem tu nieszczęśliwa. Oni będą się cieszyć, kiedy będę szczęśliwa tam, u góry.
-Nie będziesz u góry - powiedziała. - Ludzie, którzy sami się niszczą, nie idą do góry. Ja też nie będę u góry. Będziesz wiecznie nieszczęśliwa. Tak jak teraz, bo utkniesz między światami. A tutaj masz jeszcze szanse, by wszystko naprawić, by się cieszyć życiem i w odpowiednim czasie wylądować u góry.
-Skąd wiesz, że nie ty nie będziesz u góry?
-Ponieważ robiłam to, co ty. Niszczyłam się, bo nienawidziłam siebie. Chciałam schudnąć. Dla chłopaka i dla siebie. Specjalnie wzięłam tabletki z tasiemcem. Umrę. I zostanę tu na zawsze. Między dwoma światami. A moje uczucia i moja nienawiść do siebie, kiedy brałam leki pozostanie na zawsze we mnie. Nigdy nie pozbędę się tego ciężaru
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Cała ta rozmowa wydawała się strasznie dziwna. Ta dziewczyna była dziwna, ale lubiłam ją. Mówiła mi szczerze, co jest na rzeczy, zamiast wciskać, że przecież będzie dobrze.
-On cię kocha - powiedziała, kiwając głową w stronę Harry'ego.
-Wiem.
-Ale pójdzie w twoje ślady, jeśli umrzesz.
-Co?
-Jestem medium... Ja czuję to. Czuję śmierć. Swoją, twoją i jego. Wszyscy w tym pokoju umrzemy. Ale ty możesz uratować dwa życia. Musisz tylko chcieć.
-Nie zrobi tego. Obiecał mi to dwa dni temu - powiedziałam.
-Zrobi. Nawet nie będzie do końca świadomy kiedy.
-Ja...
-Po prostu pomyśl. Masz jeszcze czas. Możesz żyć. Szczęśliwie.
-Widzisz to? - zapytałam. Wierzyłam, że jest medium. Nawet nie wiem, dlaczego. Ledwo znałam tę dziewczynę.
-Przez mgłę. Przyszłość zasłania mi twoja śmierć.
-Skąd mogę mieć pewność, że nie kłamiesz? - zapytałam.
-Jutro, o godzinie 11:53 umrę - powiedziała.

Dziewczyna, z którą rozmawiałam w nocy, umarła. Dokładnie o 11:53 jej serce przestało bić. Na zawsze. Ta sytuacja naprawdę dała mi wiele do myślenia. Z nerwów wrócił mi nawyk z dzieciństwa i zaczęłam obgryzać paznokcie.
I już nie wiedziałam, co naprawdę powinnam zrobić.

6 komentarzy:

  1. Jejku poleciała łezka przy czytaniu. ONA MUSI SIĘ PODJĄĆ LECZENIA! To nie może się tak skończyć! Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :)
    @jaggczaro

    OdpowiedzUsuń
  2. o cholera... to jest... wow. normalnie mnie zatkało. kocham cię za to, że piszesz, jesteś cudna ;* i cała twoja twórczość również. z niecierpliwością czekam na kolejny ♥

    @GosiaSpeedway

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow! Czekam z niecierpliwością na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow cudowny ona niro może umrzeć musi walczyć

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten rozdział ... dał mi wiele do myślenia ;o Serio ;o
    Przepraszam, że zapytam, ale ty sama wymyślasz rozdziały? o.O Są takie piękne! Takie dojrzałe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama, samiutenka. Co by byla ze mnie za bloggerka, gdybym brala czyjes pomysly? :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K