poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Chapter 17 "Anne"

Następnego dnia w nocy nie mogłam spać. Coś mnie blokowało. Może słowa dziewczyny, z którą dzieliłam pokój i która umarła zaledwie kilka godzin temu koło mnie? Tak, to najprawdopodobniej to. Modliłam się dziś przed "snem", żeby jednak trafiła do nieba, ale bałam się, że to nie pomoże. Zwłaszcza, że modlę się o to ja - czyli osoba, która jest taka sama jak ona - skazana na potępienie.
Tak naprawdę nie mam nawet pojęcia, czy Bóg rzeczywiście istnieje. Oczywiście, wierzę w niego, ale tak naprawdę, kto to wie? Nie wiem tego, a wierzę w coś, co powiedziała jakaś umierająca laska.
Sen nie nadchodził i nie nadchodził. Chciałam sobie wmówić, że to dlatego, iż oddelegowałam dziś Harry'ego do domu i zostałam tu sama. Chłopcy mają teraz tylko krótką przerwę w trasie, więc Hazz musi się wysypiać. Nie może wejść na scenę ledwo przytomny.
Przymknęłam oczy i zaczęłam liczyć barany, łudząc się, że to mi jakoś pomoże. Doliczyłam do trzystu i mi się znudziło. Zwłaszcza, że za nic nie pomagało. Obracałam się zboku na bok, starając się nie myśleć o żółtych, przenikliwych oczach, które powiedziały mi, że zabiję Harry'ego. Jeśli zdarzy się tak, jak powiedziała tamta dziewczyna, to oboje utkniemy między światami pogrążeni smutkiem. I będziemy mieć tam siebie, ale nie będzie nas to cieszyć. Tutaj możemy się jeszcze sobą cieszyć. Jeśli tylko kiwnę palcem.
Po długich zmaganiach, zasnęłam. I znów miałam taki dziwny sen.

Stałam nad sobą, leżącą w łóżku. Wydawałam się martwa. Blada, z workami pod oczami. Do tego miałam zawinięty nadgarstek w bandaż. I nie poruszałam się. Nawet moja klatka piersiowa zdawała się nie poruszać. Jakbym nie żyła, choć naprawdę byłam pogrążona we śnie. Spałam. Nie wiem, skąd miałam taką pewność. Po prostu to wiedziałam.
I nagle usłyszałam coś. Jakby ruch. Ale nie taki normalny. Nie usłyszałam stukania butów o ziemię. Tylko coś jakby powiew wiatru, połączony z cichym krzykiem. Brzmiącym jak mój własny krzyk. Tylko dużo cichszym, ledwo słyszalnym.
Odwróciłam się i zobaczyłam dziewczynę. Mniej więcej w moim wieku. Była przeźroczysta. Miała kręcone włosy, sięgające do połowy pleców i zielone oczy, które wyróżniały się tym, że jako jedyna część jej ciała miały kolor. Uśmiechnęła się do mnie w charakterystyczny sposób. W jej policzkach pojawiły się dołeczki, ale mimo to uśmiech wydawał się wymuszony.
Anne. Znów ją widzę. Czy to możliwe? Poza tym jest dużo starsza, niż ostatnim razem.
-Anne? - zapytałam, mimo że to wiedziałam. - Annie...
-Mamo - powiedziała, a jej głos brzmiał niczym śpiew małego słowika. Byłam pewna, że w śpiewaniu byłaby tak samo zniewalająca jak jej ojciec.
-Annie, moja Annie...
-Jest mi tu dobrze - powiedziała nagle.
-Tutaj? Gdzie? - nie rozumiałam.
-U góry.
-Bardzo za tobą tęsknie - oznajmiłam.
-Wiem, ja za tobą też. Ale On mi powiedział, że się spotkamy, jeśli nie zdarzy się nic złego - powiedziała.
-On?
-Tak, On.
-Annie - powiedziałam to znowu, tylko dlatego, że nie wiedziałam, jak pozbyć się tej niezręcznej ciszy.
Tu, gdzie się znajdowałam. Nie było żadnych dźwięków. Nie mogłam usłyszeć nic z prawdziwego świata. A przecież wiedziałam, że za moimi drzwiami spacerują sobie pacjenci oraz pielęgniarki. Cisza była absolutna. Mogłam ją zagłuszyć tylko ja i Ann lub nasz ruch.
-Bardzo cię kocham, mamusiu. Chcę, żebyś była na ziemi. Szczęśliwa. I wiem, że to się stanie. Musisz tylko o mnie zapomnieć. Spotkamy się, ale musisz dotrwać do końca życia - powiedziała. - W inny sposób się nie spotkamy. Nie ma sensu, żebyś teraz umierała. Zostań z tatusiem. On cię mocno kocha.
-Ja... Annie, dlaczego mi to mówisz teraz?
-Chciałam to zrobić wcześniej, ale mnie blokowałaś - powiedziała.
-Blokowałam? - zdziwiłam się.
-Byłaś smutna. Miałaś koszmary. Nie mogłam do ciebie dotrzeć - wyjaśniła. - Mamusiu, zostań na ziemi. Zostań. Obiecaj. Naprawdę chcę móc cię kiedyś przytulić. I poczuć to. Nie chcę cię spotykać tylko przez trzy tygodnie pod taką postacią, zwłaszcza, że OOBE jest dla ciebie niebezpieczne. Mogę poczekać, bo dla mnie, na górze, zleci to bardzo szybko.
-Kocham cię, Annie - powiedziałam i czułam, że chce mi się płakać, ale jakoś nie mogłam. To tak, jakbym nie miała w ciele w ogóle wody. A no tak... Nie miałam ciała. Leżało ono obok mnie i spało. - Obiecuję. I obiecuję, że spotkamy się tam.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Muszę już iść, mamusiu. Zbyt długo tu jestem. To mnie osłabia. Do zobaczenia. Będę nad tobą czuwała, obiecuję. Nad tobą i nad tatusiem - powiedziała i wtem znikła.
Nie mogłam w żaden sposób zareagować. I wtedy zaczęło mnie wciągać jak odkurzacz paprochy. Moje ciało przyciągało mnie do siebie. Położyłam się na sobie i wchłonęłam się w ciągu kilku sekund. Gwałtownie podniosłam się z łóżka. Zdolność poruszania ciałem wydała mi się nagle taka dziwna i odległa. Anne, moja Annie. Ona tu była. Wiem to. Wiem również, że nikt mi w to nie uwierzy. Uznali by mnie za obłąkaną.
Zeskoczyłam z łóżka, czując nagle przypływ nieznanej energii. Wyskoczyłam z pokoju i ruszyłam do recepcji, głośno krzycząc "siostro". Nie zważałam na to, że mogę kogokolwiek obudzić. Podbiegłam do miejsca, gdzie przesiadywały pielęgniarki. Zdyszana, oparłam się o blat i wzięłam kilka głębokich oddechów. Bieg męczył mnie zdecydowanie bardziej niż kiedyś. A teraz przebiegłam zaledwie 20 metrów.
-Dlaczego nie śpisz? - zapytała mnie poirytowana kobieta.
-Ja... Ja chcę poddać się terapii. Chcę żyć - powiedziałam.
~*~
Wstałem wcześnie rano. Byłem zmęczony i zupełnie nie wypoczęty, ale musiałem już jechać do szpitala. Chciałem jak najwięcej chwil spędzić z Julią. Nie wiedziałem, czy na długo ją mam.
Ubrałem czarne jeansy, mniej obcisłe niż te, które zwykle noszę oraz kraciastą koszulę. Założyłem swoje białe conversy, a potem poszedłem do sypialni, aby zabrać stamtąd telefon i małe, fioletowe pudełeczko. W środku był pierścionek. Chciałem go dać Julii, żeby wiedziała, że wczoraj mówiłem serio, że jestem w stanie ją poślubić. Nie, żeby było to dla mnie wielkie poświęcenie. Myślałem o ślubie, ale wolałem się ożenić ciut później. Wiem jednak, że dziewczyny chcą tego wcześniej. Dlatego pomyślałem, że może taka propozycja skłoni ją do zmiany zdania. Do zostania ze mną w świecie  żywych.
Wyszedłem z hotelu i wsiadłem do auta. Szpital nie znajdował się szczególnie daleko, dlatego znalazłem się tam już po dwudziestu minutach. Wjechałem windą na trzecie piętro i pokierowałem się na jej oddział. Wszedłem do odpowiedniej sali, ale nikogo nie zastałem. Pomyślałem, że się pomyliłem, ale szybko rozpoznałem, że na stoliku nocnym leży komórka Julii. Była odwrócona tyłem, więc dostrzegłem na niej autograf Demi.
Wyszedłem z pokoju i poszedłem do recepcji.
-Julia Lewandowska? - wypowiedziałem to płynnie.
-Jest w trakcie rozmowy z psychiatrą - powiedziała po angielsku, już wiedząc, że nie rozumiem ani słowa po polsku.
Postanowiłem więc poczekać na nią w poczekalni. Rutynowe spotkanie, które najpewniej nic nie pomoże. Tak od razu sobie pomyślałem. Czekałem ze dwadzieścia minut, aż w końcu zobaczyłem ją. Szła, wspierając się o siostrę Marię. Uśmiechała się. Pomachała mi, kiedy mnie dostrzegła. Siostra wprowadziła ją do sali, a ja natychmiast wszedłem za nimi. Poczekałem, aż pielęgniarka sobie pójdzie, a potem ukląkłem przed Julią na kolano. Wyjąłem pudełko z pierścionkiem, ale zrobiłem to tak niezdarnie, że pudełko wypadło mi z rąk. Podniosłem je i otworzyłem. Patrzyłem jej prosto w oczy, w oczy, które się uśmiechały i... i nie potrafiłem nic powiedzieć.
Julia uśmiechnęła się do mnie jeszcze szerzej.
-Nie musisz tego robić - powiedziała. Chciałem coś rzec, ale nie dała mi szansy. - Nie musisz, ponieważ podjęłam się terapii. Dla Anne. Dla nas.
-Czyli ty...
-Tak, Harry. Nie umieram. Jeszcze nie. Przynajmniej mam 80% szans na przeżycie - oznajmiła. 
Rzuciłem się na nią, żeby ją uściskać. Objęła mnie delikatnie i wsadziła dłonie w moje włosy. Płakałem, ale to były łzy szczęścia. Ona ze mną zostaje.
Odsunąłem się od niej po dłuższej chwili i ukląkłem na kolanko, tak samo, jak poprzednio.
-Nie wycofuję się. Jesteś najwspanialszą kobietą, jaką w życiu poznałem i chcę, abyś została moja żoną - powiedziałem.
-Tylko, jeśli ślub weźmiemy w zimę. Nie mam ochoty się gotować w sukni w lecie - postawiła warunek. Wiem, że się ze mną droczyła.
-Dobra - zgodziłem się i w tym momencie poczułem, że jestem najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi. Bo tak właśnie było.
Wyjąłem pierścionek z pudełka i trzęsącymi się dłońmi nasunąłem na jej palec. Był ciut przy duży, ale nie spadł. Poza tym, miałem pewność, że kiedy do Julii wróci parę kilo, pierścionek będzie pasował idealnie.
-Jest śliczny - powiedziała, wpatrując się w mały złoty krążek. Na przedniej połowie był ozdobiony małymi kryształkami. Na samym środku znajdowały się dwa serduszka - jedno wyżej, drugie niżej - a w każdym z nich znajdował się większy diamencik. Ślicznie się błyszczały na jej palcu w świetle wschodzącego słońca. - I love you, Harry - wypowiedziała te słowa, patrząc mi prosto w oczy. Ja patrzyłem w jej, które błyszczały niczym gwiazdy na niebie.
-Kocham cię - powiedziałem. Chyba ją zaskoczyłem. To były jedyne dwa polskie słowa, jakie potrafiłem wypowiedzieć bez zająknięcia i z dobrym akcentem. Oczywiście poza jej imieniem i nazwiskiem. Tych dwóch uczyłem się wczoraj przez pół nocy.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jeśli to w ogóle możliwe.
Przybliżyłem się do niej i połączyłem nasze usta w słodkim, delikatnym pocałunku. I już było dobrze. Naprawdę dobrze. Tutaj, przy niej. Bo to właśnie było moje miejsce na świecie. W jej sercu. A jej miejsce było w moim sercu i w moich ramionach, na które zawsze może liczyć. W Zdrowiu i Chorobie. W Smutku i Szczęściu.
~*~
-Julia mi dziś wyznała, że nie ma miesiączki - powiedziała psychiatra do doktora, który zajmował się obecnie Julią.
-To raczej normalne przy takiej wadze. Podejrzewam, że ma zwykły zastój. Miesiączka powinna wrócić razem z kilogramami - powiedział. - Ale podeślę do niej dziś panią ginekolog. 
~*~

____________________________________________________
Przeholowałam?? Mogę liczyć na więcej komentarzy niż ostatnio? Chciałabym serio poznać opinie, bo mam wrażenie, że ten rozdział to wariacki pomysł xdd

18 komentarzy:

  1. Jest wspaniały!!!! Nie mogę się doczekać kolejnego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny. Cudny. Cudny *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG!!!
    Nareszcie!!!
    Mam nadzieję, ze teraz będzie już wszystko coraz lepiej!! :)x xx

    OdpowiedzUsuń
  4. O kurde!
    Ja chcę w następny rozdział!
    A nawet nie mam słów aby opisać ten rozdział..
    Czekam na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wreszcie razem super . ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. boski rozdział:) super że postanowiła żyć i że znowu są z Harrym :D już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału :) pzdr ruda ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Sliczny! Aż miałam banana na twarzy!! <3 Czyli Julia...aaaa!! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. płakałam i to dosłownie! ciąża?!

    OdpowiedzUsuń
  9. Poryczałam się!
    Rozdział jest świetny, umiesz pisać wyciskacze łez...
    Believe. xxx

    OdpowiedzUsuń
  10. Oni się właśnie zaręczyli? Oh!.
    Świetny, ale nie napiszę nic więcej, bo nie usunęłaś tych jebanych baniek!
    <3
    I tak lov. <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Może i wariacki ale i trak zajebisty *.*
    Do następnego xoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurwa, spróbujcie coś skopiować. Miałam na ful głośniki myślałam że zawału dostanę O.O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O boze... Haha... Bardzo przepraszam. Teraz bede ustawiac bez dzwieku

      Usuń
  13. Hahahaha Julia w ciąży bedzie XD

    OdpowiedzUsuń
  14. Moze dałabys to opowiadanie na wattpada? Byłabym bardzo wdzieczna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opowiadanie konczy sie za 3 rozdzialy wiec bez sensu juz

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K