niedziela, 24 sierpnia 2014

Chapter 18 "I żyli długo i szczęśliwie"

-Wszystkiego najlepszego, Harry - powiedziałam do słuchawki.
-Dziękuję, kochanie. Jak się czujesz? - zapytał.
-Lepiej. Dzisiaj się ważyłam. Przytyłam cztery kilogramy odkąd wylądowałam w szpitalu - opowiedziałam z prawdziwym entuzjazmem.
-A jak pani psycholog? Dogadujecie się? - ciekawił się.
-Tak, ale tęsknię za Angie. Z perspektywy czasu wiem, że źle ją potraktowałam. Starała się mi pomóc, przyjechała ze mną do Polski, a ja zachowałam się tak podle - powiedziałam.
-Nie przejmuj się tym - chciał mnie pocieszyć.
-Nie przejmuję. Po prostu teraz mi się przypomniało - odparłam. - Przyjedziesz dziś do mnie do szpitala? Mam dla ciebie prezent urodzinowy.
-Chmmm... Co takiego?
-Prezent - powtórzyłam, nie chcąc zdradzić co takiego kupiłam.
-Wyszłaś ze szpitala, żeby to kupić? - zdziwił się, uświadomiwszy sobie, że nie mogę wyjść stąd tak po prostu, żeby coś kupić.

-Nie, skąd. Zamówiłam przez neta. Dotarło na adres Sary. Odwiedziła mnie niedawno i przywiozła - wyjaśniłam.
-Ciekaw jestem, co to takiego - powiedział, a ja czułam, że się uśmiecha.
-Możesz się przekonać, jeśli przyjedziesz. Wiem, że jesteście we Francji i jutro macie koncert, ale...
-Bardzo bym chciał - przerwał. - Ale chłopacy chyba szykują jakąś imprezkę. Sophie coś mi bąknęła.
-Och... Wielka szkoda. Chciałabym być tam z wami, ale... No wiesz - nie chciałam kończyć. Jakoś nie lubiłam się przyznawać do tego, że jestem chora.
-W porządku. Zobaczę, co da się zrobić. Do usłyszenia - powiedział i rozłączył się.
Zajęłam się czytaniem książki. Była naprawdę wciągająca i nawet nie zauważyłam, kiedy upłynął mi cały poranek oraz część południa. Z nierealnego książkowego życia wyrwała mnie pielęgniarka, która przyniosła obiad. Zabrałam się więc za jedzenie. Chciałam to mieć z głowy. Nie miałam ochoty na posiłek. Był bezsmakowy. Poza tym jadłowstręt mi jeszcze nie minął i wiem, że potrzebuje jeszcze dużo czasu, ale naprawdę chciałabym nie musieć się więcej zmuszać do jedzenia, tylko naprawdę czuć głód.

Około piętnastej usłyszałam głosy na korytarzu. Byłam ponownie pogrążona w lekturze, ale ten hałas wyrwał mnie z oczytania. Znałam osoby, które się zbliżały. Wiedziałam, że to Sara i Kasia, jeszcze zanim weszły do środka. Wydawało się, że Sara pchała moją drugą przyjaciółkę niemal na siłę do tego pokoju. Kasia przestała się opierać dopiero, kiedy mnie dostrzegła.
-Dzień dobry - powiedziałam, starając się zabrzmieć jak najnaturalniej, ale samo "dzień dobry" już było sztuczne. Powinnam była im powiedzieć "cześć". Przecież są moimi przyjaciółkami, a nie jakimiś sąsiadkami, czy coś takiego.
-Cześć - przywitała mnie Sara.
-Hej - wykrztusiła przez zaciśnięte zęby Kasia. Miałam wrażenie, że boi się odezwać.
-Kasia przyszła, żeby ci coś powiedzieć - oznajmiła za nią Sara.
-No więc... - wyjąkała. - Przepraszam, że nie powiedziałam ci nic o tym, że ja i Zayn... No wiesz... Byłaś w kiepskim stanie i w ogóle nie reagowałaś. Nie chciałam ci dokładać zmartwień. Wiem, że to mnie nie tłumaczy, bo jesteś moją przyjaciółką i powinnam ci wszystko mówić, ale przepraszam - recytowała z pamięci. Miałam wrażenie, że napisała cały ten tekst. Zazwyczaj się stresowała, kiedy musiała coś tłumaczyć. Często wtedy pisała sobie "scenariusz", że był łatwiej było jej powiedzieć, co myśli. Miałam wrażenie, że tak było w tym przypadku. - Wybaczysz mi?
Uśmiechnęłam się do niej łagodnie. Już jej wybaczyłam. To było tego dnia, kiedy modliłam się o wybaczenie wszystkim moim bliskim.
-Pewnie, że tak - powiedziałam, uśmiechając się przez cały czas.
Kasia podeszła do mnie, więc odłożyłam książkę na stolik nocny. Przytuliłyśmy się.
-A ja? - zapytała Sara.
Podbiegła do nas i dołączyła do naszego uścisku.
-Nasze trio zawsze razem - powiedziałam.
-Zawsze - przytaknęła Kasia. - Tylko... Nie takie trio...
-Chmmm? - zdziwiłam się. Odsunęłyśmy się od siebie. Ja i Sara popatrzyłyśmy na Kasię.
-Cóż... Jestem w ciąży... - wybąkała. - To dopiero czwarty tydzień... Zayn już oczywiście wie. Postanowiliśmy wziąć cichy ślub w marcu. Potem odbędzie się małe przyjęcie u niego w domu dla najbliższych... Nie chcemy robić z tego jakiegoś wielkiego halo, bo jesteśmy innych religii...
-Wow... - wydusiłam z siebie.
-Moje gratulacje! - pisnęła Sara i uściskała przyjaciółkę.
-Tak, moje też - powiedziałam, starając się uśmiechać, ale wychodziło mi trochę sztucznie.
-W porządku? - zapytała Kasia. - Ja... Sara mi powiedziała o... no wiesz... miesiące. Nie gniewaj się na nią...
-Jest okej, ja... Ja będę mogła mieć dzieci... Mam zastój w miesiączce przez anoreksję, ale ona wróci. Cieszę się, naprawdę, ale... Wiesz, tęsknię jeszcze za Anne. Nie minął nawet rok - wyjaśniłam.
-W porządku - powiedziała.
-Jest teraz w dobrym miejscu - pocieszała mnie Sara.
-Wiem i czeka na mnie. Czeka aż pojawię się tam za kilkadziesiąt lat - mówiłam bardziej do siebie.
Dziewczyny zareagowały uśmiechem na mój "bełkot". Oczywiście nie powiedziałam im o tym, co "widziałam". Już i tak lekarze brali mnie za nienormalną. Nie chciałam, żeby moje przyjaciółki jeszcze bardziej nakręcały sytuację. Ja znałam prawdę. I to było najważniejsze. Nie zamierzałam nigdy nikomu powiedzieć, że Anne tu była. Nigdy.

Ściemniło się dosyć szybko, gdyż mieliśmy jeszcze zimę. Wieczorem porządnie się nudziłam, bo przeczytałam książkę. Chciałam dziś zobaczyć Harry'ego, ale wiedziałam, że nie przyjedzie.
Zachciało mi się siku, więc wyszłam z pokoju i poszłam do łazienki. Siedziałam tam dłuższą chwilę, ponieważ była mała kolejka.
Kiedy wróciłam do pokoju, zauważyłam dziwne wybrzuszenie na moim łóżko, jakby ktoś ukrył się pod kołdrą. Podeszłam ostrożnie do mebla i już już miałam chwytać za materiał, kiedy on sam się uniósł. Ukazała mi się uśmiechnięta twarz Harry'ego.
-Cześć - powiedział. - Całkiem wygodne to twoje łóżko - żartował. - Jak się masz?
-Przestraszyłeś mnie! - burknęłam na niego, ale raczej tak żartobliwie.
-Czy nie o to mi chodziło? - zapytał retorycznie a zarazem ironicznie.
Wytknęłam mu końcówkę języka.
-Nie wolno straszyć swoich przyszłych żon! - droczyłam się z nim.
-W Polsce jest taki przepis? Nie wiedziałem! Już sobie idę - powiedział, wstając z łóżka i udając, że wychodzi. Zatrzymał się jednak dwa kroki za mną i odwrócił. Ja wykonałam ten sam manewr. Pokonałam dzielącą nas odległość i przytuliłam go, a on natychmiast odwzajemnił uścisk. Pachniał tak dobrze. Mogłabym zostać w tej pozycji na zawsze. Zwłaszcza, że nie czułam lęku. Dlaczego? Nie wiem. Może to przez tę wspólną noc, której prawie nie pamiętam? A może to coś innego? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Chcę, żeby to pozostało tajemnicą tak długo, jaka tylko nie odczuwam lęku przed nim i jego dotykiem.
-Mówiłaś, że masz dla mnie jakiś prezent? - szepnął mi do ucha. Wyczuwałam, że się uśmiecha.
-Ty chciwusie! - warknęłam na niego ze śmiechem i delikatnie uderzyłam w ramię z otwartej dłoni.
-No co? Mam urodziny!
-No już - powiedziałam i uklękłam przed półka nocną. Otworzyłam ją i wyjęłam z niej ozdobna torebkę z prezentem. Podałam mu. - Wszystkiego najlepszego. I żeby twoje upodobanie względem kobiet nigdy się nie zmieniło - powiedziałam, szczerząc się jak wariatka.
-Niemożliwe. Po tym wszystkim? Och... To by była masakra... I dziękuję - powiedział i przyjął ode mnie prezent.
Zaczęłam się denerwować. A co jeśli to tandeta? Co jeśli mu się nie spodoba? To w sumie głupi pomysł. Tak zaczynałam uważać. Chciałam się wycofać, ale było już za późno.
Harry wyjął z torebki czarną koszulkę i rozłożył ją. Białymi literami było na niej napisane "Jestem z nią" i dorysowana była wielka strzałka w lewą stronę. Harry uśmiechnął się.
-Ja mam taką samą z napisem "jestem z nim" i... no odwrotnie strzałką. To... było w komplecie... - gubiłam się w słowach. Nie wiedziałam, co chcę powiedzieć. - Pomyślałam, że ci się spodoba... Wiem... głupie... Ale nie wiedziałam, co ci kupić... No wiesz... Masz wszy... - gadałam i gadałam, aż w końcu postanowił mnie uciszyć słodkim pocałunkiem. Trwał on krótko, ale wystarczająco długo, by sprawić, że zamilknę.
-To wspaniały prezent.
Uśmiechaliśmy się do siebie.
Oboje uczymy się jeszcze znowu sobie zaufać, ale jest lepiej. Bo oboje się uśmiechamy i dzięki temu świat nabiera barw.

Ślub dobiegł końca. Kasia i Zayn wyszli z urzędu stanu cywilnego i popędzili do samochodu. Chcieli być zaatakowani przez możliwie jak najmniejszą liczbę fanek, które dowiedziały się o ceremonii. Zayn uznał, że musi być fair z fankami i 24 godziny przed ślubem poinformował je na twitterze, że zamierza poślubić Kasię. O ciąży jeszcze nie powiedzieli światu. 
Godzinę później byliśmy już na przyjęciu w domu Zayna. Była tu rodzina Kasi i jej męża oraz kilkoro ich przyjaciół. Wąskie grono. Łącznie było nas około czterdziestki.
Ja i Harry zajęliśmy miejsce koło Liama. Siedział on prawie na samym brzegu, gdyby nie jedno puste miejsce obok niego.
-Cześć, Liam - powiedziałam, gdyż nie widzieliśmy się przed ceremonią. Przytuliłam go na powitanie. Dotyk nie sprawiał mi większych trudności. Może to przez terapię, która trwa już... Cztery miesiące. Bo mamy kwiecień. (Kasia i Zayn przesunęli dla mnie ślub. Czekali, aż wypiszą mnie ze szpitala.)
-Hej - powiedział, ściskając mnie.
-Przyszedłeś z kimś? - zapytałam, kiedy odsunęliśmy się od siebie.
-Z Maggie - powiedział. - Wiesz... Zbliżyliśmy się do siebie podczas trasy... Jesteśmy razem - wyjaśnił mi, żebym była na bieżąco.
-Och, moje gratulacje - odparłam.
-Dzięki.
Nagle Zayn wstał i postukał łyżeczką o kieliszek tak, żeby wszyscy zwrócili na niego uwagę. Udało mu się to.
-Chciałbym wszystkim podziękować za przybycie na tę uroczystość. Naprawdę cieszę się, że przyjechaliście, żeby wesprzeć moje własne "i żyli długo i szczęśliwie".
Uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam przed siebie, gdzie przy drugim stole siedziała Sophie i Louis. chłopak przytulił ją i pocałował w policzek. Ona uśmiechnęła się i spojrzała wesoło na mnie. Zobaczyłam jak jej dłoń wędruje do zaokrąglonego brzucha. I ten widok sprawiał mi radość. Naprawdę. Oni też już zaczęli swoje "i żyli długo i szczęśliwie".
Przesunęłam wzrokiem po ludziach i dostrzegłam Nialla, który się uśmiechał. Przy drugim końcu stołu siedziała Waliyha. Widziałam jak ukradkowo na niego zerka, a on pozostawał kompletnie tego nieświadomy.
Tak. Teraz już wiedziałam, że zostało mi coś jeszcze do zrobienia. Musiałam uratować jeszcze jedno "I żyli długo i szczęśliwie". Tylko czy ono jeszcze istniało?
_____________________________________________________________
Postaram się dodać next jak najszybciej. Ostatnio pojawiło się sporo komentarzy, więc jestem zmotywowana, żeby dokończyć opowiadanie! :)

14 komentarzy:

  1. Genialny rozdział!
    Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "I żyli długo i szczęśliwie" ^ ^ no mam nadzieje :) (wiesz o co chodzi)
    Do następnego xoxo.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnie! Ja mam łzy w oczach! :') Tak pięknie piszesz, że OMG! *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. PROOOSZE NEXT!!

    OdpowiedzUsuń
  5. KOCHAM!! Proszę dodaj jak najszybciej nowy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam ale problemy z netem miałam >.<
    ale wróćmy do opowiadania, Z.A.J.E.B.I.S.T.E. kocham tego Twojego bloga...mrrr czekam na nexta i weny życzę <3

    OdpowiedzUsuń
  7. jak słodko się zrobiło <3 świetny! przepraszam, że nie komentowałam wcześniejszych ale nadrobiłam czytanie :) weny życzę!

    @GosiaSpeedway (kiedyś: @/SpeedwayoweLove

    OdpowiedzUsuń
  8. Nominowałam cię do Liebster Blogger Award :)
    Szczegóły tutaj---> http://onedirection1d-pain-and-payne.blogspot.com/2014/08/liebster-award-x5.html
    Pzdr. <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K