poniedziałek, 8 września 2014

Chapter 19 "Waliyha"

Widziałam, jak Wal czasami ukradkowo na mnie zerka, ale starałam się nie reagować. Jasne, że chciałam z nią pogadać, ale nie dzisiaj, nie przy wszystkich, nie na ślubie jej brata.
Postanowiłam się odprężyć i posłuchać tego, co mieli do powiedzenia bliscy młodych. Musiałam przyznać, że niektóre przemówienia były naprawdę wzruszające, a kiedy mama Kasi mówiła o niej, gdy była mała i mieszkali jeszcze w Hiszpanii, pociekła mi łza po policzku. To były tak odległe czasy. Ja i Kasia poznałyśmy się w zerówce. Wtedy nikt nie chciał z nią rozmawiać, bo mówiła z dziwnym akcentem. Tak się zaprzyjaźniłyśmy. Dwa wyrzutki społeczne połączyły siły. W gimnazjum dołączyła do nas jeszcze Sara i Adam. Piotra poznałyśmy w podstawówce.
Wesele dobiegło końca o północy. Wszyscy zaczęli się zbierać. Zostawiłam Harry'ego na moment, bo potrzebowałam iść do łazienki. Wypiłam sporo soku pomarańczowego i mój pęcherz mało co nie eksplodował. Wysiusiałam się, a kiedy wyszłam z ubikacji zobaczyłam, że Wal czeka w kolejce.
-Cześć - powiedziałam, nie bardzo wiedząc, co mogłabym rzec innego.
-Cześć - chyba ją zatkało. Nie pomyślała, że mogłabym się do niej odezwać.
-Jak przyjęcie? - zapytałam bardziej z grzeczności niż z innego powodu.
-Dobrze. Cieszę się, że Zayn sobie kogoś znalazł - powiedziała. Trochę się jąkała. Była speszona czy coś. Z trudem wykrztusiła następne zdanie. - Czy masz może... czas... jutro? Ja... Chciałabym pogadać.
-Tak, ja też bardzo bym tego chciała - powiedziałam. - Dwunasta ci odpowiada?
-T...Tak - odparła. - M... Mówisz poważnie?

-Tak. Muszę już iść. Harry na mnie czeka, do zobaczenia. Wyślę ci smsem miejsce - powiedziałam i wyszłam z łazienki.
Harry czekał na mnie przy drzwiach. Kiedy do niego podeszłam, objął mnie w tali i razem poszliśmy do samochodu. Zdecydowaliśmy się nie wracać na noc do domu. Oboje wiedzieliśmy, że tam będą czekać fanki i paparazzi, chcący się dowiedzieć czegoś na temat przyjęcia, Zayn i Kasia nie mogli im udzielić takich informacji, ponieważ wyjechali do Australii godzinę przed zakończeniem imprezy.

Następnego dnia siedziałam na ławce w parku. Nerwowo stukałam stopami o betonowy chodnik. Jakoś denerwowało mnie spotkanie z Wal. Nie wiedziałam czego się spodziewać. A co jeśli znowu rzuci się na mnie z nożem?
Tak, jak zwykle wymyślałam czarne scenariusze. Ale czego można było się spodziewać po wielokrotnie zgwałconej dziewczynie, zaatakowanej nożem i matki, zmarłego dziecka?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że Wal idzie w moją stronę, niosąc w dłoniach kartonowe pudło z dziurami po bokach. Podniosłam się z miejsca, kiedy znalazła się zaledwie kilka kroków ode mnie.
-Hej - przywitałam ją.
-Hej - odparła. Głos miała pewniejszy niż dzień wcześniej.
-Usiądziemy tu, czy wolisz się przejść? - zapytałam.
-Zostańmy tu. To pudło jest dosyć ruchliwe - powiedziała zagadkowo. Miałam zbyt dużo innych spraw do załatwienia, żeby dociekać, o co chodzi z pudłem.
Usiadłam ponownie na ławce, a Wal poszła w ślad za mną. Nie wiedziałam, od czego by zacząć naszą rozmowę, ale na szczęście, brunetka mnie uprzedziła.
-Przepraszam - powiedziała.
-Co? Za co? - zapytałam, choć tak naprawdę wiedziałam. Nie wiem czemu zadała takie pytanie.
-Za te różne intrygi, za to, że mało co cię nie poćwiartowałam i... No nie wiem. Za wszystko. Wiem, że możesz wcale nie chcieć mi wybaczać, bo narobiłam wiele złego, ale... Ja... Naprawdę mi przykro. Nie byłam wtedy sobą - powiedziała.
-Ja... Ja już ci to wybaczyłam. Ja wiem to wszystko. O twojej chorobie i w ogóle. Nie mam już do ciebie pretensji. Chciałabym porozmawiać o czymś innym. Właściwie o kimś - wyjaśniłam. Wal podniosła jedną brew w geście zapytania, więc odparłam. - O Niallu. Czy ty... Czy ty coś jeszcze... czujesz... do niego? - tym razem ja się jąkałam.
-Ja... Myślę, że tak... ale to bez znaczenia. Zraniłam go. Usunęłam jego dziecko i... Wiem, że to nie do naprawienia.
-Ja... Ja myślę, że to nie musi być koniec. Może się po prostu pomylił, tak jak ja, kiedy myślałam, że go kocham w... ten specyficzny sposób... - wyjaśniłam.
-Co chcesz przez to powiedzieć? - chyba nie dowierzała moim słowom.
-Odeszłyśmy w tym samym czasie. Wiem, że nie byliście wtedy razem, ale... może nie skreślał cię do tego momentu, aż kompletnie ci... no wiesz... Może starał się nie myśleć o tobie i pomyłkowo uczucia względem ciebie przelał na mnie? Może chciał oszukać siebie i... zaczął w to wierzyć? Ja... wiem, że to możliwe, bo ja też się pomyliłam - mówiłam, plącząc się we własnych słowach.
-Nie sądzę, aby to była prawda - wiem, że nie chciała sobie robić nadziei.
-Proszę cię. Daj mi udowodnić, że to prawda - prosiłam.
-Juls...
Nie miałam siły poprawiać jej odnośnie mojego imienia.
-Za późno. Niall będzie tu za kilka minut. Proszę. Nie idź nigdzie.
Westchnęła.
-Dobrze - zgodziła się, ale czułam, że robi to tylko dlatego, że czuje mi się coś winna. - I... Mam coś dla ciebie... - powiedziała, zerkając na pudło. Podała mi je. Zmarszczyłam brwi, ale przyjęłam karton. - Nie otwieraj teraz, zrób to, kiedy wrócisz do domu.
-Dobrze - zgodziłam się.
Kilka minut spędziłyśmy w całkowitym milczeniu. Nie wiedziałyśmy, co powiedzieć, więc siedziałyśmy w krępującej ciszy. Ja co chwilę zerkałam na zegarek, oczekując Nialla. Modliłam się, aby przyszedł. Wiedziałam, że jeszcze mi wszystkiego nie wybaczył, więc nie miałam pojęcia czy się zjawi. Nie wiedział nic o Wal, więc nie mógł odmówić mi z jej powodu.
W końcu go dostrzegłam. Szedł ubrany w szarą bluzę, a kaptur miał naciągnięty na głowę. Ponadto założył na nos okulary. Dzięki nim się wyróżniał. Nikt nie nosił w kwietniu w deszczowy dzień okularów przeciwsłonecznych. Maskował się.
Szturchnęłam Wal w łokieć, a ona od razu podniosła wzrok i podążyła za moimi oczami. Wiedziałam, że jest przerażona. Trzęsła się.
-Nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedziała.
-Wyluzuj, będzie dobrze - odparłam, choć sama w to do końca nie wierzyłam. Wiedziałam, że Niall może się na mnie znowu wściec, a nie chciałam, żeby znów między nami było tragicznie.
Niall zatrzymał się jakieś siedem metrów od nas, kiedy dostrzegł Wal siedzącą koło mnie. Był cały znieruchomiały i nie potrafił nawet uciec przed moim spojrzeniem. Wiedziałam, że patrzy mi prosto w oczy nawet mimo przyciemnionych okularów.
-Niall, wszystko w porządku? - zapytałam.
-Dlaczego? - wydusił tylko jedno słowo, które mówiło wszystko.
Wstałam i odstawiłam pudło na ławkę.
-Ponieważ cię kocham, Niall. Kocham cię tak, jak kocha się starszego brata i chcę twojego szczęścia - wyjaśniłam. - Miałam nadzieję, że Waliyha jest twoim szczęściem - wyszeptałam cichutko.
Stał nieruchomo w miejscu i przyglądał się mi z lekko pochyloną głową, jakby w ten sposób lepiej rozumiał sens moich słów. Nie poruszałam się i ja, jakby w obawie, że mój ruch zmusi go do ataku albo ucieczki.
Waliyha wstała i spojrzała na mnie.
-Powinnam już pójść - wyszeptała ledwo słyszalnie. Wiem, że brakowało jej tchu. Sytuacja była pełna napięcia.
-Nie, nie idź - odezwał się Niall. Czułam, że walczy ze sobą i z tym, co "powinien" zrobić.
Postawił niepewny krok w przód. Wal lekko się skuliła, ale nie wycofała, czekała, aż Niall zbliży się bardziej. Oboje jednak bali się poruszyć. Ale wiedziałam, że tego chcieli. Uśmiechnęłam się delikatnie i jak na ironie przystało, wywróciłam oczami. Podeszłam do Nialla i złapałam go za nadgarstek, a następnie pociągnęłam w stronę Wal. Wzięłam jej dłoń i połączyłam z tą blondyna. Gdy tylko ich skóra się zetknęła, Niall objął dziewczynę w mocnym uścisku. Przelał w niego całą tęsknotę i miłość jaką czuł od tak długiego czasu, a próbował ukryć i zataić przed światem.
-Nie przeszkadzam wam, muszę już wracać do domu - powiedziałam z uśmiechem, wzięłam pudło i odeszłam. Miałam wrażenie, że nawet tego nie zauważyli.
Odwróciłam się jeszcze na chwilę i zobaczyłam, że Niall podąża za mną wzrokiem. Uśmiechnął się do mnie szeroko, a jego oczy, które wychyliły się znad okularów, wyrażały te same emocje co usta. Szczęście.
-Też cię kocham - powiedział niemo, - siostro. Dziękuję.
Odwzajemniłam jego uśmiech. Widziałam jeszcze jak Niall muska ustami szuję Wal, a potem zwróciłam głowę do przodu.

Wróciłam do domu Harry'ego. Wiedziałam, że chłopak już wrócił z hoterlu, bo słyszałam wodę lejącą się z prysznica. Spłukiwał z siebie resztki naszej upojnej nocy w apartamencie. Po raz pierwszy od grudnia to zrobiliśmy. I było wspaniale, i było dobrze. I czułam go, i mogłam się rozkoszować jego niespokojnym oddechem, kiedy dochodził nade mną. I nie do końca jeszcze rozumiem, dlaczego go poczułam dopiero teraz, ale świadomość podpowiadała mi, że to przez ponowny atak Michała. Czułam wtedy ból. Ból, który być może mnie odblokował.
Usiadłam na kanapie w salonie i otworzyłam wielkie pudło od Wal. W środku siedziały dwa młode kociaki. Jeden miał kręconą brązową sierść i rzucał się po pudełku, drugi natomiast był siwy i siedział skulony w kącie.
Do wieczka pudełka przymocowany był list. Oderwałam go i rozłożyłam kartkę.
"Wiem, że nie odkupią ci Mercera, ale może przywrócą uśmiech, kiedy go miałaś? Nazywają się Harry i Julia. Dostałam jej od fanki zespołu, która musiała oddać zwierzaki, ponieważ jej ojczym miał alergię na sierść. Mówiła mi, że znalazła je razem w krzakach. Harry pilnował Julii, kiedy miała złamaną łapkę. Opiekuj się nimi, obiecałam to fance. Wal xo"
-Wróciłaś? - usłyszałam za plecami głos Harry'ego.
-Tak - odparłam, zerkając na Harry'ego. Miał na sobie tylko ręcznik, który owinął w talii. - Spójrz, co mam - wskazałam na pudełko, a Harry natychmiast podszedł, aby zajrzeć do środka.
-Kociaki! - ucieszył się. Prawie natychmiast wyjął Julię z pudełka i posadził na kolanach. Zaczął delikatnie gładzić jej futerko. - Skąd je masz? - zapytał.
-Od Wal - powiedziałam.
-Jest dobrze między wami? - nawiązywał do naszego spotkania.
-Tak. I pomiędzy nią, a Niallem chyba też - oznajmiłam, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
-To może trochę uczcimy happy endy? - zasugerował, poruszając śmiesznie brwiami.
Wsadził kota do pudełka i zestawił karton na ziemię. Zbliżył się do mnie i objął mnie swoimi ramionami.
-Nie! Nie ma mowy póki się nie wytrzesz porządnie! - opierałam się, starając się pohamować śmiech.
-Nie lubisz, jak jestem mokry? - zapytał, muskając mnie mokrymi włosami po twarzy. Wiem, że robił to specjalnie.
-Nie, nie lubię! - śmiałam się.
-A deszcz lubisz! I lubisz moknąć! - kpił sobie ze mnie, zaczynając całować moją szyją. Uniosłam głowę, żeby ułatwić mu dostęp. Mimo, że był cały mokry, czerpałam przyjemność, z naszego kontaktu fizycznego.
-No już dobra! Ale nie tu! - piszczałam.
-A gdzie? Na stole, na szafce kuchennej, na dywanie czy gdzie?
-Zboczeniec! - klepnęłam go lekko w ramię. - Łóżko - podpowiedziałam.
Harry wziął mnie w ramiona niczym pannę młodą i ruszył w kierunku schodów na piętro, gdzie znajdowała się nasza wspólna sypialnia. Miejsce, gdzie będziemy się kochać jeszcze z milion razy.

6 komentarzy:

  1. Jej Ten rozdział jest BOSKI! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudownie , że w końcu wszytko jet dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. zajebisty rozdział :) już nie mogę doczekać się nexta :D cieszę, że między Harrym i Julią jest w porządku oraz między Julią, Niall'em i Wal :) pzdr ruda ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny <3
    Polubiłam Wal<3
    Harry i Julia.. niech im Bóg w dzieciach wynagrodzi. XD

    OdpowiedzUsuń
  5. rozdział jest po prostu kdjhdhh :D
    całuski :***
    czekam na next ^^
    @Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K