piątek, 12 września 2014

Chapter 20 "Romeo"

Siadam na bujanej ławce, która była nowym nabytkiem Harry'ego. Kupił ją żebyśmy mogli razem siedzieć na tarasie i przyglądać się kroplom deszczu spadającym z nieba. To szalenie romantyczne z jego strony.
Jest czerwiec. Dziś nie pada deszcz, a mimo to siedzę na ławce. Sama, ponieważ Harry jeszcze śpi. Obudziłam się wcześniej niż on. Zawsze byłam rannym ptaszkiem, więc nie miałam o to do niego pretensji.
Przyglądam się uważnie błękitnemu niebu, na którym znajdują się tylko śladowe ilości białych kłębuszków zwanych chmurami. I czuję, że jestem szczęśliwa. Naprawdę szczęśliwa. Zwłaszcza, że dzisiaj znów dostałam miesiączki. Pierwszy raz od prawie roku. Moja waga się stabilizuje i to dlatego. Ważę już 53 kilogramy. Wciąż widać mi kości, ale jest lepiej. Jeżeli przytyję jeszcze pięć kilo, moja masa ciała będzie prawidłowa. Tak powiedział mi lekarz.
Nagle słyszę, jak domofon dzwoni. Zrywam się z miejsca i idę odebrać. Podnoszę słuchawkę i od razu słyszę głos Sophie.
-Hej, wpuścisz mnie?
-Jasne - zgadzam się od razu i otwieram furtkę.
Wychodzę z domu, żeby pomóc przyjaciółce wnieść wózek po schodach. Wiem, że go ma, bo zauważyłam to przez okno. Biegnę do niej truchtem. Witamy się przyjaznym uściskiem, a potem zerkam do wózka, by ujrzeć śpiącego Tommy'iego. Jest taki słodki.
Swoją drogą to zabawne, że Sophie zgodziła się go nazwać tak, jak chciał Louis. Tom Tomlinson.
-Właśnie zasnął - informuje mnie.
-Kiedy wypisali cię ze szpitala? - pytam.
-Wczoraj i od razu postanowiłam cię odwiedzić. Zrobiono już wszystkie testy Tommy'iemu. Na szczęście wczesny poród mu w niczym nie zaszkodził - mówi i patrzy z miłością na swojego synka. Wiem, że ciężko jej oderwać od niego wzrok, bo mnie też. Jest naprawdę uroczy. Ma w sobie coś z Louisa, ale jego włoski mają tak samo jasny kolor jak Soph. Wiem, że pewnie jeszcze ściemnieją.
Pomagam Sophie wnieść wózek na podest. Otwieram przed nią drzwi i wpuszczam ją do środka. Kierujemy się do salonu, gdzie siadamy na kanapie. Włączam cichutko wieżę stereo, żeby nie zakłócić snu małego, ale żeby się przyzwyczaił, że w dzień nigdy nie będzie absolutnej ciszy. Akurat leci jakaś piosenka Britney, więc nie przełączam.
-Gdzie Harry? - pyta.
-Śpi.
-Przecież jest dziewiąta - zauważa.
-Tak, ale Harry lubi spać do późna. Czasami nawet po dwunastej jeszcze się wyleguje - opowiadam jej.
-To tak jak Louis - mówi, a ja uśmiechem się do niej.
Spędzamy miło ranek. Dużo rozmawiamy na różne tematy. Jest miło.

Leżę w łóżku kompletnie naga. Gdyby nie kołdra, na pewno byłoby mi zimno. Obok mnie leży Harry. On też nie ma nic na sobie.
Ja wybrałam pozycję na boku, Harry natomiast leży na plecach i wgapia się w sufit. Kreślę palcem różne szlaczki na jego klatce piersiowej. Czasami dotykam też jego tatuaży i obrysowuję je.
-O czym myślisz? - pytam, kiedy cisza trwała już zbyt długo. Nie jest krępująca, ale potrzebuję usłyszeć znów jego głos.
-O tobie. O nas - wyjaśnia.
-Co to znaczy? - dociekam.
-Myślę, jak to będzie, gdy weźmiemy ślub. Jak zareagują fanki na trzeciego zajętego faceta. Myślę o dzieciach i o wszystkich pierdołach, które będą. Mam nadzieję. - mówi.
-Dlaczego o tym myślisz? - chcę wiedzieć.
-Ponieważ sprawia mi to przyjemność. Chciałbym, żeby to działo się już teraz - wyjaśnia.
-Chcesz się ze mną ożenić? - chichoczę cichutko, ale nie dlatego, że go wyśmiewam. Czuję się dziwnie radosna, kiedy o tym mówi. - Teraz?
Przekręcam się na brzuch i unoszę na łokciach, aby widzieć dobrze jego twarz.
-Tak - mówi bez zająknięcia.
-Ja, Julia Lewandowska, biorę sobie ciebie, Harry Stylesie, za mojego męża. Będę z tobą w lepszych i gorszych dniach, w dostatku i ubóstwie, w zdrowiu i chorobie. Obiecuję kochać i dbać o ciebie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. I ślubuję być ci zawsze wierna* - recytuję  z pamięci przysięgę ślubną, którą usłyszałam, kiedy Louis żenił się z Sophie.
-Ja, Harry Styles, biorę sobie ciebie, Julio Lewandowska, za moją żonę. Będę z tobą w lepszych i gorszych dniach, w biedzie i bogactwie, w dostatku i ubóstwie, w zdrowiu i chorobie. Obiecuję kochać i dbać o ciebie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. I ślubuję być ci zawsze wierny. Kocham cię - poszedł w moje ślady. Nachylam się nad chłopakiem i składam na jego ustach delikatny lecz pełen uczuć pocałunek.
-Ja ciebie też kocham - mówię.
-Wiem - odpowiada. - Mogę na ciebie mówić od dziś pani Styles? Ładniej to brzmi.
-Dzięki. Czyli moje nazwisko ci się nie podoba? - droczę się z nim.
-Ależ skąd! Jest wspaniałe! Ale moje lepiej brzmi przy twoim imieniu - broni się. - Julia Styles - testuje nowe połączenie.
-Faktycznie. Brzmi to dobrze - mówię i jeszcze raz go całuję.
-Więc pani Styles, czy planuje pani mieć dzieci z pewnym urodziwym mężczyzną, który znajduje się w tym pomieszczeniu?
-A widzisz tu jakiegoś urodziwego mężczyznę, Harry? - pytam. Oczywiście się z nim droczę, bo kocham to, prawie tak samo jak jego, ale tylko prawie, bo nie da się z niczym porównać mojej miłości względem niego.
-No wiesz co! - udaje oburzonego. - Skoro tak to koniec! Koniec śniadań do łóżka, rzecz jasna! - również żartuje.
-I tak mi ich nigdy nie robisz, bo śpisz do Bóg wie której - kłócimy się na żarty.
Harry wytyka mi język, a ja szybko przysuwam się do niego i gryzę go delikatnie. Nasze usta po raz kolejny łączą się w pocałunku. Tyle, że tym razem bardziej agresywnym i namiętnym. Wślizguję się na chłopaka, żeby mieć lepszy dostęp do jego ust. Kiedy kończymy, zastygam w takiej samej pozycji, w jakiej się znalazłam.
-Jesteś najbardziej urodziwym mężczyzną na tym świecie, Harry - szepczę i całuję go w podbródek. - Nie ja jedna to powiem.
Uśmiecha się do mnie triumfalnie. Jego ego zostało pogładzone po czole.
-Więc?
-Co? - tracę wątek.
-Chciałabyś mieć dzieci? - pyta.
-Jasne, że tak - odpowiadam. - Myślę, że Anne, chciałaby mieć rodzeństwo - mówię, wiedząc, że pyta mnie o dzieci z jej przyczyny.
-W jak dużych ilościach, Pani Styles? Moje nasienie jest gotowe w każdej chwili do zapładniania! - śmieje się.
Uderzam go w ramię, ponieważ mówienie o "zapładnianiu" mnie ciut zawstydza. Jakby nie mógł powiedzieć na przykład, że jest gotowy na dzieci.
-No co? Może miałem powiedzieć, że moja fabryka jest w stanie produkować dzieci od kilkunastu lat? - droczy się ze mną. Wie, że mnie to drażni.
-Zamknij się już - mówię żartobliwie i całuję go w usta. - Dostaniesz więcej, jak nie będziesz tak mówić - informuję go, mając na myśli całusy.
-Okej, a mogę zamilknąć? Wtedy całowałabyś mnie w nieskończoność - śmiał się.
-Nie ma mowy! - burczę, ale nie tracę żartobliwego tonu głosu.
-Zboczyliśmy z tematu - zauważa.
-Troje - odpowiadam. - Jeszcze troje - dopowiadam.
-Och... czyli szykuje się kilka nieprzespanych nocy - mówi i porusza śmiesznie brwiami.
-A potem nie będziesz spał z innych powodów - kpię sobie.
-E tam. Wolę myśleć na razie o produkcji - uśmiecha się do mnie w ten znaczący sposób.
-Głupek - mówię i ponownie go całuję.
Zatapiamy się w tym pocałunku. Przerywam, kiedy wiem, co zamierza zrobić.
-Ale jeszcze nie teraz. Po ślubie - mówię.
-Co się zrobiła z ciebie taka cnotka? - uśmiecha się i obcałowuje moją szyję.
-Nie cnotka. Nie chcę, żeby fanki pomyślały, że pobieramy się, bo będziemy mieć dziecko. Poza tym, chcę trochę wypić na ślubie - tłumaczę.
-Jesteśmy po ślubie, przed chwilą złożyłaś mi przysięgę - przypomina, oczywiście wiedząc, że ta przysięga jeszcze nic nie znaczy. Dla świata, rzecz jasna. My, to inna działka.
-Harry, wiesz o co chodzi - proszę go.
Odsuwa się ode mnie i znów patrzy w sufit.
-Ale to nie znaczy, że nie możesz liczyć na żaden szybki numerek - mówię, a na jego twarzy od razu maluje się dziki uśmiech.

Leżę na kanapie i jem czekoladę, wpatrując się w ekran telewizora. Jest do połowy przysłonięty balonami, które zostały po moich urodzinach, ale nie przeszkadza mi to. I tak nie bardzo skupiam się na fabule filmu, który leci.
-Dzień dobry, kochanie - mówi Harry, kiedy wchodzi do salonu. Przeciąga się.
-Dzień dobry - odpowiadam, wsadzając cząstkę czekolady do ust. Ssę ją. Mmmm... Jest pysznie mleczna. Wedel. Mama przysłała mi z Polski. Nie mogła się pojawić na przyjęciu.
-Co jesz? - pyta.
-Czekoladę, chcesz trochę?
-Bardzo chętnie - odpowiada i podchodzi do mnie. Klęka na podłodze przy mojej głowie i całuje mnie. Zabiera na wpół wylizaną cząstkę z moich ust.
-Nie to miałam na myśli, proponując ci czekoladę - mówię.
-Tak jest dużo smaczniejsza - odpowiada.
-To wedel, ona jest smaczna w każdej postaci - informuję go, udając przemądrzałą.

-Co dziś robimy? - pytam, jedząc przyrządzone przez Harry'ego omlety.
-Może pójdziemy do muzeum? - proponuje.
-Nieeee - jęczę. - Muzea są nudne. Historia i historia. Bleee...
-Miałem na myśli muzeum sztuki nowoczesnej - tłumaczy. Dostałaś ode mnie bilety na gwiazdkę - przypomina.
-Faktycznie. A to się nie terminuje? - dziwię się.
-Ten rodzaj biletu, nie - odpowiada.
-Więc chętnie pójdę. Fajnie będzie pooglądać artystów - mówię.
Zaraz po śniadaniu wychodzimy z domu. Ja i Harry decydujemy się na spacer, ponieważ muzeum nie jest daleko. Przez cały czas trzymamy się za ręce. Fanki od czasu do czasu na nas zerkają, ale nie podchodzą. Harry tłumaczy, że są do nas przyzwyczajone i już nie czują potrzeby napastowania ich każdego dnia.
Dochodzimy do muzeum. Wchodzimy do środka i ja pokazuję wejściówki. Kasjer patrzy jakby z podziwem, ale wpuszcza nas do środka, przedzierając pierw trochę bilety.
Idziemy i oglądamy różne dzieła. Niektóre są naprawdę dobre, inne słabsze, ale żadne nie są złe. W końcu przechodzimy do sali, gdzie są najświeższe dzieła, czyli z 2016 roku i końcówki 2015. Są ustawione w kolejności od najnowszych. Przechadzamy się spokojnie po salach, choć czuję, że Harry jakby się trochę stresuje.
Podchodzimy do ostatniego obrazu. Jest na nim namalowany ocean moimi ulubionymi farbami. Od razu je poznaję po charakterystycznym błysku. Na plaży bawi się dwoje ludzi. Tylko ci, którzy się naprawdę dobrze przyjrzą, mogą rozpoznać w postaciach mnie i Harry'ego.
To mój obraz. Ten, który dałam Harry'emu trzy lata temu.
-Wesołych Świąt, Julia - mówi szeptem. Nie mamy świąt. Jest wrzesień, a on nawiązuje do zeszłego roku. Do zeszłych świąt.
Zerkam na tabliczkę obok obrazu. Widnieje na nim moje imię i nazwisko, podstawowe informacje o obrazie oraz napis "anonimowy dostawca". I już wiem, że Harry wysłał ten obraz tak, żeby nie został przyjęty, dzięki jego nazwisku. Uśmiecham się szeroko, jak mysz do sera i odwracam się. Muszę ustać na palcach i objąć Harry'ego za kark, aby dosięgnąć do jego ust i nie stracić równowagi.
Szaleńczo kocham tego faceta.

-Stresujesz się? - Harry pyta szeptem, kiedy lecimy samolotem do Polski.
-Nie - Tak.
-Wydajesz się spięta - tłumaczy.
-Wiesz... To wielki dzień - mówię.
-Myślisz, że popełniasz błąd? - pyta.
-Skąd! - przeczę od razu, ponieważ to prawda. - Kocham cię, ale... Boję się, że coś pójdzie nie tak, albo... Nie wiem... Że ci się znudzę - przyznaję szeptem.
-Nawet nie żartuj tak, Julia - mówi. - Kocham cię.
-Wiem.
-Niczym się nie przejmuj. Fanki mogą nawet na nas napaść, ale i tak to będzie najlepszy dzień w moim życiu - mówi.
-W moim też - potwierdzam. Harry daje mi małego całusa w usta.
-Będzie dobrze, kochanie - szepcze w moje usta.
-Lubię jak tak na mnie mówisz - przyznaję.
-Cieszę się, kochanie.
[Nagle słychać jakiś trzask i wiem, że to coś w lewym skrzydle, obok którego siedzimy.
-To tylko turbulencje - uspokaja mnie Harry i trzyma moją dłoń. Wie, że nie bardzo lubię latać samolotem. Kojarzy mi się to z windą (spadanie) oraz gwałtownym lądowaniem, kiedy leciałam z Niallem na Filipiny.
Samolot zaczyna się poważnie trząść i widzę przez okienko szary dym. I już wiem, że stało się coś niedobrego. Nagle samolot spada. Gwałtownie. Krzyczę, a Harry mnie przytula. Wiem, że zaraz umrzemy. Boję się. Nie chce tego. Chciałam poślubić mężczyznę mojego życia, a zamiast tego umrę. Samolot spada i uderzamy z hukiem w ziemię. To ostatnie co rejestruję. Potem sufit przygwożdża mnie do ziemi i rozcina skórę i już nie żyję. - Hahahaha, żartowałam xddd Read next after "]" ]

Już po ślubie. Wychodzimy z kościoła i wsiadamy do samochodu, który ma nas zawieść na salę balową. Tam rozpocznie się nasze nowe życie. Na zawsze razem. Forever.

Harry ciągnie mnie za rękę. Idziemy po plaży, przynajmniej tak stwierdzam po wyczuciu piasku pod nogami. Nic nie widzę, ponieważ mam przepaskę na oczach.
Dochodzimy z Harrym do brzegu. Poznaję po szumie wody. Harry odwiązuje mi przepaskę i widzę jakiegoś gościa, który ma ciemne okulary na nosie. Zupełnie bez sensu, ponieważ mamy środek nocy. Odwracam wzrok od faceta i patrzę na piach, gdzie leży przezroczysty worek.
-To kula - tłumaczy..
I nagle jesteśmy w kuli, która jest napompowana powietrzem. Gość, który nas wsadził do środka, przywiązuje sznur do jednej i drugiej rączki. Jeden z końców sznura mocuje do palmy, a drugą przyczepia do łódki, którą wypycha na wodę. Ciągnie nas na ocean. Kiedy znajdujemy się dobre kilkadziesiąt metrów na wodzie, odcina linę przy samym węźle i odpływa.
Patrzę na Harry'ego nie rozumiejącym wzrokiem.
-Mamy godzinę dla siebie - mówi i uśmiecha się łagodnie. - Chcesz obejrzeć film czy zrobić coś innego? - proponuje, jak gdyby nigdy nic.
-Ja... - jąkam się. - Jak na to wpadłeś? - pytam.
-Chmmm... Nie wiem. Widziałem te dzieciaki, które świetnie się w tym bawią, więc pomyślałem, że to byłby dobry pomysł, żebyśmy i my się pobawili.
-Kocham cię, wiesz? - wyznaję.
-Wiem, pani Styles - mówi.
Karmimy się nawzajem owocami, oglądając film. Co jakiś czas popijamy z kieliszka białe wino i zerkamy na księżyc, który jest dziś w pełni i wygląda naprawdę cudownie na tle wody i ciemnego, grafitowego nieba ozdobionego gwiazdami.
Harry robi nam zdjęcie telefonem, zaraz po tym jak kończymy film. Za nami widać lekko skrzywiony przez bańkę księżyc oraz ocean. Chłopak od razu ustawia fotkę na tapetę, a potem wstawia je na twittera, dając podpis "Romeo uwięził Julię w bańce - wersja współczesna sztuki Szekspira :)".
Uśmiechnęłam się do niego.
-Zostało nam pięć minut - mówi, zerkając na zegarek.
-A zdążymy wyprodukować jedno dziecko w tym czasie? - nawiązuję do tego, co mówił wcześniej. - Jeszcze nie kochałam się na wodzie.
-Zdziwiłbym się, gdybyś to robiła - uśmiechnął się. - Wyślę Markowi sms'a, żeby dał nam jeszcze 15 minut - mówi i tak robi, a potem kochamy się na wodzie.
*angielska przysięga ślubna (może nie brzmieć słowo w słowo tak samo, gdyż sama ją tłumaczyłam)
_______________________________________________________
Proszę, odpowiedzcie na ankietę po prawej u góry.
Epilog pojawi się w niedzielę w godzinach wieczornych :)))

3 komentarze:

  1. boski rozdział :) szkoda, że się kończy już to opowiadanie ;d pzdr ruda :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku . Julia zasluzyla na happy end . tyle przeszla .
    jak mnie nastraszylas z tym samolotem ze spada lol .

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale mnie wystraszyłaś z tym samolotem! :o Chcesz abym zawału dostała? xD
    Cieszę się, że Julia jest szczęśliwa, bo zasłużyła sobie na to bez żadnego gadania :) Szkoda, że już koniec ;( Ale to była najlepsza przygoda jaką przeżyłam <3 :')

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K