środa, 1 kwietnia 2015

Chapter 00 "Radość vs. Nie-Radość" (BONUS)

Hej, Misie! Pamiętacie mnie jeszcze? Mam nadzieję, że tak, bo mam dla Was mały prezent. JEDEN, JEDYNY bonusowy rozdział odnoszący się do historii Julii. Będziecie mogli zobaczyć jak wyglądało jej życie oraz spojrzeć na niektóre sytuacje z innej perspektywy. Raczej  nie zamierzam dodawać więcej tego typu rozdziałów to po prostu taki mój mały prezent dla tych, którzy jeszcze nie zapomnieli o serii Pain.
I Wesołego jajka!
Wasza Angie.
_______________________________________________________

 Piętnastoletnia udręka
 -Julka! Spóźnisz się do szkoły! - wrzasnęła mama z kuchni.
Myślała, że jeszcze śpię, ale ja już od dawna siedziałam kompletnie ubrana i uszykowana do szkoły. Po prostu nie miałam jeszcze odwagi wyjść i pokazać się światu. 15 lat to zdecydowanie najgorszy wiek w życiu. Zwłaszcza w moim, pełnym niefortunnych zdarzeń, krzywd i łez.
-Już jestem gotowa, zaraz wychodzę - odkrzyknęłam, żeby mamie nie przyszło do głowy, aby przyjść do mojego pokoju.
Poruszyłam głową i uderzyłam w blat biurka, pod którym obecnie siedziałam. Czasami lubiłam spędzać czas w ciasnej przestrzeni, skulona tak bardzo, że nikt nie mógł mnie dostrzec. Wtedy wszystko było takie proste.
Zerknęłam na zegarek zapięty na moim nadgarstku. Dochodziło wpół do, więc naprawdę już czas, abym zgarniała się do szkoły.
Wyłoniłam się spod biurka i narzuciłam na plecy plecak i skierowałam się do korytarza, gdzie znajdowały się moje buty. Szybko je założyłam, a potem bez słowa wyszłam z domu, trzaskając drzwiami trochę zbyt mocno.
Maj był wyjątkowo ciepły, więc nie musiałam zakładać nawet bluzy. Słońce delikatnie muskało moją skórę, a świeże powietrze wypełniało moje nozdrza. Nie, żebym nie lubiła wiosny, kiedy wszystko budziło się do życia, ale zdecydowanie wolałabym, aby to był zimowy poranek. Ciemne niebo, śnieg lub deszcz... Pogoda idealnie oddawałaby mój obecny nastrój. Nastrój całego mojego życia.
Dotarłam do szkoły, gdzie część mojej klasy już usadowiła się na ławce naprzeciwko klasy. Położyłam swój plecak na parapecie, starając się nie zwracać uwagi na resztę osób. Jednak oni nie mogli pozwolić dać o sobie zapomnieć.
-Cześć, Julcia, jak ci minął poranek? - zapytał z kpiną Dorian. Tak naprawdę go to nie obchodziło, chciał mnie tylko zirytować.
-Idź sobie, Dorian - powiedziałam, wyciągając z plecaka butelkę z wodą.
Odkręciłam napój i już miałam się napić, kiedy chłopak mnie popchnął i polowa butelki wylała się na mnie. Na szczęście Doriana też zmoczyło, więc trochę uwierzyłam, że sprawiedliwość jednak istnieje.
-No i co robisz, idiotko?! - wydarł się na mnie, chociaż cała ta sytuacja wynikła za jego sprawą.
Wywróciłam oczami i zignorowałam chłopaka. Na idiotów nie warto było tracić czas.
-Dorian, weź przywal tej kretynce! - usłyszałam głos Przemka, który znajdował się tylko kilka kroków za plecami Doriana.
Chłopak uśmiechnął się i wysłuchał polecenia kumpla. Popchnął mnie, a ja z całej siły uderzyłam o kant parapetu nerką. Zabolało, ale nie dałam tego po sobie poznać. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Zarzuciłam plecak na bark i szybko ruszyłam do łazienki. Po drodze wyrzuciłam butelkę do kosza, była co prawda do połowy pełna, ale to wszystko sprawiło, że nie miałam już ochoty pić. Wracałam chyba do swojego dawnego planu - odwodnienia się. Przez długi czas nie piłam prawie nic, chcąc się w ten sposób jakoś wykończyć, tak myślę.
Ukryłam się w jednej z kabin. Zamknęłam za sobą drzwi i usiadłam na podłodze, tuż obok kibelka. Łzy bezwiednie spłynęły po mojej twarzy. Ścisnęłam dłonie w pięści, a długie paznokcie wbijały mi się w skórę z całą siłą. Nie bolało bardziej niż zderzenie z parapetem.
Kiedy zadzwonił dzwonek, odczekałam kilka minut i dopiero po chwili poszłam na lekcję, żeby mieć pewność, że przed przyjściem nauczycielki nikt nie zdąży mnie już zaczepić.

Mamy rok 2016.
Słonko grzało od samego rana, ale to pewnie głównie dlatego, że wypoczywałam sobie na Karaibach. Oczywiście mój miesiąc miodowy dobiegał powoli końca, ale starałam się cieszyć nawet ostatkami najlepszych dni w moim życiu.
-Soku? - usłyszałam za sobą głos Harry'ego, a następnie zobaczyła przed sobą szklankę z pomarańczowym sokiem, słomką i śmiesznym małym parasolem.
-Dziękuję - powiedziałam, biorąc do ręki swój napój.
Harry usadowił się na leżaku obok mnie, po czym pociągnął przez słomkę sok ze swojej szklanki. Wpatrywał się w morskie fale, ale widocznie oślepiało go słońce, bo założył okulary.
Kiedy opróżnił swoją szklankę, postawił ją w piasku, a następnie wyciągnął dłoń w moim kierunku, chcąc, żebym podała mu swoją. Naturalnie to zrobiłam.
-I co? Wieczne wakacje dobiegają końca... - przypomniał o nadchodzącym końcu luksusu.
-Na to wygląda. Potem nie będziemy się widzieć pół roku, bo masz trasę - westchnęłam, przypominając sobie o tym.
Chłopcy mieli już nowego menadżera, bo ja nie nadawałam się chyba do tego za bardzo. A co idzie za tym, że nie rozplanowują już życia 1D? Nie mogę jeździć w trasę razem z nimi. Nie mam pojęcia, jak ja to wytrzymam. Jesteśmy już pół roku prawie nierozłączni, a teraz mam go na kolejne pół od tak puścić w świat i nie tęsknić?
-Nie będzie tak źle, są telefony, skype, twitter... - przypomniał.
-Wiem, ale to nie to samo. Kto mnie będzie całował? Kto mnie będzie tulił w nocy przed snem? Kto będzie mnie budził w nocy chrapaniem? - ostatnie pytanie zadałam, mając nadzieję, że lekko go rozbawię.
-Ja nie chrapię - zaoponował.
-Za to gadasz - zauważyłam.
-Czepiasz się - powiedział, nie puszczając mojej ręki.
-Tylko dlatego, że mocno cię kocham - odpowiedziałam, a on natychmiast na mnie spojrzał, jednak nie mogłam dostrzec jego oczu za plastikowych czarnych szkiełek. Uśmiechnął się do mnie delikatnie.
-Ja też cię kocham. Bardzo - odparł, przesyłając mi całuska. Udałam, że nie udało mi się go złapać.
-Musisz mi go dać osobiście, bo nie umiem łapać - powiedziałam, a jego uśmiech natychmiast się poszerzył.
Harry pociągnął mnie za rękę w swoją stronę. Postawiłam szklankę na piachu i przeskoczyłam na jego leżak. Usiadłam w rozkroku na jego kolanach, po czym poczułam jego słodkie usta na swoich. Długo nie mogłam powstrzymywać dłoni i zaraz wsunęłam je we włosy loczka. Jego ręce znalazły się na moich prawie nagich plecach. Miałam na nich tylko cienki sznureczek od kostiumu kąpielowego.
Podniecało mnie, kiedy jego miękkie dłonie znaczyły ścieżki na mojej skórze. Zamruczałam w jego usta, ale on nie przestawał mnie całować, aż nam obojgu zabrakło tchu. Wtedy oderwaliśmy się na moment od siebie, tylko po to, żeby zaraz Harry mógł obcałować moją szyję.
Kocham go.
Zacisnęłam dłonie na jego lokach, lekko je pociągając. Zamruczał delikatnie.
I wtedy leżak się pod nami zarwał.

-Nie chcę, żebyś jechał - powiedziałam, wpatrując się w jego piękne zielone oczy. - Będę bardzo tęsknić.
-Ja też - odparł, przytulając mnie do swojej klatki piersiowej. Wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca. Stuk, stuk stuk, Stuk, stuk stuk, Stuk, stuk stuk...
To była chyba najsmutniejsza chwila w moim nowym życiu. Powstrzymywałam łzy, nie chcąc, żeby Harry wiedział, jak bardzo źle się mam. A nuż odwołał by dla mnie trasę czy cokolwiek! A nie mogłam przecież do tego dopuścić.
-Sophie z tobą będzie - przypomniał mi Loczek.
-Wiem, ale to nie to samo, co bycie z tobą.
-Będziemy rozmawiać - obiecał, nie puszczając mnie. - Bardzo cię kocham, Juls.
-Ja ciebie też - zapewniłam go
Jeszcze chwilę się obejmowaliśmy, a potem... Potem mnie puścił, wziął swoje walizki i wyszedł, rzucając mi na pożegnanie jeszcze jeden smutny uśmiech.
I nagle moje serce zrobiło się dziwnie puste. Miało go nie być tyle czasu. Pół roku. Nie wiedziałam, jak moje serce to wytrzyma. Dopiero je obudziłam, a teraz musiałam znów uśpić je na 6 miesięcy.

Kilka dni później siedziałam na kanapie, jedząc nutellę łyżeczką. Ktoś zapukał do drzwi, więc odstawiłam słoik i poszłam otworzyć. Uśmiechnęłam się, kiedy w drzwiach dostrzegłam Alka. Uściskałam brata na powitanie.
-Co ty tu robisz?! W Londynie?! - byłam w kompletnym szoku.
Cieszyłam się na jego widok. Jasne, relacje między nami nie były do końca okej. Dalej czułam się lekko niekomfortowo przytulając go, rozmawiając z nim, ale wybaczyłam mu. Chodzi o przyzwyczajenie. Nie mogłam tak po prostu oswoić się z tym, że już mnie nie skrzywdzi. Że mnie kocha. Że jesteśmy już normalnym rodzeństwem. Prawie.
Między nami nigdy nie będzie idealnie. Tak myślę. Ale nigdy nie można porzucać nadziei. Ona wcale nie jest matką głupich. Jest matką ludzi wspaniałych i wrażliwych.
-Przyjechałem, żeby cię odwiedzić. Słyszałem, że ten twój goguś pojechał w trasę - śmiał się.
-Na imię ma Harry - poprawiłam go, ale nie złośliwie. Wiedziałam, że to tylko żarty.
-Goguś? No przecież tak powiedziałem! - dalej grał.
-Dobra, lepiej wchodź. Na dworze leje! - zaprosiłam go do środka.
-A jak się czujesz po ślubie? Pani Styles? - nabijał się ze mnie. Wciąż. On nie wierzył w coś takiego jak małżeństwo. Wiem to. Może to też jakiś uraz po tym, co zdarzyło się w przeszłości? Nie mam pojęcia.
-Świetnie.
-A dobry jest w TYCH sprawach? - chyba próbował mnie skrępować.
-Wiesz... Zapytaj jego fanek. One to wiedzą lepiej niż ja. Dochodzą na sam jego widok - powiedziałam.
-I jak tu nie być zazdrosnym, kiedy tyle dziewczyn dochodzi z twoim facetem...
-Ha, ha, prześmieszne.
-A jak Ci się żyje w Londynie?
-Lepiej niż w Warszawie. Wiesz, że to miasto... to zawsze było moje marzenie - powiedziałam.
-Wiem, wiem - odparł.

~*~
Chapter 3, część I
Past -  Poznajmy się.
Zobaczyłem Waliyha z Edem i już miałem podejść, ale jakoś zakręciło mi się w głowie, więc zrezygnowałem. Nie powinienem był pojawiać się na tej imprezie, ale chłopacy bardzo nalegali. Może i by mi odpuścili, gdybym od rana nie udawał, że trzymam się kupy.
Nagle podeszła do nich jakaś dziewczyna, która z trudem przecisnęła się przez tłum. Miała szeroko otwarte oczy i wyglądała na zdenerwowaną, więc przypominała mi przestraszonego królika, który zapomniał, jak trafić do nory. Nie przyglądałem jej się zbyt dogłębnie, ale mogłem uznać, że była dosyć ładna. Wysoka, szczupła, a jej długie kasztanowe włosy spływały niemal do pasa. Fioletowa sukienka idealnie pasowała do jej bladej karnacji i piwnych oczu. Jednak nie wydawała mi się powalająco piękna, niczym modelki z vouga, więc mój wzrok szybko powrócił na drinka, którego trzymałem w ręku.
Kiedy drink mi się skończył, zdecydowałem się na następnego, cicho licząc, że jeśli gdzieś zwymiotuję, to chłopacy pomyślą, że się zechlałem, a choroby nawet nie wezmą pod uwagę. Podszedłem do lady i usiadłem na wysokim stołku. Obok mnie siedziała ta sama dziewczyna, którą wcześniej widziałem z Waliyhą. Była sama.
-Jeszcze raz to samo - poprosiła barmana, kiedy opróżniła szklankę. Jej głos był delikatny i cichy, jakby brakowało jej pewności siebie.
-Daj coś mocniejszego, Rick. Może być shot - powiedziałem, kiedy straciłem zainteresowanie koleżanką siostry Zayna.
Rick pokiwał głową, jednocześnie kończąc zamówienie dla tej dziewczyny. To był ewidentnie alkohol, więc musiała być pełnoletnia. Spojrzałem na nią, podczas gdy ona zerkała z niesmakiem na szklankę. Raczej nie lubiła pić, ale mimo to zamówiła drinka.
-Hej - odezwała się. Upłynęła sekunda, zanim zdałem sobie sprawę, że mówi do mnie. Musiała zauważyć, że bezczelnie się gapię.
-Hej - odparłem i czułem, że wkraczam na nieznane wody. To takie dziwne widać się z jakąś dziewczyną, jakbyśmy się znali.
-Coś nie tak? Nie najlepiej wyglądasz - a więc też mi się przyglądała. Musiała. Inaczej nie zauważyłaby mojej bladej skóry w świetle tych dyskotekowych reflektorów.
-Jest w porządku... - chyba bardziej chciałem przekonać samego siebie niż ją. - Harry - zdecydowałem się przedstawić, jednak nie wyciągnąłem do niej ręki. Przez chorobę było mi dziwnie gorąco lub zimno, przez co moje dłonie były na przemian wilgotne i sucho-zimne. Teraz były mokre od potu.
Lekko wywróciła oczami, na tyle delikatnie, że mogła być tego nieświadoma i na tyle delikatnie, że ledwo to zauważyłem.
-Julia - odpowiedziała dziewczyna. Miała trochę specyficzny akcent, ale w Londynie było pełno obcokrajowców, więc lekko przywykłem. Poza tym, ona nie musiała być obca, w krajach anglojęzycznych chyba normą są różne wymowy wyrazów.
Chwilę rozważałem, skąd kojarzę to imię. Zrozumiałem dopiero, kiedy gdzieś w tłumie prześlizgnęła się Waliyha. Julia była tą znajomą, która miała z nią zamieszkać.
-Ah! Współlokatorka Waliyha? - dopytałem na wszelki wypadek.
-Kurczę, jak wy to wszyscy wymawiacie? - dziwiła się, a jej mina wyrażała konsternację. Tym pytaniem oraz gestami potwierdziła, że raczej nie należy do naszego kraju. Zazwyczaj rodowici Anglicy nie mieli problemu z wymówieniem imienia siostry Malika.
-Co? - miałem nadzieję, że to krótkie pytanie sprawi, że powie coś więcej niż dwa słowa. Jakoś nagle zrobiło mi się niedobrze, więc bałem się powiedzieć za dużo, żeby na nią nie rzygnąć, ale chciałem też podtrzymać rozmowę.
-Jej imię - jednak nie zamierzała się rozgadać. - Ja mówię na nią Wal.
-Cóż, na początku też miałem problemy - skłamałem i sam nie wiem czemu. - Skąd jesteś? - zapytałem w końcu, wiedząc, że sama mi raczej nie powie.
Zmarszczyła brwi, zupełnie jakby nie rozumiała, o co mi chodzi, choć moje podejrzenia były przecież oczywiste.
-Masz trochę dziwny akcent - wyjaśniłem ostatecznie, a wszystko, co zebrało się we mnie, nagle jakby spłynęło. Wymioty zdecydowały się jeszcze nie wydostawać, a moje dłonie przestały się pocić.
-Em... Mam trochę nieczyste korzenie, to przez to. Sama nawet do końca nie wiem, skąd jeszcze pochodzę - brzmiało trochę jak kłamstwo, ale olałem to. Widocznie miała swoje powody, żeby nie mówić mi prawdy, a ja jakoś nie miałem ochoty nawiązywać z nią bliższej relacji, żeby o to wypytywać. Nie byłem ciekawski.
Zapadła chwila ciszy. Dziewczyna upiła trochę drinka i lekko się skrzywiła. Na pewno nie pijała zbyt często. Jej wzrok na chwilę skierował się na coś za moimi plecami i wtedy dostrzegłem w jej oczach coś, czego jeszcze nigdy wcześniej nie widziałem. Na pewno nie w takim stopniu. To był ból, smutek, zawiść... To przez to jej oczy wydawały się tak duże - przez ciężar, jaki w sobie nosiła, a którym najwyraźniej się nie dzieliła. Zrobiło mi się jej żal. Jak samotnym człowiekiem trzeba być, żeby nosić w sobie tyle smutku i bólu? Widocznego nawet bez zadawania pytań o samopoczucie. Wtedy postanowiłem nie pytać jej więcej o kraj pochodzenia. Może nie chciała się do tego przyznać, bo to z nim wiązał się ten cały ból? Mógł być to też mój wymysł, nie znałem przecież tej dziewczyny, więc nie mogłem wiedzieć, czy potrafi umiejętnie kłamać, a z jej głosem każde zdanie wydawało się napełnione niepewnością, nawet, gdy mówiła fakty, więc to mogło tak po prostu zabrzmieć.
Nagle poczułem potrzebę jakoś ją uszczęśliwić, chociaż jej nie znałem. Ja po prostu taki byłem - chciałem nieść pociechę innym.
-Chcesz zatańczyć? - zapytałem bez ogródek. To musiało zadziałać, dziewczyny lubią tańczyć, a jeszcze bardziej lubią być do tego tańca proszone.
Ale jej oczy tylko się powiększyły, jakby się przestraszyła.
-Emmm... - zająkała się, a jej głos wydawał się lekko trząść. - Jasne - odparła po chwili niepewnym głosem, choć wiem, że starała się zabrzmieć inaczej.
Zeszliśmy z tych cholernie wysokich krzeseł i poszliśmy na parkiet. Położyłem dłonie na jej biodrach, a jaj znalazły się na moich ramionach. Ręce miała sztywne jak patyki, podobnie zachowywało się jej ciało. Była trochę jak drzewo, które tylko delikatnie kołysało się w rytm wiatru.
-Co jest? - zapytałem. Chyba się nie bała, że ją ugryzę czy coś? A może byłem tak blady, że wydawałem się jej obrzydliwy?
-Chyba nie umiem tańczyć - wyjaśniła.
Wtedy uświadomiłem sobie, jak bardzo przeżywam. Kiedy tańczyłem z innymi dziewczynami ze sztywnymi ruchami, nie myślałem, że to może przy mnie nie czują się swobodnie. To te duże oczy sprawiały, że miałem wrażenie, iż jest zbyt głęboka, żeby powodem jej drewnianego tańca był tylko fakt, że nie umie tego robić dobrze. Może jednak źle sobie ją wyobraziłem? Może była jak te wszystkie dziewczyny, które poznałem przelotem na imprezach? Nie, na pewno nie, moja podświadomość oponowała.
-Spokojnie, nauczę Cię - oznajmiłem, obdarzając ją delikatnym uśmiechem.
Wtem muzyka ucichła i usłyszeliśmy krzyk DJ'a:
-A teraz coś wolniejszego! Specjalnie dla organizatora i jego dziewczyny! - tak, trafny moment. Nie lubiłem tańczyć wolnych z obcymi laskami. Czasami potrafiły się nieźle napalić.
Rozległy się głośne oklaski dla Eda i tej dziuni, którzy zapewne właśnie weszli na parkiet i zaczęli tańczyć. Przestałem się jednak skupiać na parze, kiedy poczułem, że Julia wyrywa się z mojego uścisku i zmierza w kierunku baru.
-Gdzie idziesz? - zapytałem. - Nie tańczysz?
-To kawałek dla par... - wyjaśniła tak cichutko, że ledwo ją zrozumiałem przez szmer gadających ludzi.
-To co? - nie mogłem jej teraz sprawić przykrości, kiedy patrzyła na mnie z takim przestrachem. Większym, niż, kiedy ją poprosiłem do tańca. - No chodź... Nie daj się prosić.
-No... Okej... - odparła z nutą wahania, a jej dłonie znów znalazły się na moich ramionach, jednak zbyt daleko, żebyśmy mogli tańczyć wolnego.
Złapałem ją za biodra i przyciągnąłem pół metra bliżej, tak, aby dzieliły nas zaledwie centymetry. Zaczęliśmy się delikatnie kołysać.Wydawało się, że chce się odsunąć, ale nie pozwoliłem jej na to. Sam nie wiem, czemu.
Przyglądałem się jej twarzy, podczas gdy ona cały czas patrzyła w dół, jakby unikała mojego wzroku. Tak naprawdę była ładniejsza, niż na początku mi się wydawało. No... Może nie była, ale w tym świetle, które padało na jej twarz, przy tej muzyce, która sprawiała, że wszystko wydawało się magiczne, miałem wrażenie, że tańczę z księżniczką. Bardzo skrzywdzoną księżniczką.
-I widzisz? Tańczysz? - powiedziałem niemal szeptem, wiedząc, że jesteśmy na tyle blisko, aby usłyszała.
Naprawdę zaczęła się całkiem swobodnie poruszać, choć i tak była sztywna, ale TO już można było nazwać jakimś tańcem.
Uśmiechnęła się nieśmiało, a jej policzki spowił delikatny róż. Spojrzała na mnie, a ja mogłem na chwilę zatopić się w jej piwnych oczach, które w tym świetle wydawały się zielone. Poczułem ciepło w środku. Dziwne, nie?
Ale wtedy zrobiło mi się niedobrze, rozluźniłem uścisk, mając nadzieję, że w razie czego zdążę się odwrócić i rzygnąć na kogoś innego.
-Ej, co jest?
-Niedobrze mi, przepraszam... - ale tylko tyle zdążyłem powiedzieć (nawet nie dokończyłem zdania!), kiedy wszystko zebrało mi się w gardle. Już czułem nieprzyjemny posmak kwasów żołądkowych.
-Jej, nie musiałeś ze mną tańczyć - jej głos wcale nie był przeszyty złością, a jedynie zranieniem. Musiałem to wyjaśnić. To nie mogło tak wyjść. Ale czułem mimo to, że dziewczyna powoli mi się wymyka, a chwila pryska.
-Nie chodzi o ciebie... - zaciąłem się, przełykając to, co miałem w gardle. Chciałem jej to wyjaśnić, choć powinienem uciekać do łazienki i nie ryzykować zwymiotowaniem na oczach ludzi. Mogłem ją odnaleźć potem i wtedy wytłumaczyć, ale zamiast tego postąpiłem głupio i zdecydowałem zostać i wyjaśnić jej sytuację od razu.  - Po prostu miałem grypę żołądkową i chyba jeszcze mi nie przeszło... - udało mi się wydukać, jednak było za późno.
Odsunąłem się do Julii, żeby nie zarzygać jej w całości. Moje wymioty wylądowały tylko na jej butach i skrawku parkietu. Kiedy wylałem z siebie pierwszą falę, nie zwracając uwagi na gapiów, krzyknąłem:
-O mój boże! Przepraszam! - zapisałem sobie od razu w głowie, żeby dodać ten tekst na jakiś portal z najgłupszymi tekstami na świecie. Tytuł będzie brzmiał: "Czego nie mówić, kiedy obrzygasz ładnej dziewczynie buty?".
Julia tylko rozejrzała się po pomieszczeniu, a potem spojrzała na swoje nogi. Jej twarz wykrzywiło obrzydzenie i wcale się nie dziwię. Potem uciekła. I jej już nie widziałem.
Gratulacje, Harry, najromantyczniejszy taniec w historii! Moja podświadomość miała nowy powód, aby ze mnie szydzić...

Chapter 49, część 1
Rozpadamy się.
Myślałem, że wyjdą razem, ale zobaczyłem tylko jego. Widocznie Julia musiała jeszcze coś zrobić w domu, podczas gdy on zdecydował się już opuścić mieszkanie. I dobrze. Oszalałbym z zazdrości, jeśli spędziliby w mieszkaniu jeszcze choćby 5 minut razem. Sami.
Niall zauważył mnie, a właściwie moje auto, i zaczął zmierzać w moim kierunku. Otworzyłem szybę. Nie mogłem go przecież olać, był moim przyjacielem. Nie miałem również prawa o nic go posądzać, ponieważ nie wiedziałem, czy moje podejrzenia są prawdziwe.
-Jesteś chorym człowiekiem, Harry Stylesie - powiedział, kiedy znalazł się już dostatecznie blisko, aby nie musieć krzyczeć.
-O co ci chodzi? - udawałem, że nie rozumiem, choć tak naprawdę chodziło po prostu o moją dumę. Nie mogłam mu pokazać, że wiedziałem, jak dziecinnie się zachowałem, każąc jej wyjść, kiedy była z naszym wspólnym przyjacielem.
-Jak będziesz się tak dalej zachowywał, to naprawdę się od ciebie oddali. Zwłaszcza patrząc na to, że boi się facetów - burknął na mnie.
-A wiedziałeś, że ciebie się nie boi?
-A co? Zazdrosny jesteś? Tak, powiedziała mi, a tobie nie?
Nie odpowiedziałem, ale chyba domyślił się odpowiedzi i automatycznie jego złośliwość wyparowała, a na jej miejsce wstąpił żal.
-Przykro mi, stary.
-Mnie jest jeszcze bardziej przykro - odparłem. - W ogóle... Gdzie wy się wczoraj tyle czasu podziewaliście? Chciałem Julii pokazać lampiony, ale ona zniknęła gdzieś z tobą - postanowiłem zmienić temat, żeby nie zagłębiać się dalej w sekrety Julii przede mną.
-Obejrzeliśmy je na dachu razem - powiedział, a jego głos przeszyła nuta zawahania.
-Tyle czasu? - uderzyłem we właściwy punkt, gdyż Niall spuścił głowę z poczucia winy. Nie mógł na mnie patrzeć. - Niall, proszę, powiedz mi, że wy nie...
-Nie wiń jej za to. Chciała spróbować czegoś nowego. Nie chodziło o ciebie, ona po prostu chciała sprawdzić siebie - bronił ją.
-Aha, okej, sugerujesz, że cię wykorzystała? - nie wierzyłem, że to było jednostronne.
-Nie - odparł, a po chwili zawahania dodał: - To była chwila, okej? Nie czuję do niej absolutnie nic, poza przyjaźnią. Poniosło nas po prostu. Ja ciągle kocham Wal. Nawet po tym wszystkim.
-Czy ona... czy ona czuła? - zapytałem. Nie wiedziałem, czy zniosę tę sytuację, jeśli powie, że tak. Z tej miłości, jaką do niej czułem, byłem gotów jej wybaczyć nawet sex z przyjacielem, ale nie dałbym chyba sobie z tym rady, jeśli okazałoby się, że jest dla niej jeszcze bardziej odpowiedni niż ja.
-Nie - odparł szybko, może nawet zbyt szybko, ale nie chciałem wiedzieć, czy kłamie. Chyba wolałem jednak żyć w przeświadczeniu, że mówi prawdę, nawet jeśli tak nie było. - Ale nie musiałby do tego dojść, gdyby nie twoje chore ego, więc weź ty się ogarnij, swoją zazdrością ją ranisz i robi różne rzeczy przez to - burknął na mnie, odsuwając od szyby i natykając na nią.
-O czym rozmawialiście? - zapytała, spoglądając na nas na przemian.
-O niczym specjalnym - odparłem, patrząc się przed siebie, zamiast na nią. Było mi chwilowo zbyt ciężko, zwłaszcza ze świadomością, że wczoraj przespała się z moim przyjacielem. Mimo to, byłem gotów jej wybaczyć. Oboje mieliśmy na sumieniu bardzo dużo, ja na przykład zdradziłem jej największy sekret.
-To ja spadam - odezwał się Niall i odszedł,  ciągnąc za sobą psa Julii, którego wcześniej nie zauważyłem.
-Co to było? - zapytała. Widać, że była lekko podenerwowana.
-Nic, daj spokój - prawie krzyknąłem, a następnie odpaliłem samochód.
-No porozmawiaj ze mną! - naciskała, a ja wiedziałem, że nie odpuści.
-O czym? Jezu... Wyjeżdżał mi, że niszczę ci życie - wyminąłem się lekko z prawdą, ale cóż mogłem jej powiedzieć?
-Na pewno nie, powiedz mi prawdę - nie dowierzała. I słusznie.
-Boże, jesteś w nim aż tak zakochana, że mi nie wierzysz? - zirytowałem się. Nie dość, że miała przede mną tajemnice i to TAKIE, to jeszcze mi nie ufała. Okej, tym razem miała racje, nie wierząc mi, ale to i tak strasznie nie fair.
-Nie jestem w nim zakochana! - zaprzeczyła.
I wtedy po prostu nie wytrzymałem. Ten temat i tak był do poruszenia, tylko może w bardziej odpowiednim momencie. Ja nie wybrałem najlepszego, ale nie wytrzymałem. I tym samym zniszczyłem swoją szansę na sprawdzenie, czy zamierzała mi kiedykolwiek powiedzieć.
-Czyli przespałaś się z nim dla zabawy?! - wykrzyknąłem, a ona pobladła, a jej skóra natychmiast zalała się potem. - I co? Okazał się lepszy niż ja, co?
-Uspokój się... - poprosiła, stając się nagle spokojna. Winna.
-Powiedź mi, w którym momencie zrobiłem coś, co cię ode mnie odsunęło? - musiałem to wiedzieć i miałem nadzieję, że mi powie. Bo tylko to mogło nas uratować przed zagładą.
-Harry, uspokój się. Poniosło nas wczoraj, to nic nie znaczyło - mówiła tak jak on. Jakby się umówili.
-Nic? Ale mnie byś się bała, a z nim nie masz problemów. Wiesz jak boli wiedza, że ktoś inny byłby dla ciebie bardziej odpowiedni? - już nawet nie krzyczałem, nie mogłem. Moje serce zbyt mocno bolało. Krwawiło wręcz. Czułem, jak powoli się łamię. W tamtym momencie naprawdę się zawahałem. A może to jednak nie było warte zachodu? Może ja się po prostu nie nadaję? Może potrzebny jest jej ktoś lepszy?
Szybko zbeształem się w głowie za te myśli.
-Kto ci powiedział, że się go nie boję? - zapytała poddenerwowana.
Ja byłem tak samo zdenerwowany, jak ona. Czułem, że ją tracę, a jednocześnie nie potrafiłem powstrzymać swojego gniewu.
-No, jak to "kto"? Ty - odparłem. - Niechcący usłyszałem jak mówisz to psychologowi. Wybacz, że to nie ja uratowałem ci życie.
-Przestań - syknęła lekko poirytowana.
Więc zamilkłem i nacisnąłem gaz. Nie mogliśmy przecież ciągle stać na parkingu z odpalonym samochodem. Panowała nieprzyjemna cisza, a napięcie pomiędzy nami było tak gęste, że śmiało można je było siekać nożem.
Nie rozumiałem, kiedy tak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Zawsze myślałem, że razem jesteśmy idealni, nawet jeśli osobno nie byliśmy.
Zdecydowałem się włączyć radio. Nie mogłem znieść tej ciszy, więc rozkręciłem muzykę na full, ale, kiedy tylko moja ręka odsunęła się od urządzenia, ona zbliżyła swoją, aby ściszyć rocka, którego puściłem. Wykręciła dłońo 180 stopni i wtedy zobaczyłem jej nadgarstek. Różowe ślady przebiegające prostopadle do jej żył zdobiły skórę. Zrobiło mi się niedobrze. Byłem pewien, że to moja wina.
-Co sobie zrobiłaś? - zapytałem, nie odrywając wzroku od jej nadgarstka.
-Nic, puść -odparła, wyrywając rękę z mojego uścisku.
-Julia... Kiedy? - nie mogłem odpuścić. Musiałem wiedzieć.
-Nieważne - odparła i zaczęła się wpatrywać w widoki za oknem.
-Porozmawiaj ze mną - prosiłem, używając jej własnego tekstu.
-Ty ze mną nie chciałeś - wypomniałam mi.
-To przeze mnie? - zapytałem.
-Nie - burknęła. - To przeze mnie.
-Dlaczego?
-Jezu! - w końcu zezłościła się na tyle, że zdecydowała się mi powiedzieć. I trochę się wtedy przestraszyłem. W końcu nie wiedziałam, czy chcę wiedzieć, czy jednak nie. Ale ona kontynuowała. - To było wtedy, kiedy ty byłeś na tej imprezie, a ja byłam z Niallem. Miałam wyrzuty sumienia o ten cholerny pocałunek i tyle! - warknęłam.
-Przepraszam cię - powiedziałem. Mój głos stał się nagle spokojny. Nie potrafiłem już na nią krzyczeć i się złościć. Chciałem ją po prostu wziąć w ramiona i przytulić, tak jak wtedy, gdy powiedziała mi o braciach.
-A niby za co? - zapytała.
-Za to, że jestem o ciebie tak cholernie zazdrosny, bo wszystkie nasze problemy biorą się właśnie stąd. Po prostu nie mogę znieść myśli, że ktoś inny mógłby cię pożądać tak, jak ja - powiedziałem, właściwie całkowicie potwierdzając to, co już Niall mi wyrzucił.
Wszystko było łatwiejsze, kiedy po prostu się przyjaźniliśmy. Ale czy chciałem do tego wrócić? Odpowiedź była jasna - nie. Nigdy nie zamieniłbym na nic moich pocałunków z Julią, nawet, jeśli zawsze przepełnione były jej strachem.
-Przestań, to była moja wina. To, że wybaczasz mi wszystko, jeszcze nie znaczy, że mogę ci robić takie rzeczy - odparła, a jej ton głosu również zniżył się o parę oktaw.
Miała rację. Wybaczyłbym jej wszystko.
-Zapomnijmy o tym - poprosiłem. - Zacznijmy jeszcze raz. Od początku.
 ______________________________________________________
Przeczytałaś? Proszę, zostaw dla mnie ślad w komentarzu! Choćby uśmiechniętą buźkę! :)

2 komentarze:

  1. Chciałabym tu napisać jakiś sensowny komentarz, nie wiem. Przepraszam. Ale chyba nie dam rady wiesz? Nie wiem co myśleć. Nie dochodzi do mnie ,że to koniec(?). Pięknie wszytsko napisałaś. Nie wiem co mam dalej napisać.
    Przepraszam
    Ada.xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Tęskniłam :') Naprawdę, ale za to moje serce krwawi...
    Pięknie <3
    Dziękuję za ten piękny 'rozdział'? i poproszę o wiecej ... ;PP
    Pozdrawiam!! ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz :)

Szablon by S1K